Proponuję małe wyzwanie intelektualno-edukacyjne, które pomoże sprawdzić własną wiedzę, zmysł logiczny i doświadczenia inwestycyjne.
Przyczynkiem stało się kilka artykułów i poradników dla początkujących, na które natrafiłem lub otrzymałem pod koniec zeszłego roku. Zwykle omijam je, ale tym razem zostałem poproszony o recenzję jednego nich. Z perspektywy lat doświadczeń zauważyłem przy lekturze, że cała wiedza i poradnictwo tego typu wyglądają na nazbyt uproszczone i wyidealizowane, a przy tym do bólu wyświechtane jak wielokrotnie oglądany film. Włącza się więc przy tym automatem krytyczne spojrzenie, zauważa się powielane po wielokroć stereotypy, obietnice bez pokrycia pokryte szpachlą lub rdzą, fragmentaryczność oraz nie poparte solidnymi argumentami czy dowodami lecz wielokrotnie powtarzane – nie ma co owijać w bawełnę – frazesy.
Takie spojrzenie wstecz do korzeni to dobra weryfikacja własnej wiedzy. Ocena tych pomysłów bez przyjmowania złośliwej pozy, ale z poparciem testów, literatury czy badań staje się przy takiej okazji edukacyjnym kołem ratunkowym rzuconym kolejnemu pokoleniu. I z tej właśnie pozycji spróbowałem spojrzeć na te materiały i podrzucić Czytelnikom do refleksji.
***
Pierwszy z nich pojawił się niedawno na łamach „Polityki” jako jeden z kilku w cyklu. Nie znam poprzednich, ale już tylko ten wybrany daje do myślenia:
http://www.polityka.pl/rynek/ekonomia/1563147,1,kupuj-spolki-nie-akcje.read
Zastanawiam się jaki przekaz odebrał ktoś niezbyt doświadczony po przeczytaniu tego? Wygląda to bowiem jak sklejka kilku przypadkowo wybranych aspektów inwestowania i tradingu, z peanem na cześć analityków w finale. Mam świadomość, że nie sposób podać na tacy wszystkiego najistotniejszego w kilku paragrafach, a publikacje medialne mają przy tym swoje prawa i ograniczenia, gorzej jednak jeśli tego typu artykuły zaczynają żyć swoim życiem, być cytowane i propagowane oraz wyznaczają drogę adeptom inwestycji. Spójrzmy niżej na kilka zgrzytających detali. Zaznaczę jednak, że nie chodzi o personalia czy o miejsce publikacji lub styl, lecz o rzetelność, klarowność i walor praktyczny tez i porad. Tam gdzie to konieczne posłużę się cytatami.
***
„Można byłoby z tego wysnuć wniosek, że każda oferta publiczna akcji prywatyzowanej spółki jest łatwą drogą do pomnożenia pieniędzy w stopniu, o którym posiadacze lokat bankowych mogą tylko marzyć.”
Dwa przykłady to żadna istotna próba statystyczna, tym bardziej jeśli nie chodzi o casus jedynie wybranej konkretnej spółki – Jastrzębskiej SW. Skoro jedną ze ścieżek do zysków ma być inwestycja w debiuty to aż się prosi o statystykę zwrotów na kapitale z wszystkich pierwszych notowań – na koniec sesji, dzień po, czy rok po, właśnie w celu oceny skali trudności w osiągnięciu zysków tą drogą i rzetelnego porównania do odsetek z kont bankowych, jak choćby w formie takiego prostego -> zestawienia. I nie ma nic do tego rodzaj wydobywanego węgla, ogromne przebicia na debiutach miewają spółki nie wykazujące zysku w ogóle. Poza tym mam nieodparte, choć być może niesłuszne wrażenie, że profesjonalni inwestorzy również nabywali JSW i nie przeszkadzał im ów gatunek węgla. Jaki rodzaj wytłumaczenia dostalibyśmy gdyby pierwszy kurs był na plusie ?
„Niezależnie od wybranej strategii w podejmowaniu decyzji bardzo przydatne są rekomendacje analityków giełdowych.”
Zastanawiam się ilu z naszych Czytelników, było nie było doświadczonych w tym rzemiośle, udzieliłoby takiej rady początkującemu? Mógłbym się domyślać przy tej okazji, że wszystkie rekomendacje analityków odnośnie JSW brzmiały „sprzedaj” jeszcze przed debiutem czy też tuż po. A tu niespodzianka! „Kupuj” to … 3 pierwsze rekomendacje chwilę po debiucie! Niezorientowanym podpowiem – kurs JSW od tamtej chwili spada o dziesiątki procent i nigdy nie wyszedł nawet poza poziomy z rekomendacji.
W zasadzie do wszystkich superlatyw odnośnie analityków w rzeczonym tekście można by dopisać kontropinie. Nie zrobię tego, dokonywaliśmy tego wielokrotnie, ostatnio tutaj:
https://blogi.bossa.pl/2013/10/25/kilka-waznych-pytan/
Eksperymenty i badania dowodzą, że eksperci mylą się nawet częściej niż amatorzy, zasadniczo z powodu zbytniej pewności siebie czy też gubi ich złudzenie dostępu do dużej ilości informacji i kilka innych błędów poznawczych. Zamiast długiej wiwisekcji skuteczności analityków użyłbym tym razem jako podsumowania bon motu W.Buffetta:
„Wall Street to jedyne miejsce, do którego ludzie jadą Rolls Roycem żeby otrzymać poradę od tych, którzy dojeżdżają metrem”
„Ekspert odradza też kierowanie się inwestycyjnymi modami, takimi jak słynny w ubiegłej dekadzie trend internetowy.”
Cóż, torturą ale i gorzką nauką byłoby przytoczenie entuzjastycznych rekomendacji i podniebnych wycen dokonywanych w ubiegłej dekadzie podczas internetowej hossy przez tak wychwalanych w artykule analityków, którzy jak nikt inny ponoć znają się na rzeczy. Artykuł, zresztą nie tylko ten wśród innych tego rodzaju, trąci niespójnością, brakiem logiki i wybiórczym podejściem. Proszę bowiem spojrzeć również na akapit dosłownie poprzedzający powyższy cytat. Pada w nim całkiem popularna i sensowna porada by do arsenału decyzyjnego włączyć „stop-loss”, wymyślony dokładnie w tym celu by ucinać straty z inwestycji, która wskazuje na brak szans na pozytywny dalszy rozwój. Przy okazji „stop-limitem” realizować można pokaźne zyski, które wszelkie mody giełdowe oferują. Inwestowanie w mody to nic innego jak podążanie za trendami, jedna ze skuteczniejszych i oczywistych, naturalnych technik inwestycyjnych. Unikanie modnych spółek i branż to nie tylko odcinanie się od zysków lecz również przyczynek do potencjalnych frustracji spowodowanej staniem z boku.
Zresztą skoro o stratach w tym przypadku mowa to skórę na bessie po-internetowej wygarbowano również nie tylko amatorom, miliardy dolarów potracili wówczas również profesjonaliści z funduszy i innych instytucji. Radę P. Lyncha należałoby nieco rozszerzyć dodając „nie kupuj również wówczas jeśli nie rozumiesz na czym polega inwestycyjna gra”.
A propos gry: „Giełda nie jest grą – zapewnia Pliszka – trzeba zawsze pamiętać, że inwestycje na rynku papierów wartościowych wiążą się z ryzykiem”. Tym zgrabnym cytatem zakończę bez rozwijania go. Nie jestem bowiem w stanie pojąć na czym polega rozłączność ryzyka i gry.
Obiecuję jednak C.D.N.
—kat—

