Notka jest optymistyczna, choć operuje doktryną szoku.
Zacznijmy od prostej konstatacji. Klasa polityczna przedstawiła plan kradzieży 120 mld złotych z kont emerytalnych obywateli. Piszę klasa polityczna a nie konkretne osoby, bo wczorajsze działania to tylko efekt wielu lat populizmu, w którym kupowano głosy różnych grup społecznych. Nie ma żadnego znaczenia, kto to zrobił, bo naprawdę zrobili to właściwie wszyscy poprzedni politycy i obywatele, którzy w głosowaniach wybierali obietnice. Sami sobie zgotowaliście ten los. Szczęśliwie rząd nie okradł Was w moim imieniu, bo od lat nie biorę udziału wyborach.
Naprawdę diagnoza całej tej sytuacji jest prosta. Skończyły się łatwe metody wyciągania pieniędzy od obywateli. Podatki podniesiono kilka lat wcześniej. Składkę do OFE obcięto. Zamrożono progi podatkowe i do spółki z inflacją okradano ludzi z mniejszego lub większego bogactwa. Desperacja doprowadziła rząd do punktu, w którym kompromis z zasadami sięgnął paradoksów takich, jak zgoda na podatek równy 100 procentom zysku. Czas pokazał, że żaden z tych kroków nie uchronił państwa przed zderzeniem z limitami zadłużenia, więc ominięto również wbudowane w system progi ostrożnościowe. Za każdym razem mówiono o czasowości pewnych rozwiązań i za każdym razem kończyło się tak samo – jeszcze głębszym sięganiem po pieniądze obywateli i kuglowaniem w księgach.
Państwo polskie jest narkomanem, który żywi się długiem. Kradzież obligacji zgromadzonych w OFE nie różni się niczym od działania narkomana, który kradnie, żeby dostać kolejną działkę. Musi przyjść radykalny kryzys, żeby narkoman zechciał poddać się terapii, ale naprawdę muszą skończyć się możliwości prostych kradzieży. Nie można dwa razy ukraść tego samego, więc ukradzione właśnie pieniądze z OFE już drugi raz nie pozwolą łyknąć narkomanowi kolejnej działki obligacji. Podnoszenie podatków nie będzie opcją, bo będzie dławiło słaby wzrost gospodarczy. Dlatego w przyszłości państwo polskie stanie przed perspektywą wyprzedaży majątku, który jeszcze posiada.
Od kilku lat GPW i sytuacja rynku akcyjnego w Polsce była coraz bardziej zdegenerowana. Wolny rynek i prywatyzację ograniczono do upubliczniania spółek, ale nie sprzedawano w prywatne ręce. W efekcie w WIG20 roi się od firm, które są ciągle państwowe, choć są spółkami notowanymi na giełdzie. Po kradzieży pieniędzy z OFE przyjdzie moment, w którym państwo-narkoman złapie troszkę oddechu, ale za kilka lat znów zderzy się z problemem nadmiernego zadłużenia i wtedy można oczekiwać dokończenia prywatyzacji i realnego sprywatyzowania np. polskiej energetyki a nie tylko jej upublicznienia. Skończy się przymuszanie do biznesów, które jawią się, jako mało opłacalne.
Bez zmiany w polityce Polska znajdzie się na ścieżce, którą kiedyś podążała Grecja. Będziemy musieli przeżyć taki sam kryzys, jak Grecy, żebyśmy zrozumieli, że nie można rozdmuchiwać wrogiej obywatelowi administracji i coraz bardziej obciążać ludzi podatkami i opłatami. Nie można budować stadionów za miliardy złotych w kraju w którym, nie ma ligi zdolnej grać na poziomie adekwatnym do wielkości tych stadionów. Nie można utrzymywać stada świętych krów i karać te mniej święte za to, że pracują. Zwyczajnie Polska potrzebuje jakiegoś szoku na miarę greckiego, żeby dotarło do nas, że rząd ma tylko te pieniądze, które zabiera nam w postaci podatków lub tak, czy inaczej nazywanej kradzieży.
Wtedy pod przymusem upadku zostanie dokończona prywatyzacja, może GPW zamiast marzyć o ekspansji zostanie sprzedana a polski rynek kapitałowy stanie się naprawdę prywatnym a nie reglamentowanym. Już teraz rząd, jak wcześniej inne rządy, będzie musiał liczyć się ze złością prywatnego kapitału, który jednym wahnięciem rentowności obligacji przypomni dłużnikowi, jak wyglądają prawa wierzyciela. Zabór obligacji z OFE powoduje, że polski dług będzie w większym stopniu poddany grze rynkowej, która leczy dłużników. W tym sensie kradzież pieniędzy z OFE niesie nadzieje, że w przyszłości narkoman dotrze do punktu, w którym nie będzie miał już gdzie kraść i wszyscy trafimy na odwyk od złej polityki.

