Dlaczego by nie ufać Analizie technicznej?

Mam przyjemność w poniższym wpisie odpowiedzieć na powstałe w dyskusji mojej z Czytelnikami pytanie o realne znaczenie Analizy technicznej w inwestowaniu.

 

Przypomnę, że wszystko zaczęło się we wpisie:

 https://blogi.bossa.pl/2014/06/13/brutalnie-lecz-realnie-czesc-2/

Gdzie w punkcie nr. 27 autor tłumaczonego przez mnie tekstu w sposób lakoniczny stwierdza:

27. Kiedy ktoś wspomina wykresy, średnie kroczące, formacje głowę-z-ramionami albo poziomy oporu, oddal się.

Całkiem słusznie mogło zdziwić i zastanowić to Czytelników skoro wyrażałem aprobatę wobec całej listy przedstawionej w tamtym wpisie. Miałem swoją koncepcję wyjaśniającą i kilka argumentów za i przeciw, ale dodatkowo udałem się po odpowiedź samego autora – Morgana Housela. Okazała się ona nie mniej lakoniczna niż samo twierdzenie, ale potwierdziła moje przypuszczenia. Które sięgają jednak dużo głębiej, co zaprezentuję niżej w swojej autorskiej wersji, ale wplotę to „co autor miał na myśli” w argument nr 1.

Oto i on:

Konserwatywni tradycjonaliści czy buffettolodzy, operujący w zakresie poszukiwania wartości, oceny fundamentów, ‘stock picking’ (wybór spółki a nie timing ma znaczenie) i hołdujący długoterminowym okresom, dywidendom i jakości zarządzania, nie wierzą w możliwości uzyskiwania za pomocą A.T. zysków na giełdzie. To zupełnie inny świat, skoncentrowany na analizie bilansów, perspektyw biznesowych i realnej sferze działalności firm. Analiza techniczna jawi się w ich wyobraźni jako fanaberia, naiwne dziwactwo, wybryk nadmiernej wyobraźni i poszukiwanie łatwych lecz niemożliwych do uzyskania odpowiedzi w praktykowaniu voodoo. Czymś co trzeba czasem głośno napiętnować, wyszydzić, co najwyżej z obrzydzeniem tolerować. Autor cytowanych słów nie jest może jakimś szczególnie zjadliwym krytykiem AT, niemniej jednak wskazuje swoje preferencje w ten właśnie sposób jak w cytacie.

Kolejne argumenty pochodzą ode mnie i albo są pochodną powyższego albo wskazują na pewne inne słabości A.T. (choć nie przestaję być jej zdeklarowanym zwolennikiem).

Argument nr 2

Naukowo ogromnie trudno udowodnić skuteczność całej A.T. jako metody decyzyjnej. Ale dodajmy, że to samo dotyczy Analizy fundamentalnej. Akademia i świat finansów skłonne są jednak uznać rynek za nieefektywny w formie półsilnej skoro Buffett i wielu innych celebrytów tradycyjnego inwestowania potrafi generować zyski powyżej rynkowej średniej. Nie jest to więc dowód wprost, ale praktyczne potwierdzenie w sposób pośredni. Idąc jednak dalej trzeba podkreślić, że w zasadzie i AF i AT są praktykowane w ogromnej większości przypadków w sposób intuicyjny, dyskrecjonalny. W takim razie wiele zależy od samego inwestora i jego umiejętności a nie samych narzędzi, które pełnią jedynie rolę pomocniczą. Wszelkie porównania tracą więc sens na rzecz rankingu samych wyników inwestowania. O ile więc wśród celebryckiej czołówki znajdziemy stosujących klasyczne metody inwestycyjne, o tyle praktyków uzyskujący poważne wyniki za pomocą strategii technicznych napotkamy co najwyżej w branżowej prasie i literaturze. A.T. ma więc pecha, że nie istnieje w mainstreamie, w takim razie stanowi swego rodzaju margines. Nawet pomimo tego, że uczelnie biznesowe wciągnęły ją do listy przedmiotów wykładanych.

Argument nr 3

Istnieje w tym środowisku jeszcze coś, co powoduje, że sam odwracam głowę „i oddalam się”. Nazywam to analizą sytuacyjną choć wygląda jak typowy charting (z angielskiego: obrazowanie na wykresie). Nakładanie na ciągi kursów stosu przypadkowych często wskaźników, linii, dorysowywanie formacji a potem próba określenia dalszego kierunku ma bowiem znikomą wartość informacyjną, praktyczną i predykcyjną. W każdej chwili można bowiem tak dobrać narzędzia by uzasadnić dowolny kierunek obecnego i przyszłego trendu – to po pierwsze.

Po wtóre – końcowy rezultat w analizie decyzyjnej, która jest skuteczna, to zysk jako produkt zarządzania ryzykiem. A tego zwykle na tych wykresach sytuacyjnych brak.

Po trzecie – tego rodzaju wykresologia jest jedynie wycinkiem całości, incydentem, pojedynczym zdarzeniem, które nie ma większego znaczenia dla całości procesu w oczach odbiorcy. Wprowadza jednak pewną umowność, jakiś rodzaj symboliki, którą rozumieją czytelnicy i analityk, co umożliwia interakcje i uruchomienie procesu myślowego a także inspiracje czy konfrontacje.

Po czwarte – te same elementy na wykresie generują różne zachowania inwestujących zarówno w kontekście otwierania jak i zamykania pozycji. Wieloznaczność nie sprzyja konsensusowi i zbliżeniu do zobiektywizowania reguł działania, a co za tym idzie także ustaleniu praktycznej skuteczności poszczególnych narzędzi. Poza niektórymi strategiami, które da się zapisać w sposób ilościowy i przetestować.

Po piąte – często sam analizujący nie zna prawdopodobieństw skutecznego działania tego co nanosi na wykres, nie zawsze więc niesie to jakąś realną wartość, może natomiast wprowadzać nieco w błąd odnośnie skuteczności mniej doświadczonych adeptów inwestowania technicznego.

Po szóste – papier jest cierpliwy i zniesie wszystko. Rysujący nie jest rozliczany za swoją obecną i przeszłą produkcję więc nie musi się ograniczać w wyobraźni. Czytający natomiast jest rozliczany przez rynek z tego co postanowi.

Argument nr 4

Zatytułowałbym go krótkim „don’t try it at home”. Co znaczyłoby mniej więcej tyle: o ile nie rozumiesz roli prawdopodobieństw, statystycznej przewagi, działań na ryzyku i wielkości pozycji, losowości a także realnych mechanizmów skuteczności oraz roli Analizy technicznej, nie próbuj jej na swoich pieniądzach. To nie jest samograj, który z niczego wyczarowuje zyskowne transakcje. I miej się na baczności, jeśli ktoś ci pokazuje cały ten kramik w pełnej krasie, wspomagając się poetyckimi nazwami. Nigdy nie wiesz czy ów posiada pełną wiedzę jak wyżej na temat działania A.T., albo czy przynajmniej potrafi ci uzasadnić rolę tych narzędzi w procesie decyzyjnym i uzyskiwaniu pozytywnych wyników. Nie mówiąc o tym, czy sam potrafi to na swoich pieniądzach skutecznie wykorzystać.

–kat—

[Głosów:24    Średnia:3.7/5]

5 Komentarzy

  1. astanczak

    > nie próbuj jej na swoich pieniądzach

    To na czym mam próbować? Na guzikach od starej koszuli? Napiszę polemikę do tego, bo latasz w stratosferze abstrakcji.

  2. investor_ts

    “To na czym mam próbować?”

    Na cudzych pieniądzach.

    Ja oddalam się kiedy ktoś:
    (i) wspomina wykresy,
    (ii) używa terminu “prawdopodobieństwo”. 😉

  3. kathay (Post autora)

    @Adam
    Guziki to dobry wstęp, tak jak kiedyś poker na zapałki.
    Napisano dziesiątki książek i tysiące artykułów o AT a czytający je jak
    tracili tak tracą. Z przyjemnością poczytam nieabstrakcyjną polemikę, która to wyjaśni w inny sposób:)

  4. kathay (Post autora)

    @investor_ts

    Co proponowałbyś w zamian za (i) oraz (ii) ?

  5. investor_ts

    @kathay

    (i) Z grubsza twój argument 3. Myślę, że kosmicznym nieporozumieniem jest utożsamienie analizy technicznej z wykresologią. Naiwna wiara w moc sprawczą kreski narysowanej na wykresie nieustannie mnie zadziwia. Proponowałbym więcej algebry a mniej geometrii ;).

    (ii) Termin “prawdopodobieństwo” jest dla mnie w pewnych kontekstach niejasny. Jeżeli ktoś mówi o prawdopodobieństwie w odniesieniu do giełdy, to nie wiem jaki jest sens takiej wypowiedzi. Oczywiście mogę dopytać autora, co ma na myśli mówiąc to, co mówi. Ale gdy mówi to ekspert w telewizorze pozostaje mi wyłączyć telewizor i oddalić się.

    Z niecierpliwością czekam na polemikę Adama, bo przyznam, że dla mnie spekulacja polega w dużym stopniu na abstrakcji 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *