Poprzednie kilkanaście wpisów zajęło mi weryfikacja mitów związanych z inwestowaniem, opublikowanych przez Wall Steet Journal. Tym razem moje autorskie “Top 10 spekulacji”.

Od inwestowania zaczynałem 18 lat temu by wkrótce oddać się w całości krótko i średnioterminowej spekulacji, choć wolę bardziej eleganckie i adekwatne określenie – tradingowi. Do inwestowania wróciłem niedawno, po latach przerwy, z konieczności, tworząc portfel akcyjny w ramach IKE na rachunku w BOSSA. Odświeżenie pojęć, strategii i meandrów dotyczących inwestowania bardzo mi się więc przydało (mam nadzieję czytelnikom również), zawsze jednak moje serce bić będzie mocniej dla wszystkiego co związane z tradingiem. Stąd i pomysł by opracować listę mitów wyrosłych w obrębie tego rodzaju działań giełdowych.

Liczba 10 nie będzie pewnie skończonym ich zbiorem. Liczę jak zwykle na inwencję czytelników 🙂 Z pewnością natomiast różnią się one zasadniczo od tych inwestycyjnych, choćby z powodu samych warunków brzegowych, które je definiują i odróżniają od inwestowania: liczba i czas trwania transakcji, konieczność uzyskania przewagi nad rynkiem czyli tzw. z angielska ‘the edge’ (w inwestowaniu wystarczy samo indeksowanie portfela), aktywne zarządzanie ryzykiem czyli konieczność użycia stopów zabezpieczających, szerokie spektrum instrumentów z derywatami włącznie, odmienna kontrola wielkości pozycji, dużo większa rola metod ilościowych, analizy technicznej i algorytmów, nieograniczona możliwość zabezpieczania i poruszania się po stronie długiej i krótkiej rynku – by wymienić najważniejsze z nich.

Wszelkie uwagi, konstruktywne krytyki i komentarze oraz uzupełnienia mile widziane:)

Mit spekulacji #1/ Skuteczność i trafność zależą przede wszystkim od dobrego przewidywania

Nie znajdziemy wywiadu, książki czy artykułu, w którym luminarze tradingu, a więc profesjonaliści od regularnych i przy tym pokaźnych giełdowych zysków, przyznawaliby, że źródła ich osiągnięć tkwią w przewidywaniu przyszłości. Z prostej przyczyny – zdają sobie doskonale sprawę, że gatunek homo sapiens nie posiada takich zdolności, nie potrafi z regularnością odgadywać rezultatów przyszłych zdarzeń, nawet przy pomocy szklanych kul, Tarota czy gwiazd. Czy ktoś spotkał bajecznie bogatego jasnowidza, wróżkę czy tarocistkę, których majątek pochodziłby z giełdowych operacji? A mimo tego sporo ludzi, szczególnie świeżych adeptów spekulacji, wierzy z pełnym przekonaniem, że zysk jest funkcją każdorazowego odgadywania przyszłości.

Słabe punkty związane z tym mitem, niepotrzebnie utwierdzające w takich złudzeniach:

a/ Atrybut “przewidywania” nadawany swoim ocenom w wypowiedziach analityków i komentatorów, oczekiwany przez publikę i odpytujących, potem czasem nieświadomie naśladowany przez czytelników/słuchaczy.

Ile razy mieliśmy okazję czytać słowa “rynek zrobił się nieprzewidywalny”? Tak jak gdyby kiedykolwiek był!

Z drugiej strony rankingi przepowiedni – który z analityków ile razy trafił, a który zajmuje miejsce w konkursie tego typu. Tyle, że stosunkowo rzadko przekłada się to na zyski. Znam osobiście traderów, którzy potrafią zgrabnie trafić w wynik niektórych giełdowych zdarzeń a mimo to nie idzie to w parze z zyskami na ich rachunkach.

b/ Jednorazowe strzały

Statystyki potrafią uśpić intelekt, zwieść rozum ale obnażają zawsze prawdę. Pojedyncze trafne, czasem nawet wielokrotnie z rzędu, przepowiednie, potrafią wytworzyć złudę kontroli, nadoptymizm i zły nawyk przeszacowywania szans. Hurraoptymiści tego typu nie potrafią tych trafień umieścić na skali całości swoich prób, a nawet nietrafionym przepowiedniom nadać atrybut prawdy jeśli rynek po czasie rzeczywiście zachowa się zgodnie z prognozą. Realna gra często nie daje jednak takiej szansy.

c/ Brak scenariuszy w przypadku nietrafienia przewidywania

99 trafionych zdarzeń w granicach błędu (stopa) nie musi oznaczać, że po 100 razach liczymy zysk. Grzechem jest zawsze niezaplanowanie wyjścia awaryjnego. Szczególnie jeśli ktoś nie potrafi spekulować inaczej jak przez przepowiadnie na swój użytek wyników zdarzeń i przywiązywanie się do owych przepowiedni.

Oczywiście i luminarzom zdarza się trafnie obstawić wynik jakiejś swojej wizji przyszłości. Jednak chociażby lektura trylogii “Market Wizards” Schwagera daje pewien pogląd na rzeczywiste źródła sukcesu w długim terminie: tworzenie scenariuszy, które są co najwyżej grą wielu zmiennych prawdopodobieństw, matematyką szans, których nieustanny dynamizm wymaga z jednej strony elastyczności, z drugiej- dyscypliny. Częściej jednak zamiast przepowiadania liczy się po prostu sama reakcja na to co wydarza się na rynku, bez osadzania swoich oczekiwań w ryzach.

Tam gdzie przepowiednie tam i zwroty, których nie lubię: rynek powinien, tak jak oczekiwałem, wszyscy wiedzą, jednak miałem rację, rynek się myli itp.

A na marginesie – proszę rozważyć 2 różne taktyki przepowiadania przyszłości (ewentualnie wykorzystać dla własnych celów, jeśli ktoś nie potrafi się pogodzić z myślą, że przyszłości na giełdzie nie da się statystycznie regularnie przepowiadać):

a/ odgadniecięcie kursu w bardzo krótkim terminie – kilka sekund, minut. Trafienie takie jest najczęściej efektem impetu,bezwładności, inercji – wprawienie w ruch daje duże szanse jego kontynuacji bez wnikania w powody.

b/ odgadnięcie poziomów za jakiś dłuższy czas gdy rezultat końcowy będzie wynikiem tysięcy zdarzeń i powodów

Wielu profesjonalistów twierdzi, że to pierwsze jest łatwiejsze. A mimo to większość spekulantów traci… Dlaczego?!

—***Kat***—

[Głosów:0    Średnia:0/5]

2 Komentarzy

  1. Kornik

    Przyszłości nie da się przewidzieć, ale można ją zaplanowaać.

  2. Delfino

    Odpowiedź na ostatnie pytanie wydaje się w miarę prosta – spread. Co z tego, że potrafię przewidzieć co będzie za kilka sekund, skoro nawet trafienie nie zrekompensuje mi kosztów i prowizji? Co innego, jeśli wyłapię długi wielomiesięczny ruch – wtedy koszty są zerowe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *