Internet stał się najlepszym przyjacielem inwestorów i największym zagrożeniem dla inwestycji. Za dostęp do właściwie każdego rynku na świecie płacimy szumem informacyjnym, który szanse zmienia w ryzyko overtradingu.
Nasze blogi dużymi krokami zbliżają się do 20 rocznicy, co jest wydarzeniem samym w sobie. Nie mieliśmy szans wygrać konkurencji o uwagę z największymi graczami na rynku – Twitterem, Facebookiem czy Tik-Tokiem – którzy zwyczajnie zabili wolniejsze podejście do komunikacji. Udało nam się zbudować konto na Twitterze/X, ale staramy się tam raczej generować treści spokojne i pozbawione emocji. Nigdy nie wygramy z innymi, bo biznes Meta Platforms, Google (min. przez YouTube) czy X polega na tym, że muszą utrzymywać swoich użytkowników w stałym napięciu i zainteresowaniu. Jedną z prób definicji tego zjawiska jest pojęcie attention economy, której podporządkowane jest (niemal) wszystko w Internecie. Click bait i sensacjonalizm w raportowaniu wydarzeń stały się tak powszechne, że nawet zmieniły politykę i polityków.
W standardowym świecie, pojęcia typu doom scrolling są używane na tyle powszechnie, iż każdy z czytelników zapewne – przynajmniej raz w życiu – zadał sobie pytanie o sens posiadania Facebooka, czy konta na X. W istocie, trafienie w Internecie na treści, które są spokojne i merytoryczne – nie mówiąc już o opartych o jakieś liczby czy metodologię myślenia – wymaga przebicia się przez całą masę algorytmicznie wybijanych głupot. Algorytmy reklamowe walczą o naszą uwagę przy każdym spojrzeniu na ekran i naprawdę przekierowanie jej w stronę zakupów czy kolejnego tekstu o tym, że ten poranny katar, to może być rak mózgu albo początek innej niewinnie zaczynającej się choroby śmiertelnej. Gdyby podążać za każdą reklamą, którą podają nam algorytmy największych graczy popadlibyśmy w hipochondrię i długi, które będą spłacać nasze dzieci.
Naturalną konsekwencją tego procesu są czerwone komentarze rynkowe wybijane inwestorom i krzyczące o krachu lub szansach na szybki zarobek. Niemal każde wystąpienie Donalda Trumpa jest opatrzone czerwonymi paskami jako Breaking News mimo tego, że większość tych wystąpień to polityczny PR/BS lub zwyczajny bełkot człowieka, którego wypowiedzi nie zasługują na gram uwagi. Osobiście uważam, że Donald Trump jest największym prezentem dla mediów doby Internetu i naprawdę produktem tego świata walki o uwagę, która stała się walutą, jaką płaci się dziś za darmowy mail od Google i bezpłatne konto na X. Donald Trump jest też największym prezentem dla „analityków z You Tuba”, którzy każdego dnia mogą krzyczeć o niebezpieczeństwach czających się na kolejnej sesji.
I tu dochodzimy do największego ryzyka związanego z attention economy dla naszych inwestycji. Każdy click bait’owy komentarz i każde ostrzeżenie przed spadkami czy szansami na rynku stają się niebezpieczne, bo wzywają do działania. Raz będzie to ucieczka przed krachem, a innym razem okazja dekady wybrana przez samozwańczego guru, który ogłasza całemu światu swoje rewelacje dnia podlane obietnicą Porsche w garażu. W takim ujęciu attention economy, która już niszczy politykę i tkankę społeczną, jest na dobrej drodze, żeby zniszczyć również świat Waszych inwestycji, gdyż w większości tych treści naprawdę nie chodzi o treści, ale o przyciągnięcie uwagi. W najlepszym przypadku stracicie czas, ale istnieje też ryzyko, że wykonacie działania, które finalnie przełożą się na straty, których nie byłoby bez podjęcia działania.
W pewnym sensie, analityk z You Tuba nie jest analitykiem, a doradca inwestycyjny na X nie jest doradą inwestycyjnym. W istocie, prawo zabrania udzielania porad inwestycyjnych w ten sposób. Dlatego, wszystkie programy analityków są opatrzone tysiącami znaków podyktowanych przez działy compliance, które rozrastają się w biurach maklerskich i firmach doradczych adekwatnie do skali regulacji. Paradoksalnie, jeśli jakiś program na X czy YT nie zawiera takiego ostrzeżenia, to możecie zakładać, że autor nie jest analitykiem czy doradcą, tylko internetowym atencjuszem chcącym zarobić na uwadze. Kiedy następnym razem zechcecie obejrzeć kolejny komentarz wzywający Was do działania, nie zapominajcie o tym, iż również jako inwestorzy macie uwagę, którą ktoś wykorzystuje, żeby na tym zarobić.

Niezależnie, DM BOŚ S.A. zwraca uwagę, że inwestowanie w instrumenty finansowe wiąże się z ryzykiem utraty części lub całości zainwestowanych środków. Podjęcie decyzji inwestycyjnej powinno nastąpić po pełnym zrozumieniu potencjalnych ryzyk i korzyści związanych z danym instrumentem finansowym oraz rodzajem transakcji. Indywidualna stopa zwrotu klienta nie jest tożsama z wynikiem inwestycyjnym danego instrumentu finansowego i jest uzależniona od dnia nabycia i sprzedaży konkretnego instrumentu finansowego oraz od poziomu pobranych opłat i poniesionych kosztów. Opodatkowanie dochodów z inwestycji zależy od indywidualnej sytuacji każdego klienta i może ulec zmianie w przyszłości. W przypadku gdy materiał zawiera wyniki osiągnięte w przeszłości, to nie należy ich traktować jako pewnego wskaźnika na przyszłość. W przypadku gdy materiał zawiera wzmiankę lub odniesienie do symulacji wyników osiągniętych w przeszłości, to nie należy ich traktować jako pewnego wskaźnika przyszłych wyników. Więcej informacji o instrumentach finansowych i ryzyku z nimi związanym znajduje się w serwisie bossa.pl w części MIFID: Materiały informacyjne MiFID -> Ogólny opis istoty instrumentów finansowych oraz ryzyka związanego z inwestowaniem w instrumenty finansowe.