O realnym ryzyku w inwestowaniu długoterminowym – rozmowa z Michałem Wojciechowskim.
*Michał to prowadzący i współorganizator ostatniej konferencji Warsaw Passive Investment Conference. W przeszłości był twórcą niniejszych blogów i jednym z autorów tekstów na nie. Poniższy tekst to fragment szerszych rozmów o inwestowaniu
kat: Wróciłeś do pisania, tym razem na własnym blogu. Opisałeś temat, o którym wiele rozmawialiśmy. Niby fundamentalny, ale często pomijany: jak zbadać własną tolerancję ryzyka. To wnioski z pracy po drugiej stronie, czyli gdy obsługiwałeś inwestorów w biurze maklerskim i widziałeś, jak podejmują decyzje pod presją?
Michał Wojciechowski: Właśnie dlatego. Te lata po drugiej stronie to był kurs na żywym organizmie z tego, co ludzie deklarują przed inwestycją i co robią, gdy rynek im nie sprzyja. I to są często dwie zupełnie różne osoby. Ktoś przychodził do mnie, wypełniał ankietę, mówił „wytrzymam 30% spadki”, a przy pierwszej poważnej korekcie dzwonił i kazał sprzedawać wszystko. Najczęściej dokładnie w dołku. Nie dlatego, że był niemądry. Dlatego że nikt go nie nauczył, jak naprawdę zbadać własną odporność.
kat: My na blogach od lat piszemy o psychologii inwestowania – o strachu, chciwości, o tym że emocje niszczą wyniki. To nie jest nowe odkrycie. Co Ty proponujesz, czego nie ma w standardowym podejściu?
MW: Zgadzam się, że to nie jest nowe odkrycie. Ale jest duża różnica między wiedzą, że emocje mają znaczenie, a narzędziem, które pozwala je zmierzyć zanim wejdziesz na rynek. Większość podejść, w tym te, które opisujecie na blogu, działa po fakcie. Dowiadujesz się, jakim jesteś inwestorom, gdy już straciłeś. Ja pytam: czy da się to sprawdzić wcześniej? I okazuje się, że przynajmniej częściowo tak.
kat: OK, rozumiem kierunek. Ale mam od razu konkretne zastrzeżenie. Sam wielokrotnie pisałem, że żaden test, żaden kwestionariusz osobowości nie zastąpi prawdziwego doświadczenia rynkowego. Inwestor poznaje siebie dopiero w boju. Twój test, nawet jeśli jest naukowo zbadany, to nadal symulacja, a nie real. Jak to obronisz?
MW: Masz absolutną rację i piszę o tym wprost w artykule. To jest symulator, nie rzeczywistość. Porównuję go do jazdy próbnej samochodem przed zakupem – nie powie Ci wszystkiego, ale pokaże czy w ogóle pasujesz do tego auta. Problem polega na tym, że większość inwestorów detalicznych nie ma luksusowego czasu na kilka cykli rynkowych, żeby się sprawdzić w boju. Mają jedną szansę i albo wytrzymają z portfelem przez bessę, albo nie. Test daje przynajmniej sygnał ostrzegawczy zanim ktoś wejdzie ze zbyt agresywną alokacją.
kat: Piszesz, że tolerancja ryzyka to nie jedno pytanie, tylko trzy wymiary: potrzeba ryzyka, zdolność do jego przyjęcia i psychologiczna skłonność. Ale zastanawiam się, czy te trzy rzeczy są od siebie niezależne. Bo z mojego doświadczenia wynika, że człowiek, który ma dużą poduszkę finansową i stabilną sytuację, automatycznie inaczej reaguje psychicznie na wahania. Czy nie mylisz przyczyny ze skutkiem?
MW: To jest naprawdę dobre pytanie i nie mam na nie prostej odpowiedzi. Jest pewna korelacja. Wiadomo, że majątek i stabilność finansowa wpływają na zachowanie pod presją. Ale badania pokazują, że psychologiczna skłonność do ryzyka jest stosunkowo stabilną cechą osobowości, niezależną od zasobności portfela. Znam ludzi bardzo zamożnych, którzy sprzedawali wszystko w panice w 2020 roku. I znam takich, którzy przy minimalnych oszczędnościach trzymali się strategii bez drgnięcia. To nie jest tylko kwestia ile masz. To też kwestia jak jesteś zbudowany.
Kat: Powołujesz się na skalę badawczą ryzyka sprzed ćwierć wieku. Czy skala skonstruowana przed epoką smartfonów, mediów społecznościowych i algorytmicznego tradingu ma jeszcze sens?
MW: To jest właśnie to, co mnie w niej urzekło od strony naukowej. Badania na danych z lat 2007-2013, na próbie 160 tysięcy inwestorów, pokazały że rzetelność skali nie spadła od momentu jej stworzenia. Tzw. Alfa Cronbacha utrzymała się na poziomie 0,77. Skala mierzy pewną głębszą cechę psychologiczną, czyli skłonność do podejmowania ryzyka finansowego, która okazuje się stabilna niezależnie od epoki. Rynki się zmieniają, ale ludzka psychika zmienia się wolniej niż nam się wydaje.
kat: Muszę zapytać o ankiety MIFID. Doradcy przyznają prywatnie, że ankieta MIFID to głównie papier do odfajkowania wymogów regulatora, a nie rzeczywiste narzędzie. Czy jesteś w stanie powiedzieć wprost, że to jest bezużyteczne?
MW: Bezużyteczne to za mocne słowo i nie chcę go używać. Ale powiem tak: badania pokazują, że ankiety oparte na pojedynczych pytaniach o deklarowane preferencje wyjaśniają zachowanie inwestora za sześć miesięcy w 47 procentach. Skala psychometryczna natomiast w 61 procentach. To jest różnica, którą czujesz gdy portfel spada i pytasz się, dlaczego Twój klient dzwoni z żądaniem sprzedaży, chociaż zadeklarował przeciętną tolerancję ryzyka. Nie zadeklarował, jak się będzie czuł. Zadeklarował, co myśli w spokojnej chwili.
kat: Ty pochodzisz ze świata inwestowania pasywnego, długoterminowego. Ja całe życie spędziłem w aktywnym tradingu. I dla mnie tolerancja ryzyka to nie jest cecha osobowości, którą się bada raz i przykłada do portfela. To jest coś, co budujesz. Coś, co ćwiczysz. Czy nie spłaszczasz człowieka do wyniku testu?
MW: Nie, i to jest kluczowe nieporozumienie, które staram się rozbić w artykule. Wynik testu to punkt startowy, nie gotowa odpowiedź. Piszę wprost: wysoka skłonność psychologiczna do ryzyka nie oznacza, że powinieneś mieć 80% akcji w portfelu jeśli masz duży kredyt i jedno źródło dochodu. I odwrotnie. Człowiek z niską psychologiczną skłonnością do ryzyka może inwestować w akcje, po prostu powinien wiedzieć, że będzie mu trudniej i albo dostosować alokację, albo przygotować się mentalnie. A co do budowania tolerancji to masz rację, że można ją kształtować. Ale to jest projekt na lata, nie na przed pierwszą inwestycją.
kat: To zapytam Cię o praktykę, Twoją własną, bo o niej piszesz. Byłeś maklerem, wiedziałeś wszystko o rynkach, a portfel miałeś tylko 10% w akcjach. To musiało być psychologicznie trudne?
MW: Bardzo trudne. Byłem otoczony ludźmi, którzy inwestowali agresywnie. Wiedziałem, że akcje długoterminowo dają dobre zwroty. Ale wiedziałem też, że mam małe dziecko, jedyne źródło dochodu i że moja praca jest ściśle uzależniona od koniunktury giełdowej. Gdybym stracił pracę przy jednoczesnym krachu na giełdzie, a to jest właśnie ten scenariusz, który pomijamy, gdy myślimy życzeniowo, nie miałem planu B. Wiedza o rynkach to był dla mnie komfort intelektualny. Ale nie chroniła mojej rodziny przed utratą środków do życia. I to jest właśnie ten drugi wymiar, o którym piszę, czyli zdolność do przyjęcia ryzyka. Ona była wtedy niska, niezależnie od tego, co wiedziałem.
kat: Ostatnie pytanie, trochę prowokacyjne. Na bossie piszemy do inwestorów, którzy często mają już doświadczenie, kilka cykli rynkowych za sobą. Twój blog, jak rozumiem, celuje w kogoś, kto dopiero zaczyna. Czy test tolerancji ryzyka ma sens dla kogoś, kto nigdy nie widział swojego portfela na minusie dwadzieścia procent?
MW: Ma sens i właśnie dla tej osoby jest najbardziej potrzebny. Ktoś z doświadczeniem już wie, jak reaguje, bo nauczył się na własnej skórze, tak jak mówisz. Ale ten ktoś, kto dopiero zaczyna, nie ma jeszcze tego wglądu. Może myśleć, że jest twardy, a okaże się że sprzeda wszystko przy pierwszej korekcie. Albo odwrotnie – bać się niepotrzebnie i nigdy nie zainwestować, bo sądzi że jest zbyt wrażliwy na ryzyko. Test nie zastąpi doświadczenia. Ale daje punkt wyjścia do rozmowy z samym sobą. Albo z doradcą zanim podejmie się decyzji, których cofnąć nie można.
kat: Dziękuję Ci za rozmowę.
MW: Dziękuję Ci za te pytania. Dobre pytania to połowa dobrego inwestowania.
- Omawiany artykuł Michała Wojciechowskiego „Jakie ryzyko finansowe wytrzymam? I jak to zbadać” wraz z testem tolerancji ryzyka dostępny jest na blogu -> oszczedny-inwestor.pl

Niezależnie, DM BOŚ S.A. zwraca uwagę, że inwestowanie w instrumenty finansowe wiąże się z ryzykiem utraty części lub całości zainwestowanych środków. Podjęcie decyzji inwestycyjnej powinno nastąpić po pełnym zrozumieniu potencjalnych ryzyk i korzyści związanych z danym instrumentem finansowym oraz rodzajem transakcji. Indywidualna stopa zwrotu klienta nie jest tożsama z wynikiem inwestycyjnym danego instrumentu finansowego i jest uzależniona od dnia nabycia i sprzedaży konkretnego instrumentu finansowego oraz od poziomu pobranych opłat i poniesionych kosztów. Opodatkowanie dochodów z inwestycji zależy od indywidualnej sytuacji każdego klienta i może ulec zmianie w przyszłości. W przypadku gdy materiał zawiera wyniki osiągnięte w przeszłości, to nie należy ich traktować jako pewnego wskaźnika na przyszłość. W przypadku gdy materiał zawiera wzmiankę lub odniesienie do symulacji wyników osiągniętych w przeszłości, to nie należy ich traktować jako pewnego wskaźnika przyszłych wyników. Więcej informacji o instrumentach finansowych i ryzyku z nimi związanym znajduje się w serwisie bossa.pl w części MIFID: Materiały informacyjne MiFID -> Ogólny opis istoty instrumentów finansowych oraz ryzyka związanego z inwestowaniem w instrumenty finansowe.