Opublikowany w piątek przez Bureau of Labor Statistics (BLS) raport z amerykańskiego rynku pracy wywołał prawdziwą burzę w amerykańskich mediach.
Do wywołania tej burzy przyczynił się były prezes General Electric, Jack Welch, który już 5 minut po publikacji danych stwierdził na Twitterze: Niewiarygodne dane z rynku pracy… ludzie z Chicago zrobią wszystko… nie umiesz debatować więc zmień liczby
Co takiego zawierał piątkowy raport z rynku pracy, że skłonił wielu polityków, komentatorów i blogerów do oskarżania BLS (oraz administracji Obamy) o fałszowanie danych?
Raport pokazał:
- spadek poziomu bezrobocia (U-3) z 8,1 do 7,8%, a więc o 0,3 punktu procentowego
- wzrost liczby miejsc pracy w sektorze pozarolniczym o 114 000 we wrześniu
- wzrost liczby miejsc pracy w sektorze pozarolniczym w sierpniu i w lipcu o 88 000 w porównaniu z poprzednim odczytem
- wzrost liczby zatrudnionych o 873 000 we wrześniu, z czego 582 000 zatrudnionych na pół etatu
W tym momencie niektórzy czytelnicy mogą zapytać: jak to możliwe by we wrześniu powstało tylko 114 000 nowych miejsc pracy a liczba zatrudnionych wzrosła o 873 000? Można zadać inne pytanie: jak to możliwe, że bezrobocie spadło o 0,3 p.p. skoro powstało tylko 114 000 miejsc pracy? Przy sile roboczej na poziomie około 155 000 000 spadek bezrobocia o 0,3 p.p. byłby możliwy przy stworzeniu około 465 000 nowych miejsc pracy.
Postaram się wyjaśnić te pozorne paradoksy raportu z amerykańskiego rynku pracy. Chciałbym przy tym podkreślić, że nie jest moim zamiarem udowadnianie, że spadek bezrobocia o 0,3 p.p. adekwatnie oddaje zmianę sytuacji makroekonomicznej w USA we wrześniu. Stali czytelnicy bloga zapewne pamiętają, że wytrwale propaguję cnotę powstrzymywania się od przykładania zbyt dużej wagi do jednostkowych danych makroekonomicznych.
Moim zdaniem większość kontrowersji związanych z publikowaniem danych o sytuacji makroekonomicznych wynika z dwóch powiązanych ze sobą kwestii. Pierwszą z nich jest nieznajomość metodologii tworzenia tych danych. Ten problem jest zupełnie zrozumiały w przypadku zwyczajnych konsumentów informacji biznesowych. Niestety dotyczy on także ludzi, którzy informacje biznesowe tworzą i komentują – niektórzy komentatorzy mają na przykład problem ze zrozumieniem prostej procedury statystycznej, którą jest dostosowanie sezonowe.
Druga kwestia związana jest z nadpobudliwością mediów finansowych, które mają skłonność do tłumaczenia najdrobniejszych rynkowych wahań najdrobniejszymi odchyleniami od prognoz nawet najmniej istotnych danych makroekonomicznych. Występujący w mediach biznesowych komentatorzy wyjaśniają ruchy na rynku akcji 20 000 odchyleniem danych o nowych miejscach pracy w sektorze pozarolniczym od prognoz analityków, choć na stronie instytucji publikującej te dane można znaleźć informacje o tym, że 90% przedział ufności dla tych danych to plus/minus 100 000*. Krótko mówiąc, media biznesowe zapominają o ograniczeniach danych statystycznych a głosy przypominające o tych ograniczeniach są z reguły ignorowane.
Jeśli do tych dwóch kwestii dołożymy emocjonalne zaangażowanie niektórych komentatorów czy uczestników rynku oraz ideologiczne zaangażowanie niektórych komentatorów i uczestników rynku (w listopadzie odbędą się w USA wybory prezydenckie, których wynik może zdeterminować sytuacja gospodarcza) to nietrudno zrozumieć poruszenie wywołane piątkowym raportem.
Warto więc pamiętać, że comiesięczny raport z amerykańskiego rynku pracy, publikowany z reguły w pierwszy piątek miesiąca przez BLS, składa się de facto z dwóch raportów:
- Current Population Survey (CPS; household survey)
- Current Employment Statistics survey (CES; establishment survey)
Comiesięczny raport z rynku pracy zawiera dwie najważniejsze liczby przykuwające uwagę rynków finansowych i opinii publicznej: poziom bezrobocia (typu U-3) oraz zmianę (netto) liczby miejsc pracy w sektorze pozarolniczym. Pierwszy wskaźnik pochodzi z pierwszego badania – CPS. Drugi wskaźnik pochodzi z drugiego badania – CES.
Badania mają odmienną metodologię. CPS to sondaż przeprowadzany przez pracowników Census Bureau wśród 60 000, wytypowanych tak by reprezentowały populację USA, gospodarstw domowych.
CES to sondaż przeprowadzony wśród około 141 000 przedsiębiorstw i instytucji rządowych, obejmujących około 486 000 zakładów pracy (work sites) i zatrudniających około 1/3 wszystkich zatrudnionych w sektorze pozarolniczym. BLS za pomocą wysyłanych kwestionariuszy gromadzi dane o poziomie zatrudnienia, czasie pracy i zarobkach.
Dane z tych dwóch sondaży dla tego samego miesiąca mogą się znacznie od siebie różnić. We wrześniu 2012 CPS pokazał 873 000 nowych zatrudnionych a CES pokazał 114 000 nowych miejsc pracy. Różnica wyniosła 759 000. To sporo. To trzecia największa różnica w okresie od lutego 2002 roku – w lutym 2002 roku różnica wyniosła 883 000 (CPS pokazał 737 000 nowych zatrudnionych a CPS pokazał zmianę miejsc pracy na poziomie -146 000).
Jak można zauważyć na poniższym wykresie**, dywergencje w miesięcznych danych z CPS i CES nie są rzadkością. Od lutego 2002 CPS i CES pokazały taką samą zmianę zatrudnienia… jeden raz.
Łatwo się domyśleć, że jeśli poziom bezrobocia obliczany jest na podstawie danych z CPS to zmiana poziomu bezrobocia nie musi odzwierciedlać zmiany liczby miejsc pracy z CES. Poniższy wykres pokazuje, że od lutego 2002 zdarzały się miesiące, w których bezrobocie rosło przy dodatniej zmianie miejsc pracy w sektorze pozarolniczym. W grudniu 2007 i listopadzie 2010 bezrobocie wzrosło o 0,3 p.p. choć CES pokazał około 100 000 nowych miejsc pracy. Zdarzały się odwrotne sytuacje. W czerwcu 2010 bezrobocie spadło o 0,2 p.p. choć CES pokazał, że ubyło 167 000 miejsc pracy!
Podsumowując: miesięczne różnice w wymowie danych pochodzących z dwóch różnych badań, które składają się na comiesięczny raport z amerykańskiego rynku pracy nie są niczym nadzwyczajnym i wynikają z odmiennej metodologii tych badań i ograniczeń (skrzywień) wynikających z tych metodologii. Jeśli ktoś spodziewa się, że za pomocą sondaży można idealnie przedstawić comiesięczną zmianę zatrudnienia w 150 milionowej grupie badawczej to jest w błędzie.
* Jeśli więc BLS podał, że we wrześniu liczba miejsc pracy w sektorze pozarolniczym wzrosła o 114 000 to oznacza to, że z 90% pewnością można uznać, że wzrost miejsc pracy w sektorze pozarolniczym zmieścił się w przedziale 14 000 – 214 000.
** Dane do wykresów pochodzą ze strony BLS




Dodaj komentarz