Archiwum: Richard Dennis

Rynki i ludzie się nie zmieniają

Poznałem wiele odmian graczy, dla których szybki sukces okazał się później zgubą. Istnieje mnóstwo ludzi, którzy zachowują się jak młode kaczki – kiedy są małe, można im wmówić, że statek wojenny jest ich matką. Chodzi o mechanizm wdrukowania. Dla wielu graczy ważne jest nie to, czy ich pierwsza poważna transakcja zakończyła się zyskiem czy stratą, lecz to, czy pierwsze duże pieniądze zarobili po długiej, czy po krótkiej stronie rynku – więc potem zostają permanentnymi bykami lub niedźwiedziami. Tymczasem oba typy transakcji należy traktować tak samo. Żadna ze stron rynku nie powinna dawać większej satysfakcji. Jeśli tak się dzieje, zaczyna się grać niesymetrycznie.

Mam na myśli coś, czego doświadczyło wiele osób w 1973 roku podczas silnej hossy na soi. Nawet jeśli sami nie zarobili wtedy pieniędzy, a tylko obserwowali ten szalony rynek i garstkę graczy, którzy zarobili mnóstwo pieniędzy, to wystarczało, by pewien wzorzec został w nich wdrukowany.

Richard Dennis, Czarodzieje rynku

Legendarny trader Richard Dennis wspomina wydarzenia z 1973 roku. To był moment w historii, gdy rynek soi w USA przeżył szok cenowy wywołany masowymi zakupami ZSRR (zwany „wielkim rabunkiem soi” – Great Soybean Robbery) i niedoszacowaniem zapasów. Związek Radziecki po kryjomu, przez prywatne podmioty kupował ogromne ilości amerykańskich zbóż i soi. Zakupy były tak duże, że w USA nie zdawano sobie sprawy, jak bardzo kurczą się zapasy. Gdy wyszło to na jaw ceny soi i pochodnych gwałtownie wzrosły, zaś USA wprowadziły embargo na eksport soi.

Wszyscy możemy być Buffettami

Wielu traderów wierzy,  że ujawnienie strategii powoduje, że przestają one działać. Ja tak nie sądzę. Jeśli to co robisz ma dobre podstawy, metoda będzie działać, nawet jeśli poznasz ją w ogólnych zarysach. Zawsze powtarzam, że można opublikować w gazecie zasady działania na rynku – a i tak nikt nie będzie ich przestrzegać. Richard Dennis („Czarodzieje rynku” Jack Schwager)

Richard Dennis i Warren Buffett – dwie odległe konstelacje. Spekulant i inwestor. Technik i fundamentalista. Jeden na rynkach towarowych, drugi na rynku akcji.

Dajcie nam szansę

Richard Dennis – jeden z czarodziejów rynku – po 50% stracie zanotowanej przez własny fundusz w 1988 roku zamknął go. Postąpił tym samym tak, jak wielu zarządzających (a równocześnie właścicieli) funduszy hedge, który biznes firmowali własną twarzą.

W tej branży zamykanie funduszu po osiągnięciu straty w wysokości 40% jest bardzo popularne. Chodzi bowiem nie tylko o ochronę reszty pieniędzy klientów, brak wiary w stosowane metody na rynku, ale najzwyklejszą psychologię – doświadczony zarządzający wie, że bardzo trudno będzie wrócić do poziomów szczytów aktywów, wszak do zarobienia w tym momencie jest 66%, a każdy kolejny procent straty tę dysproporcję powiększa.