Czy można mieć przekonanie o przewartościowaniu cen akcji, a mimo to aktywnie angażować się w transakcje na ich dalsze wzrosty? Można. A czasami nawet trzeba.
Jedni zarzucają nam w socjal mediach, że jesteśmy za mocno pro-spadkowi, inni, że nazbyt optymistyczni. Wiadomo, nie urodził się jeszcze ten, co wszystkim by dogodził, więc robimy po prostu swoje. Każdy z czytających ma prawo dowolnie interpretować nasze wypowiedzi. A te są zmienne, tak jak rynki.
Polaryzacja opinii i adaptacja do zmian rynku to solidne siły stojące za ruchami cen na giełdach, są więc potrzebne. Gdyby wszyscy myśleli tak samo, żadnego rodzaju analiza nie byłaby potrzebna.
Jest jeszcze jedna opcja giełdowego istnienia, o której więcej w poniższym tekście: jednoczesne myślenie i działanie w przeciwnych kierunkach. Swego rodzaju schizofrenia giełdowa. Niżej podpisany padł jej ofiarą, ale nie przeszkadza mu to w aktywności giełdowej i analitycznej. Jak to możliwe i na czym polega?

źródło: reddit.com
Jesteśmy tylko ludźmi i bez względu na to jak bardzo byśmy się starali, nie uciekniemy od dokonywania ocen, posiadania opinii, robienia automatycznych osądów. Jest jedynie kwestia tego jak mocno one wpływają na nasze decyzje i działania, oraz w jakiś sposób artykułujemy je otoczeniu. W przypadku kogoś, kto ma wpływ na opinię publiczną w tak wrażliwej branży jak inwestowanie, to istotna rzecz. Istnieje więc potrzeba przede wszystkim wyważenia swoich komentarzy, choć czytający woleliby zobaczyć te ostre, jednoznaczne. My stawiamy na profesjonalne zamiast tych mocno stronniczych. Po części wymuszają to także regulacje prawne.
Ale mamy także swoją prywatną sferę, którą nie zawsze da się oddzielić od tej oficjalnej. Sami jesteśmy traderami czy inwestorami, plusem tego faktu jest to, że możemy dzielić się swoimi wieloletnimi doświadczeniami na blogach i w socjalmediach. Minusem – że jakiś rodzaj jednostronnej opinii zawsze gdzieś do tekstów przeniknie. Choć wielu czytających nawet tego się domaga. My jednak nie działamy tu jako analitycy, jeśli już to jedynie od strony edukacyjnej, a nie rekomendacyjnej. Opisujemy wykresy, ale nie w celu prognostycznym (analityka deskryptywna a nie predykcyjna).
A co z prywatnymi opiniami w takim razie? Każdy je ma, nie każdy musi je ujawniać. Niżej podpisany zdradzi jednak tutaj swój sekret:
Uważam, że obecnie rynek amerykański jest przewartościowany, ale nie przeszkadza mi to grać na wzrosty. Specjalizuję się w tradingu kontraktami terminowymi i to właśnie w 80% na indeksy amerykańskie.
Jak to pogodzić? Da się, trzeba nawet.
Najprostszym rozwiązaniem jest użycie automatycznych strategii, które trzeba stosować bez względu na własne, niezależne od nich przekonania i analizy. Takiego luksusu nie mają wszyscy ci, którzy decyzje podejmują intuicyjnie (dyskrecjonalnie), ponieważ ich oceny rynku wpływają bezpośrednio na podejmowane decyzje.
Czy taka „schizofrenia” nie powoduje wewnętrznych napięć, stresów, znaczących dysonansów?
Oczywiście, że tak. To jednak jest produkt aktywności podświadomości, na którą nie mamy wpływu. Idealnie by było, gdyby wszystko to pozostawało w harmonii. Jeśli jednak nie jest to możliwe, trzeba wybrać profesjonalne podejście i stosować się do sygnałów generowanych przez używane strategie. Nawet wtedy, gdy wewnętrzny głos się burzy. Tego jednak należy się przez lata nauczyć przez wielokrotne powtórzenia i nieustanny trening. Na końcu i tak się opłaci. A dysonansem da się zarządzać. Jeśli czasem się nie uda, to nawet przyjemne, bo daje dodatkową adrenalinę.
Skąd ten dysonans w chwili obecnej? W szczegółach moje stanowisko wobec wyceny rynku opiszę być może w niedzielnym wpisie. Ogólnie jednak rzecz biorąc, sprowadza się do mniej więcej takiego poglądu:
Technologie rzeczywiście dały niesamowity napęd zyskom dominujących spółek i siła wzrostów jest poniekąd uzasadniona. Ale nie ich skala – rynek amerykański nie był tak drogi od dekad, albo wręcz nigdy. O ile część spółek zasługuje na te wyceny, o tyle cały rynek nie. Stoi za tym w dużym stopniu pasywne inwestowanie, nihilizm inwestorów, nowe produkty (opcje 0DTE, lewarowane ETFy), zmiana paradygmatów i nadmiar pieniądza. Pisałem o tym szeroko w tym cyklu -> „Detal rządzi na Wall Street”
Jednak posiadanie poglądów tego typu nie ma nic wspólnego z działaniami i decyzjami z prostego powodu: trzeba iść za aktualnymi trendami, sentymentem i przepływem kapitału, reagować na rynek i zmiany na wykresach a nie próbować się z nimi zmagać. Kiedy przyjdzie moment, rynek sam dokona stosownych korekt.
Tym samym można uniknąć casusu M. Burry’ego, czyli Big Shorta. Otwarcie i od lat wydaje on „rekomendacje” sprzedaży, które mijają się z tym, co robi potem rynek. Co więcej, wystawia pozycje przeciw rynkowi. Uwierało go to na tyle, że musiał zamknąć fundusz, aby swobodnie swoje opinie wyrażać w socjalmediach. Wszyscy wiemy, że to rodzaj marketingu i autopromocji, choć trudno wyrokować, czy nie zabrnęło to już w rodzaj karykatury.
—kat—

Niezależnie, DM BOŚ S.A. zwraca uwagę, że inwestowanie w instrumenty finansowe wiąże się z ryzykiem utraty części lub całości zainwestowanych środków. Podjęcie decyzji inwestycyjnej powinno nastąpić po pełnym zrozumieniu potencjalnych ryzyk i korzyści związanych z danym instrumentem finansowym oraz rodzajem transakcji. Indywidualna stopa zwrotu klienta nie jest tożsama z wynikiem inwestycyjnym danego instrumentu finansowego i jest uzależniona od dnia nabycia i sprzedaży konkretnego instrumentu finansowego oraz od poziomu pobranych opłat i poniesionych kosztów. Opodatkowanie dochodów z inwestycji zależy od indywidualnej sytuacji każdego klienta i może ulec zmianie w przyszłości. W przypadku gdy materiał zawiera wyniki osiągnięte w przeszłości, to nie należy ich traktować jako pewnego wskaźnika na przyszłość. W przypadku gdy materiał zawiera wzmiankę lub odniesienie do symulacji wyników osiągniętych w przeszłości, to nie należy ich traktować jako pewnego wskaźnika przyszłych wyników. Więcej informacji o instrumentach finansowych i ryzyku z nimi związanym znajduje się w serwisie bossa.pl w części MIFID: Materiały informacyjne MiFID -> Ogólny opis istoty instrumentów finansowych oraz ryzyka związanego z inwestowaniem w instrumenty finansowe.