W czwartek wieczorem, czwartego czerwca Tomek Symonowicz poprosił mnie o jakiś filmik o krachu. Miałem wtedy na swoim kanale tiktokowym zaplanowane coś innego, ale pomyślałem sobie, że spróbuję przypomnieć inwestorom o tym, co się dzieje w ostatniej fazie euforii na rynkach. Skorzystałem z diagramu z mojej książki, napisanej lata temu z profesorem Tomaszem Zaleśkiewiczem i wypunktowałem kilka objawów tego, że rynek jest bardzo, bardzo przegrzany.
- Spółki publikują świetne wyniki, a mimo tego cena spada
- Coraz większa rzesza nowych inwestorów tłumaczy tym doświadczonym, że tym razem jest inaczej
- Pojawiają się nowe biznesy i pomysły na biznes, które jeszcze nie mają nic poza wizjami i opowieściami o przyszłej potędze
- Pojawiają się nowe modne skróty, sektory, których nikt nie znał jeszcze rok temu
- Każda korekta indeksów o 3% to okazja do zakupów
- Inwestorzy z półrocznym stażem wyjaśniają traderom, którzy przeżyli trzy bessy, że nie rozumieją zasad nowego rynku
- Wyceny firm przestają mieć znaczenie. Teraz liczy się opowieść, potencjał i oczywiście „nowy paradygmat”
- Coraz częściej słyszymy, że głęboka bessa jest niemożliwa
- Mnóstwo nowych inwestorów mówi na czym polega ryzyko, żeby zaraz dodawać, że na akcjach na pewno się zarobi
- Sieć zalana jest tysiącami symulacji: „gdybyś rok temu zainwestował 1000 zł, to….”
- Nowi analitycy tłumaczą z pełnym przekonaniem, że wyceny wcale nie są tak absurdalne, tylko starzy inwestorzy i analitycy nie rozumieją nowych zasad
Mogłem tak wymieniać jeszcze kilka, ale formaty filmowe mają swoje ograniczenia czasowe, choć nie dodałem jednego z najważniejszych sygnałów euforii – zarzut dla każdego, kto ostrzega przed tą euforią „na pewno nie kupiłeś i teraz zazdrościsz”.
Zdaję sobie sprawę, że dla wielu osób może to wszystko brzmieć jak narzekania zrzędliwego rodzica, który mówi dziecku, żeby jednak założyło kask na rower, ale w rezultacie słyszy, że przecież do tej pory nic się nie stało, więc przesadza. Z tym, że lata zajmowania się tym, jak funkcjonują inwestorzy sprawiło, że niestety nie wierzę, że tym razem będzie inaczej; że zniknie cykl hossa-bessa, i że rynek nie wystawi rachunku za tę imprezę z ostatnich miesięcy, gdy wielu nowych inwestorów uznało za normę dzienne wzrosty po kilkanaście procent.
W każdym razie w piątek rano na koncie X zamieściliśmy ten filmik, który dwie godziny wcześniej wrzuciłem na TikToka.
Co się stało na tej sesji po otwarciu giełd amerykańskich chyba już wiecie. Rynki runęły.
Spektakularne runęły. Zjazd trwał cały dzień, niemal bez zatrzymania. Akcje niedawnych liderów nurkowały po kilkanaście procent. Nagle nikt nie chciał akcji, które jeszcze dwa dni temu były obiektem pożądania. No cóż, nic nowego.
Gdybym miał więcej talentów sprzedażowych, powinienem teraz wszędzie powtarzać, że TO JA, JA przewidziałem krach dokładnie w dniu gdy nastąpił. Problem polega na tym, że na rynku idealny timing prawie nie istnieje. A mimo tego właśnie timing najczęściej buduje giełdowych guru. Prawdą jest jednak fakt, że to wszystko są procesy. Wykres, który pokazałem w książce, wskazując na szczytowy okres euforii wygląda jak punkt, ale zbudowany jest na danych miesięcznych, więc ten „punkt” potrafi trwać tygodniami, a nawet miesiącami.
Od lat tu na blogach, w wydawanych przeze mnie książkach, na konferencjach, warsztatach staram się popularyzować inwestowanie, spekulację, trading ze szczególnym uczuleniem na kwestie ryzyka oraz tego, jak giełda potrafi manipulować naszymi umysłami.
Tom Hougaard, swoją książkę Wygrywają ci, którzy potrafią przegrywać rozpoczyna takimi słowami:
Kochana Giełdo
Od chwili, gdy natknąłem się na ciebie po raz pierwszy, wciąż mnie fascynujesz. Chyba się w tobie zakochałem. Byłem za młody, Szkoda, że nie mogłaś mi wtedy powiedzieć, bym dał sobie z tym spokój. […] Moja miłość do ciebie była niezgłębiona. Dałaś mi tyle radości. Dałaś mi wszystko. Byłaś przy mnie, gdy się budziłem i wtedy, gdy zasypiałem. Podnosiłaś mnie na duchu, gdy byłem zagubiony, a jeśli potrafiłem być elastyczny, nagradzałaś mnie hojniej, niż potrafiłem to sobie wyobrazić w najwspanialszych snach. I karałaś, gdy okazywałem się upartym dogmatykiem, odbierając mi wszystkie twoje dary – wraz z odsetkami. […] Poszedłem za tobą jak mały chłopiec, jak rażony pierwszą miłością Dostałem od ciebie bezsenne noce. Dostałem też łzy w moich oczach, złość w moim ciele i ból w mojej duszy. Ale nie mogłem pozwolić ci odejść.
Wiem, że wszelkie ostrzeżenia, rady, pokazywanie czym jest faktyczne ryzyko inwestowania zupełnie nie działa na nowych inwestorów zaślepionych miłością do giełdy, super zysków i ekscytacji, jaką one przynoszą. Ale uparcie od lat zrzędzę i mówię „załóż kask”. Nie wiem ile razy słyszałem w ostatnich tygodniach, że straszę bessą. Nie wiem, czy apel o zapinanie pasów jest straszeniem wypadkiem, a sugestia, żeby ubezpieczyć mieszkanie jest straszeniem przed pożarem, czy zalaniem przez sąsiada. Naprawdę fascynujące jest to, jak wiele rzeczy, które ludzie robią zupełnie naturalnie i bez żadnych wątpliwości w codziennym życiu, nagle przestaje obowiązywać w przypadku inwestowania.
Owo „straszenie bessą” przez pół roku szaleńczych wzrostów psuje zabawę tym, którzy zarabiają. Choć nie. Nie psuje ich zabawy. Oni nakręceni dopaminą, puchnącymi portfelami są tak pewni siebie, że z politowaniem patrzą na biednego, który na pewno nie załapał się na wzrosty. I trudno jest wytłumaczyć takim osobom, to co próbował Tomek w jednym z niedawnych tekstów (Jestem niedźwiedzi, gram na wzrosty), że można mieć inwestycje zgodne z trendem, a równocześnie przygotowywać się do nadchodzącego załamania. Albo jak wielu graczy systemowych, mieć kilka strategii równocześnie. Albo w końcu to, co powiedział Jim Rogers w Czarodziejach rynku
Jestem marnym traderem. Niemal zawsze wchodzę (na krótko) zbyt wcześnie.
Albo w tej samej książce Michael Steinhardt
Mam tendencję do grania krótko akcjami, które należą do faworytów i są wspierane przez wielu inwestorów instytucjonalnych. Dlatego krótkie pozycje zajmuję zwykle za wcześnie i na początku często przynoszą one straty.
Pisałem jakiś czas temu, że na rynku możemy zareagować za wcześnie lub za późno (Lepiej za późno, czy za wcześnie). W zależności od tego, jak działamy mogą pojawić się dla nas różne wyzwania psychologiczne. Ci, którzy wyjdą za wcześnie z akcji podczas hossy, mogą żałować, że nie zarobili jeszcze więcej. Ci, którzy wyjdą za późno, gdy rynek już będzie się załamywał, będą żałować, że nie wyszli wcześniej i nie zatrzymali większych zysków. Ale doświadczeni gracze po prostu będą się cieszyć z realizacji strategii.
Podczas kilku konferencji w ostatnich tygodniach, pozwoliłem sobie ujawnić, że ta sytuacja trwająca już przynajmniej od pół roku na rynkach ożywiła mnie nieco. Ten aspekt ludzki. Tego co zaczęło dziać się w mediach społecznościowych, czyli punkty wymienione na początku tekstu. Ten festiwal pewności siebie, przekonania, że ten piękny sen się nie skończy. Naprawdę to wszystko jest wspaniałe i fascynujące. Co więcej, po latach zapierania się przed założeniem konta na X (miałem jako wydawnictwo) postanowiłem dokonać coming outu i pobyć bliżej ludzi. I wtedy ktoś z komentatorów – być może czytelnik blogów, albo ktoś znający mnie z aktywności wydawniczej czy edukacyjnej – napisał w komentarzu coś co mnie niesłychanie rozbawiło.
Niestety nie mogę znaleźć tego oryginału, nie zachowałem na pamiątkę. Ale sens był taki: „oho, Zalewski pojawił się na X, młodzi bądźcie ostrożni”. Brzmiało to zgrabniej, ale było w gruncie rzeczy dość miłe i zabawne.
Wiele piszę od lat o roli szczęścia. Pamiętajcie więc, że mój (oraz Tomka Symonowicza) geniusz w publikacji filmiku o zbliżającym się krachu w dniu krachu to był całkiem miły fart.

Niezależnie, DM BOŚ S.A. zwraca uwagę, że inwestowanie w instrumenty finansowe wiąże się z ryzykiem utraty części lub całości zainwestowanych środków. Podjęcie decyzji inwestycyjnej powinno nastąpić po pełnym zrozumieniu potencjalnych ryzyk i korzyści związanych z danym instrumentem finansowym oraz rodzajem transakcji. Indywidualna stopa zwrotu klienta nie jest tożsama z wynikiem inwestycyjnym danego instrumentu finansowego i jest uzależniona od dnia nabycia i sprzedaży konkretnego instrumentu finansowego oraz od poziomu pobranych opłat i poniesionych kosztów. Opodatkowanie dochodów z inwestycji zależy od indywidualnej sytuacji każdego klienta i może ulec zmianie w przyszłości. W przypadku gdy materiał zawiera wyniki osiągnięte w przeszłości, to nie należy ich traktować jako pewnego wskaźnika na przyszłość. W przypadku gdy materiał zawiera wzmiankę lub odniesienie do symulacji wyników osiągniętych w przeszłości, to nie należy ich traktować jako pewnego wskaźnika przyszłych wyników. Więcej informacji o instrumentach finansowych i ryzyku z nimi związanym znajduje się w serwisie bossa.pl w części MIFID: Materiały informacyjne MiFID -> Ogólny opis istoty instrumentów finansowych oraz ryzyka związanego z inwestowaniem w instrumenty finansowe.