I dlatego dość przykro jest zobaczyć wpis znanego finfluencera M.Samołyka, w którym aż roi się od kiksów i fauli (używając terminów futbolowych będących teraz na czasie). Co gorzej, strzela on gola do własnej bramki.
Chodzi o jego tekst p.t. „Unikaj Forex i CFD. Spekulacja na dźwigni jest bez sensu.”, na który zwrócił uwagę jeden z Czytelników naszych blogów (podziękowania). Już sam tytuł okazuje się srogim zawodem, a zaraz po nim pierwsze słowa „Nie spekuluj”. W zasadzie już więc wiadomo o czym traktuje całość owego tekstu.
W całym wpisie jedyną słuszną przestrogą jest to, że w pewnych okolicznościach nie powinno się dotykać żadnych ryzykownych instrumentów (w tym ETFów), gdyż grozi to poniesieniem strat. Dalej jest niestety gorzej.
Poniżej sprostowanie najważniejszych kiksów.
Stwierdzenie „Unikaj Forex i CFD” jest prawdziwe tylko w jednym wypadku – gdy nie masz o tym wiedzy, stosownych kompetencji, umiejętności, solidnej psychiki i nie potrafisz wygenerować przewagi. Tego wyjaśnienia i zarazem przestrogi jednak w tekście zdecydowanie brakuje. W zamian ofiarą staje się dźwignia i sam system, które są tutaj niczemu nie winne. Trzeba jednakże mieć także na uwadze, że te rynki nie służą jedynie do spekulacji! Służą także do zabezpieczania ryzyka (hedge), do zabezpieczenia walutowego albo do ekspozycji na aktywa niedostępne w inny sposób. Jednak jeśli są stosowane do spekulacji, nadal nic w tym złego.
Zdanie „Spekulacja na dźwigni jest bez sensu” pozbawione jest… sensu. Ponownie – dla ludzi bez wiedzy i umiejętności jest to droga do strat. Ale dla nich nawet spekulacja bez dźwigni jest niewskazana. Chyba że realizują inne cele typu: potrzebują wyzwań, adrenaliny czy hazardu i są gotowi za to zapłacić. Mogą jednak podejść do tego od innej strony – np. chcieliby się czegoś dzięki spekulacji nauczyć i za tę praktykę uiszczą rynkowi opłatę.
Jednak każdy profesjonalny trader wie, że stosowanie dźwigni kompletnie NIC NIE zmienia w jego przewadze i w podejściu do zarządzania ryzykiem, ani w długoterminowym sukcesie. Jeśli jego zakładana strata w nieudanej transakcji wynosi zawsze załóżmy 1% kapitału, to nie ma znaczenia jak dużej dźwigni użyje, strata zawsze wyniesie te 1%. Porównajmy to jednak choćby do „zarządzania” ryzykiem u długoterminowych „inwestorów”, którzy pozbywali się akcji, gdy indeksy podczas krachów spadały o 50-60%.
Mówienie niewprawnym inwestorom, żeby nie spekulowali i nie używali dźwigni to jak mówienie, żeby nie wsiadali do auta bez umiejętności kierowania nim, a już szczególnie do bolidu F1. Obwinianie jednakże samej spekulacji to per analogia jak obwinianie auta za to, że kierowca bez wiedzy o kierowaniu rozbił się nim. Obwinianie brokera to z kolei jak obwinianie dostawcy tego auta za katastrofę.
W takim razie pierwsze słowa całego tekstu „Nie spekuluj” mają znaczenie tylko wówczas jeśli dodać do nich: o ile nie posiadasz stosowanej wiedzy, kompetencji i umiejętności.
Prawdziwym jednak dramatem jest jednak to, że spekulantami w pierwszym rzędzie są ci, którzy robią to, choć są wyznawcami pasywnego lub po prostu długoterminowego inwestowania.
I przy tym zapewnia się ich, jak w artykule, że takie „inwestowanie” jest bezpieczne, lepsze, miłe i komfortowe. A akurat o ryzyku spekulacji w takim inwestowaniu, a nie na forexie, powinno być we wpisie na wspomnianym blogu najwięcej.
Dlaczego pasywni inwestorzy stają się spekulantami?
Najprościej rzecz ujmując – bez stosownych umiejętności i wiedzy „bawią się” w aktywne inwestowanie. Żonglują akcjami i ETFami, sprzedają, gdy przychodzą złe newsy, dodają lewarowane ETFy, robią nadmierny rebalans – by wymienić najważniejsze „grzechy”. Tak, to czysta spekulacja. To może prowadzić do strat, więc 38% utopionych rachunków pozaforexowych (wg wyliczeń autora) jest porażającą wielkością w tym kontekście.
W rzeczy samej więc, ani rynek, ani instrumenty nie przesądzają o spekulacji, lecz to jak traktują je inwestorzy ze swoją wiedzą i umiejętnościami. Wskazywanie forexu jak narzędzia szatana to dość mocno chybiony cel.
Rasowy trader poradzi sobie z CFD, niewprawny inwestor nie poradzi sobie nawet na rynku ETFów jeśli pokazuje mu się, co można z nimi zarobić, ale on nie ma kompetencji, by zrobić to dobrze.
Jeszcze przez chwilę chciałbym odnieść się do kilku co bardziej wrażliwych cytatów z owego wpisu:
„Niestety sprawia to, że dzika spekulacja na dźwigni jest popularniejsza od rozsądnego inwestowania długoterminowego, które z natury jest… nudne! Przecież nikt utrzymujący się z zasięgów, wyświetleń i kliknięć nie będzie promował czegoś, co nudne”
Ups, nieco humorystycznie zapytam: na pewno???
„Paradoksalnie na spekulację najodporniejsze są 2 grupy inwestorów: ci, którzy wiedzą bardzo mało oraz ci, którzy wiedzą (naprawdę) bardzo dużo”
Niestety jest odwrotnie. Ci, którzy nie mają pojęcia aktywnie wchodzą w spekulację i na forexie i w pasywnym inwestowaniu, właśnie dlatego, że nie mają pojęcia, co tak naprawdę robią. Z kolei ci, co wiedzą naprawdę dużo, angażują się w spekulację ponieważ potrafią umiejętnie korzystać z asymetrii, przewagi, odpowiedniego zarządzania ryzykiem i know how.
„Prawda jest taka, że największą zmorą spekulacji na dźwigni jest brak powtarzalności wyniku”
Trudno odgadnąć, co autor miał na myśli, ale generalnie WSZYSTKIE wyniki w tej branży mają losowe rozkłady. Natomiast wśród spekulantów amatorów wynik końcowy jest dość powtarzalny: to strata.
„A pogadanka brokerów CFD o tym, że „można u nich zarabiać zarówno na ruchach w górę, jak i na ruchach w dół” oznacza mniej więcej:
(Broker CFD): Zarabiamy na naszych klientach zarówno, gdy aktywa bazowe drożeją, jak i tanieją.”
Jeśli to ironia, to nie wyszła. Brokerzy na wszystkich rynkach zarabiają, gdy aktywa drożeją lub tanieją. Po to właśnie stworzono ten biznes- to jest usługa ułatwiająca inwestowanie, za którą pobiera się rożnego rodzaju opłaty, aby się z tego utrzymać i jeszcze zaoferować klientowi coraz lepszą obsługę. W pełni legalna do tego i powszechnie akceptowalna, a przy tym nadzorowana jak żaden inny biznes.
***
Jeśli potrzeba wiedzy o fachowej spekulacji i realnych, naprawdę sporych wynikach, to polecam świeżo wydaną książkę „Market Wizards. The next generation”. Opieranie argumentacji na anegdotycznych faktach mocno obniża jakość tekstu.
Z sympatii do autora na koniec dodam krótką radę, jako kolega po fachu: nie warto SPEKULOWAĆ TAKŻE SŁOWEM, czyli dla dobra i czytelników i tej branży nie wychodzić poza bańkę własnych kompetencji. To bardzo ważne akurat w tym biznesie.
p.s. Na marginesie – poza spekulacją istnieje też trading, o którym na nieszczęście nie padło ani słowo w tekście. Pokażę różnice w kolejnym swoim wpisie.
—kat—
2 Komentarzy
Dodaj komentarz
Niezależnie, DM BOŚ S.A. zwraca uwagę, że inwestowanie w instrumenty finansowe wiąże się z ryzykiem utraty części lub całości zainwestowanych środków. Podjęcie decyzji inwestycyjnej powinno nastąpić po pełnym zrozumieniu potencjalnych ryzyk i korzyści związanych z danym instrumentem finansowym oraz rodzajem transakcji. Indywidualna stopa zwrotu klienta nie jest tożsama z wynikiem inwestycyjnym danego instrumentu finansowego i jest uzależniona od dnia nabycia i sprzedaży konkretnego instrumentu finansowego oraz od poziomu pobranych opłat i poniesionych kosztów. Opodatkowanie dochodów z inwestycji zależy od indywidualnej sytuacji każdego klienta i może ulec zmianie w przyszłości. W przypadku gdy materiał zawiera wyniki osiągnięte w przeszłości, to nie należy ich traktować jako pewnego wskaźnika na przyszłość. W przypadku gdy materiał zawiera wzmiankę lub odniesienie do symulacji wyników osiągniętych w przeszłości, to nie należy ich traktować jako pewnego wskaźnika przyszłych wyników. Więcej informacji o instrumentach finansowych i ryzyku z nimi związanym znajduje się w serwisie bossa.pl w części MIFID: Materiały informacyjne MiFID -> Ogólny opis istoty instrumentów finansowych oraz ryzyka związanego z inwestowaniem w instrumenty finansowe.


Myślę, że jak przyjąć do jakiego kręgu odbiorców adresowany jest blog Mateusza, to można zrozumieć dlaczego brakuje tych zastrzeżeń "gdy nie masz o tym wiedzy, stosownych kompetencji, umiejętności, solidnej psychiki i nie potrafisz wygenerować przewagi.". Aczkolwiek faktycznie gdyby dodać takie zastrzeżenie na początku artykułu, to przekaz mógłby nie rodzić wątpliwości.
Problem jest bardziej złożony- nie chodzi tylko o dodanie tych zastrzeżeń, ale o ich WYJAŚNIENIE. W zamian poszły anegdotyczne opowieści o złym wilku, procentach strat, które są objawem a nie przyczyną, folklorze w wykonaniu jakiegoś hazardzisty i nieudanych próbach samego autora.