Od niemal 10 lat nie inwestuję już w tradycyjne akcje. Głównie dlatego, że w przypadku GPW są one rynkiem tylko jednokierunkowym (zarabianie jedynie na wzrostach), nie dają możliwości permanetnego lewarowania a szybkość rynku jest zbyt mała jak na moje oczekiwania. To się zmieniło wraz z pojawieniem się akcji syntetycznych tzw. CFD (kontrakty na różnice kursowe) choć moim ulubionym instrumentem są mimo wszystko waluty. Mechanizm impetu dotyczy wszystkich rynków choć w kontekście akcji ma szczególne właściwości. Nawet tym, którzy nie przymierzają się do wykorzystania strategii, przybliżonej przez mnie w poprzednich częściach, mimo wszystko proponuję rozważyć kilka poniższych wniosków, które nasunęły mi się po przeczytaniu wspomnianego raportu.
Pierwszy choć nie najważniejszy: warto mieć świadomość tego że w gigantycznej krainie akcji istnieją jeszcze inne światy niż Buffet i węszenie w fundamentach. Okazuje się, że inspiracji warto szukać również w statystycznych zależnościach jak w przypadku opisywanej strategii momentum czy jeszcze prostszej – strategii indeksowej (kupno wszystkich akcji danego indeksu lub derywatu na nim opartego). Ja sam, mimo że studiowałem ekonomię, doszedłem pewnego dnia do ściany a w konsekwencji do wniosku, że nie dla mnie żmudne zdobywanie i przetwarzanie informacji ze spółek i otoczenia. Potrzebowałem czegoś co da się weryfikować matematycznie i statystycznie bez dotykania tego fundamentalnego anturażu. To nie znaczy że wybrałem drogę jedynie słuszną, po prostu jak się okazuje przewagę nad rynkiem można budować na wiele sposobów.
Drugi wniosek jest istotny dla obstawiających maruderów rynku akcyjnego. Wiem, że są inwestorzy, którzy decydują się na zakup akcji głównie dlatego, że ostatnio rosły w dużo wolniejszym tempie niż średnia giełdowa. Konsekwencją tej inwestycji może być w skrajnym wypadku ta czarna krzywa na pokazywanym wcześniej wykresie. Składa się na nią właśnie taktyka comiesięcznego zakupu akcji, które we wzrostach za ostatnie 12 miesięcy były na szarym końcu. Teoretycznie ?tanie” akcje mogą się więc okazać bardzo nieefektywnym i frustrującym wyborem.
Ściśle związany z powyższym wnioskiem jest kolejny: wyniki metody impetu dają poważny asumpt do założenia, że największe zwroty mogą dawać niekoniecznie spółki najlepsze fundamentalnie ale spółki najbardziej ?gorące”, najbardziej lubiane czyli te, które ostatnio rosły najbardziej. A ponieważ efekt jest jak się okazuje dość stabilny i długoterminowy wobec tego być może warto pomyśleć o prostej dywersyfikacji portfela o takie właśnie akcje. Co ciekawe – skutki mechanizmu momentum są jednocześnie przyczyną jak i konsekwencją istnienia strategii tzw. value stocks investing czyli czegoś co nazywa się powszechnie ?inwestycją w spółki wartościowe” a więc te, o mocnych fundamentach ale niedocenione jeszcze przez rynek. Są niedocenione i poruszają się wolniej od rynku właśnie dlatego, że nie biorą udziału w mechanizmie działania momentum, nie są grane, bytują w niełasce. Może się okazać w rezultacie, że ?inwestycja w wartość” nie będzie miała w skrajnym wypadku niemal żadnej dynamiki, a portfele, tworzone jedynie na sposób statystyczny czyli bez analizy fundamentów, będą się poruszać dużo zyskowniej. Czasem sentyment reszty rynku wygrywa z naszą oceną wartości…
Kolejny wniosek ma bardziej psychologiczny wymiar. Rozumiem opory wielu inwestorów przed kupnem spółek, których ceny rosły ponad normę. Obawa przed kupnem zbyt wysoko jest rzeczywiście racjonalna z punktu widzenia mentalnego. Być może więc pomoże w przełamaniu się fakt, że w strategii momentum to właśnie zakup tego rodzaju ?gorących” akcji daje efekt w postaci ciemnozielonej krzywej na wspomnianym wykresie czyli optymalnie zyskownego rezultatu w testach. Przypomnę, że to nie tylko wirtualna kreska, to realny efekt grania najbardziej rosnących akcji z przeszłości.
I ostatni wniosek, choć być może aktywni w akcjach czytelnicy znajdą ich więcej. Określenie ?spółka wykupiona” w sensie technicznym, czyli ta najbardziej zasługująca na korektę z powodu nadzwyczajnych wzrostów jakie doświadczyła ostatnio, może okazać się bardzo nietrafione. Kontrarianie obstawiający jej spadki mogą sporo ucierpieć. Gdyby otwierać na nie krótkie pozycje, całkowita strata może być równa tej, którą reprezentuje ciemnozielona linia, tylko z odwrotnym znakiem. To oczywiście skrajność. Równie tragiczny wynik przyniosłaby strategia odwrotna do momentum czyli jednoczesna krótka sprzedaż zwycięzców i kupno przegranych.
Kilka tipsów do strategii w kolejnym wpisie.
-* Kathay *-

