Coroczny list Warrena Buffeta (W.B.) do akcjonariuszy, legenda epistolografii finansowej, przeczytałem po raz pierwszy co do przecinka podczas ostatniego weekendu. Po to by zaspokoić swoją ciekawość odnośnie dwóch spraw i jedną zostać zaskoczony.
Zacznijmy od ostatniej. Buffett jest wyrocznią ale nie nieomylną. Myślałem, że będzie ponownie przepraszał za derywaty a tu niespodzianka! Kilka miliardów kosztowało posiadaczy akcji Berkshire Hathaway przygoda W.B. z Conoco Phillips, teksańską firmą znaną chyba głownie z rafinerii naftowych. To naprawdę zdumiewające, że Buffett dał się urzec zeszłorocznej hossie na rynku ropy i nie rozszyfrował jej spekulacyjnego charakteru. Niemal przy cenowych maksimach uwierzył, że to długofalowy trend i skupował Conoco. Dziś, jak sam przyznaje, wybór momentu rozpoczęcia tej akumulacji był fatalny. Nadal wierzy, że ceny ropy i gazu będą w dalszym ciągu wznosiły się ale nie widzi nadziei na proporcjonalny do swoich oczekiwań wzrost cen akcji rzeczonej spółki. Cóż, ?wartość” jak widać ma niejedno i to subiektywne oblicze. Nie mam jednak zamiaru dołączać do chóru szyderców, po fakcie zawsze wszystko wydaje się proste i oczywiste. Przypomnę tylko, że Conoco było jedną ze spółek, której Buffett pozbywał się w 4 kwartale 2008, o czym wspominałem kilkanaście dni temu na blogu.
Druga ze znaczących pomyłek, ale nieco tańsza, to zakup 2 małych, irlandzkich banków, które wydawały mu się, jak sam to określił, bardzo tanie. Wydane na nie 244 miliony dolarów skurczyły się o 89% na zamknięcie roku w bilansach a kursy nadal spadały! W piekielnym dla banków roku nie dziwi nic. ?Tani” to nie jest moja ulubiona kategoria wyceny, tym bardziej teraz gdy czytam, że sam Buffett może się w ocenie taniości pomylić. Zrobił odpisy w książkach i prawdopodobnie nadal tkwią obaj pechowcy w portfelu w oczekiwaniu na lepsze czasy.
O ile wyprzedaż Conoco była swego rodzaju stop lossem o tyle redukcje Johnson & Johnson oraz Procter & Gamble, o których wspominałem w niedawnym wpisie, stały się koniecznością, jak domniemywałem, co się zresztą potwierdziło. Uwolniona gotówka poszła na sponsorowanie słynnej akcji ratunkowej Goldman Sachs (ku rozpaczy pewnie naszego złotego) oraz General Electric a także przy okazji Wrigley. Na papiery dłużne o stałym dochodzie tych firm poszło 14,5 miliarda US$. Jak przyznaje Buffett ciężko mu było rozstać się z akcjami ale spokojny sen i głęboka potrzeba utrzymywania rezerw gotówkowych były silniejsze. Zdaje się, że to było jak ?ruch poświęcenia” na szachownicy, który mu inwestorzy zapewne wybaczą – uratował jedne firmy tanim kosztem kilkuprocentowych spadków na innych.
Najwięcej nieporozumień ze strony akcjonariuszy, problemów z wycenami i błędnych komentarzy w mediach rodzą tematy związane z derywatami, które również opisywałem kilka tygodni temu. Trzeba przyznać, że ich wyjaśnienie w liście wygląda bardzo przejrzyście i przystępnie.
Wprawdzie nie pada wyznanie, kto i na jakich warunkach stoi po drugiej stronie wystawionych przez niego mega opcji put o nominale 37 mld US$ ale przyznał, że wystawione zostały one na 4 indeksy: S&P 500, FTSE 100 , Euro Stoxx 50 i Nikkei 225. Buffett zarobi na nich tylko wtedy, gdy poziomy tych indeksów za 10 do 20 lat będą wyższe niż w momencie otwarcia opcji ok. 2 lat temu. Jak sam przyznaje w liście -on bardzo głęboko wierzy, że światowa gospodarka a wraz z nią giełdy będą wzrastały po krótkiej przerwie tak jak robiły to przez dziesięciolecia. Póki co spadki na giełdach spowodowały, że teoretyczna strata z tego tytułu wynosiła na koniec roku 10 mld US$, co zostało wycenione i zaksięgowane zgodnie z formułą Black-Scholesa, ale jest to na razie strata jedynie wirtualna gdyż w przeciwieństwie do opcji, zżerających nasze firmy, tu druga strona nie wymaga żadnych zabezpieczeń ani rozliczeń przed wygaśnięciem. W.B. ma natomiast do dyspozycji ponad 4 mld US$ zainkasowanej premii, którą spodziewa się pomnożyć do czasu zamknięcia opcji i ewentualnie przejąć ją w całości jeśli wygra ?zakład”.
Przy okazji Buffett opisuje słabości wyceny metodą Black-Scholesa i dorzuca jeszcze kilka argumentów, z powodu których tak nie cierpi derywatów – zaciemniają bilanse firm (święta prawda, patrząc na nasz grajdołek) a przy tym przez długi okres stawiają strony w przymusie konieczności rozliczenia zobowiązań, co czasem generuje efekt domina jak w przypadku Lehman Brothers (w przeciwieństwie do akcji gdzie po 3 dniach pojawia się gotówka a strony transakcji się rozchodzą).
I co ciekawe – nie przeszkadzało to Berkshire być stroną w łącznie 251 derywatach różnej klasy! Wyjaśnienie tego zabrało w liście jedno powalające zdanie, które postaram się w miarę wiernie przetłumaczyć a dla którego warto było przeczytać 22 strony:
?Odpowiedź jest prosta: wierzę, że każdy kontrakt, który posiadamy, został nieprawidłowo wyceniony [przez drugą stronę] już w momencie wystawienia, czasem dramatycznie nieprawidłowo”
Swój człowiek, czyż nie dlatego i my bawimy się w derywaty? 🙂
—*Kat*—


Dodaj komentarz