Ostatnie wydarzenia na amerykańskiej scenie politycznej zdążyły już przesączyć się na rynki akcji. Na giełdach mamy ponoć próby rozgrywania ewentualnej zmiany w Białym Domu i pozycjonowania się pod wynik wyborów. Problem w tym, iż historia nakazuje ignorować całe to zamieszanie, bo w danych nie widać wpływu wyborów na rynki, a widać wpływ innych wydarzeń, które są nieprzewidywalne.
Vanguard przeanalizował zachowanie rynku na 100 dni przed wyborami i 100 dni po wyborach przez pryzmat zmienności indeksu S&P500 od 1984 roku. Annulizowana zmienność indeksu S&P500 w tym okresie wyniosła 16,5 procent na 100 dni przed wyborami i 15,9 procent w 100 dni po wyborach. Dla porównania w analizowanym czasie zmienność indeksu w całym roku wyniosła 17,9 procent. Całość sumuje się w tezę, że mimo krzykliwych nagłówków, rynek generalnie ignoruje wybory prezydenckie w USA.
Jeśli przyjrzeć się dokładniej wykresowi Vanguarda, to łatwo dostrzec, iż zmienność na rynkach skacze, gdy pojawiają się wydarzenia o naprawdę masowej sile rażenia. W ostatnich 40 latach były nimi pęknięcie bańki spekulacyjnej na dot-com’ach, globalny kryzys finansowy i wreszcie pandemia COVID-19. Na tym tle wybory prezydenckie były standardowym kontekstem, jakich wiele w latach, w których nie ma wyborów prezydenckich.
Polityka to wredna dama, która czasami potrafi zainteresować się nami, nawet jeśli udało nam się wyrobić nawyk ignorowania codziennego szumu, ale historia pokazuje, iż rację mają ci, którzy nie przykładają wagi do tego zamieszania. Media – i komentatorzy rynkowi – będą próbowali wmówić wam, iż wchodzimy w gorący okres, po którym świat nie będzie taki sam. Po waszej stronie są dane, które mówią coś zupełnie innego.
za: Vanguard



Dodaj komentarz