Skoro stosuje się analizę techniczną czy astrologiczną, to dlaczego nie pokusić się o wulkanologiczną ?

Co popularny ostatnio wulkan, o trudnej do wyartykułowania nazwie Eyjafjallajoekulla, może zrobić dla naszych portfeli? To pytanie tak długo pozostanie aktualne jak długo dym z krateru straszy w wiadomościach. Niestety sam poczułem się dotknięty jego aktywnością więc postanowiłem zgłębić wiedzę na temat tego co jeszcze należałoby z jego strony oczekiwać. A ponieważ zbliża się sezon urlopowy może się okazać niestety, że to lotniska okażą się najbardziej zatłoczonymi miejscami „wypoczynku” 🙁

Nie wszystko da się przewidzieć, lub precyzyjniej rzecz ujmując – niewiele da się przewidzieć, ale akurat w tym wypadku znaków zapytania mamy dużo mniej. Wcale nie jest wykluczone, że Europa, nadwyrężona dość nonszalanckim podejściem Grecji do podatków i deficytu, będzie musiała przejść jeszcze kryzys zaufania ze strony przyrody. Nie mam na myśli bynajmniej pesymistyczno-histerycznych proroctw ale raczej zwykłe zarządzanie ryzykiem czyli przygotowania na okoliczność: „co jeśli…?”

Przede wszystkim wulkan Eyja może wyrzucać popioły jeszcze wiele miesięcy. Dotychczas najdłuższy zbadany historycznie okres zadymienia wyniósł rok z okładem… A w tym cyklu tylko tydzień wyrzucania pyłów kosztował linie lotnicze 2 mld dolarów. Jeśli ma potrwać to jeszcze miesiącami, logika każe obawiać się znacznych spadków dochodów oraz bankructw w branży lotniczej i turystycznej. Co to ostatnie oznacza dla balansujących na krawędzi Grecji, Hiszpanii i Portugalii nie wymaga długich analiz. Ponoć była to jedna z przesłanek utworzenia funduszu pomocowego, który nadmuchał nam w poniedziałek indeksy.

Zapewne w tej sytuacji swoje nowe życie otrzyma transport drogowy czy kolejowy lub też zostaną wypracowane nowe standardy lotów ale skala anulat i zmiany planów urlopowych może być mimo to znaczna.  To dobry test dla sprawdzenia własnej umiejętności radzenia sobie z ryzykiem  i strategią zaplanowania wakacji. Wprawdzie w ostatni weekend unijni przywódcy wymyślili wspomniany plan „sterowania” kursem Euro i pomocy finansowej dla państw z kłopotami ale wulkan trzeba będzie mniej lub bardziej finansowo odchorować.

// Pytanie zupełnie na marginesie – czy plan ratowania wymyślony przez Unię nie jest czasem tzw. moralnym hazardem i Grecja czy inny kraj rzeczywiście dokona reform zamiast odurzać się otrzymaną pomocą?//

Nie ma potrzeby gwałtownego dyskontowania w aktywach oczekiwań co do stanu wulkanów już dzisiaj, branża turystyczna w pojedynkę nie zawali indeksów ale za chwilę możemy mieć do czynienia z problemem o dużo większej skali…

To obecne zamieszanie na niebie jest najprawdopodobniej tylko uwerturą do dużo większej „zadymy”. Udokumentowane obserwacje dają asumpt dla niemal pewnych oczekiwań, że sąsiedni wulkan Katla, pokryty czapą lodową, właśnie dochodzi do stanu wrzenia i dopiero jego erupcja będzie daniem głównym zgotowanym przez matkę Ziemię. Katla oznacza siłę rażenia ok. 10 razy większą niż Eyja. W zasadzie pytanie właściwe postawione nie powinno brzmieć „czy” tylko „kiedy” to nastąpi. Do tej pory w 3 potwierdzonych przypadkach oba dawały czadu po sobie. To statystycznie za mała próba ale z punktu widzenia ryzyka nie do zlekceważenia. Katla wybucha średnio 2 razy w ciągu wieku, z różną siłą, najpierw ogłaszając się wstrząsami sejsmicznymi. Ostatnio dała o sobie znać w 1918 w całej krasie i 1955 w niepełnym wydaniu. Zresztą jeśli nie on to w odwodzie czeka jeszcze kilka innych bestii, jak choćby Laka.

Skutki tych eksplozji w wydaniu mikro to zdemolowanie tylko samej Islandii. Jednak jeśli wiatry powieją w stronę Europy rezultatem będzie nie tylko uziemienie kilku tysięcy maszyn ale … przymusowa dieta. Zaćmienie nieba skutkuje bowiem w części przypadków brakiem wystarczającej ilości światła słonecznego i zaburzeniami wegetacji roślin, szacunki mówią nawet o 2-3 latach braku zbiorów w Europie. Przy okazji nadwyręży to produkcję mięsną. Europa cierpiąca do tej pory na nadprodukcję rolną byłaby zmuszona do importu. Nieunikniona hossa dotknęłaby rynki rolne a więc również całą paletę kontraktów terminowych na kukurydzę, pszenicę, soję czy cukier a także produkty mięsne – żywiec i jego przetwory. Trudno nawet nie domniemywać, że pierwszymi klientami tych rynków po stronie kupna byłyby fundusze nastawione na spekulację. Złoto ma również szansę w takiej sytuacji kontynuować marsz na północ. Problemy na tylu rynkach plus ucieczka od ryzyka oraz obawy o przyszłość i nieuchronny wzrost inflacji byłyby w stanie poważnie zatrzymać wzrosty rynku akcji, jest sporo dowodów, że kłopoty regionalne poza USA potrafią również zarazić cały świat.

Trochę zapachniało klimatami z „Mad Maxa” ale to, że nie było dotąd wulkanicznego precedensu nie znaczy, że można lekceważyć ryzyko. Tym razem nie da się zrzucić z helikoptera tony dolarów żeby zatrzymać kryzys. Tymi dolarami trzeba najpierw zatkać jeden solidny wyciek ropy.

—Kat—

[Głosów:0    Średnia:0/5]

2 Komentarzy

  1. gzalewski

    Katla na żywo 🙂
    http://www.ruv.is/katla/

  2. bergen

    9 plagą egipską było ciemność, niektórzy naukowcy tłumaczą, że to wybuch wulkanu na greckiej(sic!) wyspie Santoryn spowodował zasłonięcie słońca w Egipcie. 8 wcześniejszych plag można jakość sobie przenieść na obecne czasy. Ostatnią plagą była śmierć pierworodnych, ciekawe jak to będzie teraz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *