Z lekkim poślizgiem domykam temat uśredniania, w ostatniej części obiecałem przedstawić własny punkt widzenia.
Kiedy niezamknięta w porę pozycja w danej spółce giełdowej przyniesie trwałą stratę całości ulokowanego w jej udziały kapitału? Oczywiście jeśli dojdzie do bankructwa. Lub utratę niemal całości jeśli spadek ceny spowoduje przejście papierów do stanu ?śmieciowego” – kurs krąży w pobliżu zera bez nadziei na poprawę. Wystarczająco wczesne rozszyfrowanie lotu nurkowego spółki w kierunku bankructwa rzadko jest możliwe. Dla technika stop, jako metoda ochrony kapitału, powinien być rzeczą nadrzędną, po to został wymyślony jako nieodłączny element Analizy Technicznej, która nie dorobiła się jeszcze narzędzia określającego potencjalne bankructwo. Zresztą analiza fundamentalna, inwestowanie w przyszłą wartość, również nie, choć jest temu bliższa, ale i ona wykształciła mechanizm obronny podobny do stopa. Proszę bardzo – Buffett zredukował nie tak dawno stratną pozycję w Conoco Phillips gdy przyznał się, że zakup ten był błędem. Choć w tym wypadku pewnie bardziej sama cena była pomyłką, a nie cała inwestycja.
Czy mamy rację aktywując stopy? Czasami tak – ktoś nie myli się w 50% przypadków, inny w 80%, niemal nikt w 100%. Gdybyśmy mieli rację zawsze, inwestowanie byłoby bardzo lukratywnym zajęciem. Stop to tylko mechanizm obronny zastępujący ?rację”. Brak respektu dla stopa oznacza złamanie reguł obrony podstawowego składnika inwestycyjnego- kapitału. W Analizie Technicznej i tradingu systemowym ochrona pozycji jest przypisana w zasadzie do niemal wszystkich narzędzi i zwykle nie pozostaje za wiele miejsca na wielopoziomowe skalowanie po niższych cenach. Tu raczej dobudowywanie powinno odbywać się przy ruchu w obranym przez nas kierunku. Natomiast ignorowanie stopów zaprzecza kanonom stworzonym przez oba te rodzaje metod podejmowania decyzji. W literaturze trudno doszukać się zasad typu ?otwórz pozycję po wybiciu z danej formacji a potem jakoś kombinuj”.
Założenia Analizy Fundamentalnej, inwestowania portfelowego czy uznaniowego, szczególnie w długim terminie, przewidują dość szerokie zakresy negatywnych wahań kursu, które nie przekreślają początkowego motywu zawarcia transakcji zakupu. Jeśli spada cały szeroki rynek w ramach korekty czy rzeczywistej bessy albo jednorazowego zdarzenia negatywnego, szanse, że to początek totalnego bankructwa rynku są małe. O ile zadecydowaliśmy, że jakiś poziom kursu jest już na tyle atrakcyjny, z określonych powodów, by wejść w dane papiery- nie warto wystrzeliwać się z całej gotówki od razu. Mechanizm uśredniania ma niewątpliwą zaletę matematyczną – w przypadku dalszych spadków obniża pułap nabycia pełnej pozycji, dając przy tym pewien psychiczny komfort i większe pole manewrów. Stare powiedzenie mówi: skoro lubiłeś akcje tej spółki po 30$ to powinieneś lubić je jeszcze bardziej po 20$ a po 10$ wręcz uwielbiać. Jeśli za pomocą kolejnych zakupów po niższych cenach skalujemy pełną, założoną uprzednio pozycję, szczególnie jeśli kapitał inwestycyjny powiększa nam się w międzyczasie, mamy do czynienia z całkowicie racjonalnym działaniem, to jak najbardziej pozytywny aspekt czegoś co nazywamy uśrednianiem. Jeśli spółka ma zbankrutować to zapłacimy za owo bankructwo niższą cenę. Również ewentualna strata będzie niższa jeśli zechcemy ją jednak zrealizować z jakichś powodów.
Problem w tym, że umiejętne zastosowanie pomniejszania średniej ceny nie zawsze jest możliwe. Jeśli po zakupie pierwszej transzy kurs rośnie, uśredniać można już tylko w górę. Uśrednianie w dół w zasadzie wychodzi więc najpełniej przy sporych korektach lub bessach ale te ostatnie to wydarzenie jednorazowe w skali wieloletniej i zwykle przekracza wyobrażenia inwestorów o możliwym zasięgu spadków. Ciekawa może wydać się odpowiedź na następujące pytanie: skąd się biorą największe straty inwestorów akcyjnych? Częściowo tylko z
(a) bankructw, częściej
(b) ze zbyt późno realizowanych stopów na rosnących, poza granice bólu lub racjonalności, stratach lub
(c) z powodu utraty przez spółkę efektu wzrostowego w relacji do kursu jej nabycia (np. akcje nabyte po 50 zł, następnie spadek do 10 zł i pozostanie w tych okolicach przez lata)- strata robi się nie do wytrzymania psychicznie dla mniej odpornych inwestorów, więc zostaje zrealizowana.
W przypadkach (b) i (c) skalowanie całej pozycji w postaci uśredniania ceny w dół matematycznie i psychologicznie przynosi przynajmniej częściowo pozytywny efekt.
Ale częsty scenariusz wygląda tak, że zakup pozycji początkowej dokonuje się za pełną planowaną wartość a gdy kurs spada – uśrednianie jest de facto piramidowaniem ryzyka czyli powiększaniem pozycji ponad początkowe założenie, czemu towarzyszy postępujące szybciej obsunięcie kapitału poza lub na granice bólu. Rynek akcji jest jak określiłem to wcześniej (lub właściwie mówiąc – był do tej pory) miłosierny – nowe hossy przykrywały stare błędy. Bez stosowania stopów pozostaje więc kwestia wytrwania w bólu, jest to więc problem w znacznym stopniu mentalny i sprowadza się do wariantów (b) i (c) wspomnianych wyżej. Trzeba jednak nazwać rzeczy po imieniu – takie ryzyko to igranie z ogniem, w przypadku gdzie w grę wchodzi lewar – igranie nad beczką prochu.
Dla uśredniania z użyciem stopów czy bez, większość wariantów przebiegu całkowitych obsunięć kapitału da się ułożyć w tablice z użyciem jako zmiennych wszelkich potencjalnych kursów i odpowiadającym im zanurzeniom w stratach. De facto można w ten sposób ułożyć niemal kompletną, hipotetyczną strategię, bez użycia jakichkolwiek analiz – po prostu kupno pozycji determinowane tylko spadkiem cen. A to jest już właśnie bliskie opisywanemu wcześniej DCA i VCA (ze wszelkimi możliwymi wariantami). W ich przypadku zakładanie stopa jest w ogóle nie przewidziane a zidentyfikowanie potencjalnych bankrutów niemal niemożliwe bez śledzenia losów spółek. Problemem staje się też zoptymalizowanie docelowej wielości pozycji gdyż nie jest nigdy możliwe wyliczenie potencjalnych zasięgów czasowego obsunięcia kapitału a co za tym idzie – zanurzenia nie przekraczającego progu bólu. Nie ma więc dobrego przepisu obliczenia na jak dużą pozycję uśrednianą można sobie potencjalnie pozwolić. Nawet znając własny, hipotetyczny próg bólu, możemy się przeliczyć lub też zostać zmuszonym do likwidacji zaangażowania z innych przyczyn, w tym losowych. Nie jest to więc recepta na zysk z umiarkowanym ryzykiem. Tylko przez przekorę można spytać – ale czy jest nim inwestycja w fundusz ze spadkiem okresowym typu 60% … ?
—*Kat*—


Dodaj komentarz