Trzydzieści straconych lat?

Są cztery rodzaje krajów: rozwinięte, rozwijające się, Japonia i Argentyna. Simon Kuznets (podobno)

Polska zmieniła status. Nie jest już krajem rozwijającym się, tylko rozwiniętym. Co prawda w zależności od tego, która z agencji tak zdecydowała, stało się tak niedawno, albo kilka lat temu. Więc równocześnie byliśmy i nie byliśmy. A ostatnio jeszcze w dodatku inna agencja obniżyła nam rating. Ale wskaźniki rosną. Choć inne nieco spadają. Albo rosną nie te, które powinny. I tak sobie trwa ta dyskusja w mediach, wśród ekonomistów, analityków, komentatorów i inwestorów. I jakoś trzeba wyjaśnić te codzienne zmiany na rynkach, choć być może jutro będzie trzeba te wyjaśnienia nieco skorygować i pozmieniać.

Chodziła mi po głowie już od jakiegoś czasu Japonia i jej fenomen. Stała się popularnym kierunkiem turystycznym i zwiedzający wracają zachwyceni, zadziwieni, a na pewno pod wrażeniem. Nie tylko kultury, ale również ułatwień, technologii, rozwiązań, no i porządku. Japonia zaczęła się również pojawiać w mediach finansowych i to nie tylko za sprawą interwencji na rynku jena, ale również, a może przede wszystkim, tego co dzieje się tam na rynku akcji. W ciągu minionych dwunastu miesięcy indeks NIKKEI225 wzrósł o 43 procent, co sprawia, że plasuje się w czołówce światowych indeksów, choć nasz WIG jest lepszy o 3 punkty procentowe. Nie to jest jednak najważniejsze. Chodzi bowiem o to, że poprzedni historyczny szczyt, który miał miejsce w grudniu1989 roku został pokonany po 34 latach (dwa lata temu, w lutym 2024), kończąc w ten sposób okres, który wielu analityków nazwało „straconymi dekadami”.

Japońskie akcje są kamieniem w bucie inwestorów pasywnych, bo pokazują dobitnie, że nie zawsze można doczekać się zwrotu gotówki, jeśli jest się pechowcem. Zostawmy jako anegdotkę stwierdzenie „wystarczy być cierpliwym”. Polecam przy okazji tekst Trystero – Skąd wiesz, że nie mieszkasz w Japoni? Ktoś, kto zainwestował podczas japońskiej hossy lat 80, przez wiele kolejnych lat, raczej nie mógł cieszyć się zyskami. Co najwyżej mógł czekać, aż straty staną się mniejsze. Choć nie tak bardzo. No ale wreszcie nadeszła zmiana i jeśli ktoś był na tyle przenikliwy, żeby kupować japońskie akcje w latach 2008-2009, to patrząc na sam indeks zyskał niemal dziesięciokrotnie!

Wróćmy jednak do „straconych dekad”. Bo nie chodziło wyłącznie o zmasakrowany rynek akcji. To również lata bardzo słabego wzrostu gospodarczego, deflacji i niemal zerowych stóp procentowych, załamania cen nieruchomości, kryzysu bankowego i góry złych kredytów. Później doszły do tego kolejne problemy: rosnący dług publiczny, starzenie się i kurczenie społeczeństwa, stagnacja płac oraz coraz częściej stawiane pytania o spadającą produktywność i utratę dawnej przewagi konkurencyjnej Japonii. Krótko mówiąc – kicha.

Patrząc przez pryzmat wskaźników, tabelek i wykresów, wygląda na to, że Japonia dogorywa. Nie jest już liderem, nie ma czym się pochwalić i właściwie same z nią kłopoty. A tymczasem jeździmy japońskimi Toyotami, Hondami, Mazdami, Nissanami i Subaru. Fotografujemy aparatami Canona, Nikona, Sony i Fujifilm. Gramy na Nintendo i PlayStation. Muzycy używają instrumentów Yamahy i Rolanda, rowerzyści osprzętu Shimano, a przemysł robotów Fanuca i Yaskawy. Do tego dochodzą dziesiątki firm mniej widocznych dla konsumenta, ale dostarczających światu czujniki, silniki, roboty, półprzewodniki, materiały i precyzyjne komponenty. I nie chodzi tylko o firmy pamiętające japoński cud gospodarczy. Rakuten powstał w 1997 roku, a więc już w samym środku „straconej dekady”, zaczynając od sześciu pracowników, jednego serwera i trzynastu sklepów. Dziś grupa działa w e-commerce, finansach, telekomunikacji i usługach cyfrowych, ma ponad dwa miliardy użytkowników swoich usług na świecie.

No i jeszcze mamy to co uwielbiają korporacje na całym świecie. Pomysły na to, jak organizować produkcję i przedsiębiorstwa. Kaizen, kanban, just-in-time czy Toyota Production System weszły do języka zarządzania na całym świecie. Zachodni „lean manufacturing” w ogromnej mierze wyrósł właśnie z obserwowania, jak robią to Japończycy. Czyli oni trąca swój potencjał, ale my na zachodzie weźmiemy od nich te metody, bo przecież są świetne. No chyba, że pakujemy się w kłopoty i za chwilę świat zachodni pogrąży się w stagnacji i straci kolejne dekady.

Kiedyś mieliśmy walkmany i wiedzieliśmy, że Sony jest japońskie. Dziś firmy typu Keyence, Fanuc, Yasakawa, Advantest nie mają neonowych logo, bo produkują różnego rodzaju komponenty, sensory, automatykę i systemy. Nawet TDK to już nie producent kaset magnetofonowych, które kupowałem w Pewexie za dolara, tylko producent akumulatorów, sensorów, kondensatorów, magnesów, zasilaczy i całej masy innych komponentów poukrywanych wewnątrz smartfonów, samochodów, komputerów i maszyn przemysłowych. Można powiedzieć, że Bladerunner z 1982 roku był jeszcze bardziej wizjonerski, niż tylko w kwestii roli Sztucznej Inteligencji.

Bo nie jest tak, że trzydzieści lat marnego wzrostu gospodarczego przeszło Japończykom koło nosa. Nie przeszło. Płace przez lata niemal stały w miejscu, społeczeństwo starzeje się i kurczy, młodzi ludzie nie mogą liczyć na taki wzrost zamożności, jakiego doświadczyło pokolenie ich rodziców. Dochodzą do tego problemy z kosztami utrzymania systemu emerytalnego i ochrony zdrowia oraz gigantyczny dług publiczny. Zresztą sami Japończycy pytani o zadowolenie z życia nie należą do światowych optymistów. Z drugiej strony ten obraz nie bardzo chce się dopasować do prostej opowieści o kraju pogrążonym w trzydziestoletnim kryzysie. Osaka znajduje się w światowej czołówce miast uznawanych za najlepsze do życia. Tokio również zajmuje w takich zestawieniach wysokie miejsca. Japończycy narzekają na dochody i oszczędności, ale znacznie lepiej oceniają wiele elementów codziennego życia. A zagraniczni turyści wracają zachwyceni transportem, czystością, bezpieczeństwem, organizacją przestrzeni i tysiącem drobnych rozwiązań, których u siebie nie mają. Nie mówiąc już o toaletach publicznych.

„Stracone dekady” nie są wymysłem ekonomistów. PKB rzeczywiście rósł marnie. Giełda potrzebowała 34 lat, żeby odzyskać rekord. Ceny nieruchomości runęły, płace przez lata stały w miejscu, a społeczeństwo zdążyło się mocno postarzeć. Tylko wskaźniki to nie ludzie, którzy wciąż zakładają firmy, wymyślają nowe technologie, budują infrastrukturę, pracują, chodzą do restauracji, czy produkują toalety, którymi później zachwycają się turyści z krajów o znacznie lepszych wskaźnikach wzrostu gospodarczego. Ale czasem warto zachować pewien dystans i krytycyzm.

Cytat, który zamieściłem na początku wziąłem z książki Acemogulu i Robinsona Dlaczego narody przegrywają (tu krótka recenzja), ale dodałem „podobno”, bo z różnych źródeł wynika, że nie znaleziono takiej wypowiedzi Kuznetsa. Ale z drugiej strony jest na tyle zgrabne, że można by je od czasu do czasu sparafrazować, wychodząc poza Argentynę i Japonię i dodając do tej wyliczanki jakiś inny kraj ze swoją specyfiką.

[foto: kadr z filmu Bladerunner, reż. Ridley Scott]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Twoje dane osobowe będą przetwarzane przez Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. w celu: zapewnienia najwyższej jakości naszych usług oraz dla zabezpieczenia roszczeń. Masz prawo dostępu do treści swoich danych osobowych oraz ich sprostowania, a jeżeli prawo na to pozwala także żądania ich usunięcia lub ograniczenia przetwarzania oraz wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania. Masz także prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Więcej informacji w sekcji "Blogi: osoby komentujące i zostawiające opinie we wpisach" w zakładce
"Dane osobowe".

Proszę podać wartość CAPTCHA: *

Opinie, założenia i przewidywania wyrażone w materiale należą do autora publikacji i nie muszą reprezentować poglądów DM BOŚ S.A. Informacje i dane zawarte w niniejszym materiale są udostępniane wyłącznie w celach informacyjnych i edukacyjnych oraz nie mogą stanowić podstawy do podjęcia decyzji inwestycyjnej. Nie należy traktować ich jako rekomendacji inwestowania w jakiekolwiek instrumenty finansowe lub formy doradztwa inwestycyjnego. DM BOŚ S.A. nie udziela gwarancji dokładności, aktualności oraz kompletności niniejszych informacji. Zaleca się przeprowadzenie we własnym zakresie niezależnego przeglądu informacji z niniejszego materiału.

Niezależnie, DM BOŚ S.A. zwraca uwagę, że inwestowanie w instrumenty finansowe wiąże się z ryzykiem utraty części lub całości zainwestowanych środków. Podjęcie decyzji inwestycyjnej powinno nastąpić po pełnym zrozumieniu potencjalnych ryzyk i korzyści związanych z danym instrumentem finansowym oraz rodzajem transakcji. Indywidualna stopa zwrotu klienta nie jest tożsama z wynikiem inwestycyjnym danego instrumentu finansowego i jest uzależniona od dnia nabycia i sprzedaży konkretnego instrumentu finansowego oraz od poziomu pobranych opłat i poniesionych kosztów. Opodatkowanie dochodów z inwestycji zależy od indywidualnej sytuacji każdego klienta i może ulec zmianie w przyszłości. W przypadku gdy materiał zawiera wyniki osiągnięte w przeszłości, to nie należy ich traktować jako pewnego wskaźnika na przyszłość. W przypadku gdy materiał zawiera wzmiankę lub odniesienie do symulacji wyników osiągniętych w przeszłości, to nie należy ich traktować jako pewnego wskaźnika przyszłych wyników. Więcej informacji o instrumentach finansowych i ryzyku z nimi związanym znajduje się w serwisie bossa.pl w części MIFID: Materiały informacyjne MiFID -> Ogólny opis istoty instrumentów finansowych oraz ryzyka związanego z inwestowaniem w instrumenty finansowe.