W 2003 r. Uniwersytet w Yale kupił na aukcji obligację wyemitowaną w 1648 r. przez Hoogheemraadschap Lekdijk Bovendams, czyli holenderską instytucję zajmującą się utrzymaniem wałów chroniących przed zalaniem. W tymże roku holenderski profesor z Yale Geert Rouwenhorst był akurat u rodziny w Holandii i postanowił odwiedzić siedzibę emitenta. Bardzo się zdziwił, gdy dowiedział się, że czekają na niego odsetki od obligacji.
Dokładnie rzecz biorąc organizacja, która wyemitowała obligacje już nie istnieje. Ale istnieje jej następca prawny Hoogheemraadschap De Stichtse Rijnlanden, który po dziś dzień dba o wały w zakolu rzeki Lek w pobliżu miasta Honswijk, tuż za Utrechtem, usypane za pieniądze z pożyczki. Oryginalna obligacja została wyemitowana w zamian za 1000 srebrnych guldenów karolińskich. Ta waluta już nie istnieje, ale wycenia się, że te 1000 guldenów ma dzisiejszą wartość ok. 678 USD, czyli ok. 2500 zł.
Kapitał nigdy miał nie zostać spłacony. Ale obligacja miała płacić odsetki w nieskończoność. Pierwotnie było to 5 proc. I było to mniej więcej tyle samo, ile wówczas płaciły obligacje rządu Holandii. Jednak w wyniku negocjacji obniżono ją do 3,5 proc., a potem do 2,5 proc. w XVIII w. I tyle właśnie wypłaca do dzisiaj. Obecnie roczne odsetki to równowartość ok. 62,5 zł. W 2003 r. profesor odebrał odsetki od 1977 r., bo wtedy po raz ostatni odebrał je poprzedni właściciel papieru wartościowego. W 2015 r. kurator w Uniwersytetu w Yale Timothy Young odebrał odsetki za kolejne 12 lat (wówczas uzbierało się 132 euro).
Zobowiązanie z tytułu obligacji zostało napisane na koziej skórze. Co istotne, odsetki trzeba odbierać osobiście i kwitować odbiór na obligacji. Ale w 1943 r. całość miejsca na skórze na to przeznaczonego się wyczerpała. Dołączono więc kawałek papieru, na którym pokwitowania kolejnych odbiorów są dopisywane. Uniwersytet w Yale raczej nie zarobi fortuny na odsetkach. Dlatego, że zapłacił za obligację 24 tys. euro. Bo obecnie jej wartość historyczna i pamiątkowa znacznie przewyższa jej wartość nominalną. Przetrwało jedynie pięć holenderskich obligacji z tego okresu.
Warto zauważyć, że rok w którym wyemitowano obligację – 1648 – to data podpisana pokoju westfalskiego, który zakończył wojnę 30-letnią i w którego wyniku uznano niepodległość Holandii. Co istotne, przez blisko 400 lat odsetki od obligacji były płacone. Nawet w 1810 r., gdy Holandia nie była w stanie spłacać zagranicznych zobowiązań po aneksji przez Francję.
Powstaje jednak pytanie: po co emitować obligacje, które nigdy nie zostaną spłacone? Otóż tego typu pożyczek udzielano już od VIII w., a ich propagatorem był Kościół katolicki. Chodziło o to, że Kościół chcąc zachęcić możnych do darowywania mu ziemi, obiecywał im roczną wypłatę, płatną w nieskończoność, będącą odsetkiem wartości tej ziemi. Walka Kościoła z lichwą dała dodatkowy powód na popularność tego typu umów. Ponieważ ziemia nigdy nie wracała do możnego, nie można było zarzucić, iż jest to zakazana przez Kościół pożyczka na procent. W 1250 r. papież Innocenty IV rozstrzygnął, że tego typu umowy nie są lichwą.
Do rozpropagowania tego typu obligacji przyczyniła się Wielka Brytania. Pierwotnie pożyczek udzielano królowi, który mógł zbankrutować. To było dodatkowym czynnikiem ryzyka dla inwestorów. Dlatego po 1688 r. długi zaciągał już rząd Wielkiej Brytanii, a nie władca. By zachęcić ludzi do pożyczania pieniędzy państwu, rząd oferował dożywotnie odsetki, bez spłacania kapitału. W efekcie ludzie kupowali obligacji na dzieci, tak by jak najdłużej dostawać wypłaty. Dodatkowo w czasach, gdy nie było komputerowych baz danych obywateli i dowodów osobistych, łatwo było o oszustwa.
Dlatego rząd Wielkiej Brytanii zdecydował się emitować obligacje wieczne, czyli takie których kapitał nigdy nie był spłacany. By jeszcze bardziej uprościć rozliczanie długu państwo w 1753 r. skonsolidowało wszystkie wcześniej wyemitowane obligacje w jedną emisję płacąca 3 proc. rocznie. W 1888 r. przekształcono je w papiery wartościowe płacące 2,75 proc., a w 1902 r. przekonwertowano je w obligacje o kuponie 2,5 proc. Aż do I wojny światowej prawie całe zadłużenie Wielkiej Brytanii było w formie obligacji, które nie miały daty spłaty. W tym okresie w innych krajach Europy bezterminowe obligacje także stanowiły jedno z głównych źródeł finansowania.
Bezterminowe obligacje w Wielkiej Brytanii były doskonałym interesem dla posiadających je w XIX w. inwestorów. W tym stuleciu w długim okresie miała bowiem miejsce deflacja. Koszyk produktów kosztujących w 1800 r. 10 funtów, w 1900 r. kosztował już 6,80 funta. W tym kontekście można lepiej zrozumieć książki Jane Austin, w których zamożni Brytyjczycy nie mieli wiele do roboty, poza romansowaniem.
W XX w. w Wielkiej Brytanii stopniowo odchodzono od obligacji bez terminu wykupu. Ale ich ostateczny koniec miał miejsce dopiero w 2015 r. Wówczas to rząd Jej Królewskiej Mości wykupił ostatnie serie „wiecznych” obligacji. Wśród nich były papiery dłużne emitowane w 1720 r. w czasie bańki spekulacyjnej związanej z akcjami Kompanii Mórz Południowych (odsetki od tych obligacji były płacone przez prawie 300 lat). I Wielka Brytania była ostatnim krajem, który się na to zdecydował. W XX w., po II wojnie światowej, rządy nie emitowały już tego rodzaju papierów wartościowych, te wcześniej wyemitowane wykupiono do lat 50.
W 2020 r. wieczne obligacje powróciły jako propozycja na sfinansowanie dużego funduszu, który miał wesprzeć gospodarkę UE w walce ze skutkami epidemii COVID-19. Wsparł ją m.in. George Soros. Proponowano, by miały one kupon 0,5 proc., co odpowiadało ówczesnym warunkom rynkowym. Ostatecznie jednak na emisję się nie zdecydowano. Obecnie wieczne obligacje emitują niektóre banki, po to by spełnić wymagania dotyczące kapitału, ale mają one zwykle opcje wcześniejszego wykupu.
Inwestorzy indywidualni nie mają więc obecnie dostępu do wiecznych obligacji. Ale teoretycznie wiecznym papierem wartościowym są akcje. Są ważne dopóki będzie istnieć firma, które własność reprezentują. W praktyce ich długowieczność jest wątpliwa. Z 5000 akcji obecnie będących przedmiotem obrotu na giełdach w USA, tylko 13 pochodzi z XIX w. Najstarszą akcją będącą przedmiotem obrotu na giełdach za oceanem są walory JPMorgan Chase&Co. Zadebiutowały na parkiecie 26 czerwca 1824 r. jako The New York Chemical Manufacturing Co.

Niezależnie, DM BOŚ S.A. zwraca uwagę, że inwestowanie w instrumenty finansowe wiąże się z ryzykiem utraty części lub całości zainwestowanych środków. Podjęcie decyzji inwestycyjnej powinno nastąpić po pełnym zrozumieniu potencjalnych ryzyk i korzyści związanych z danym instrumentem finansowym oraz rodzajem transakcji. Indywidualna stopa zwrotu klienta nie jest tożsama z wynikiem inwestycyjnym danego instrumentu finansowego i jest uzależniona od dnia nabycia i sprzedaży konkretnego instrumentu finansowego oraz od poziomu pobranych opłat i poniesionych kosztów. Opodatkowanie dochodów z inwestycji zależy od indywidualnej sytuacji każdego klienta i może ulec zmianie w przyszłości. W przypadku gdy materiał zawiera wyniki osiągnięte w przeszłości, to nie należy ich traktować jako pewnego wskaźnika na przyszłość. W przypadku gdy materiał zawiera wzmiankę lub odniesienie do symulacji wyników osiągniętych w przeszłości, to nie należy ich traktować jako pewnego wskaźnika przyszłych wyników. Więcej informacji o instrumentach finansowych i ryzyku z nimi związanym znajduje się w serwisie bossa.pl w części MIFID: Materiały informacyjne MiFID -> Ogólny opis istoty instrumentów finansowych oraz ryzyka związanego z inwestowaniem w instrumenty finansowe.