Mam na swoim koncie emerytalnym w jednym z Powszechnych Towarzystw Emerytalnych zgromadzoną przez ponad 10 lat relatywnie sympatyczną kwotę około 40 000 złotych (pomijam już to, że gdybym sam odkładał na rachunek bankowy, to kwota byłaby zbliżona). Według oficjalnych informacji dostępnych choćby na stronach KNF jakieś 49% tej kwoty fundusz przeze mnie posiadany ma ulokowane w dłużnych papierach Skarbu Państwa, czyli obligacjach i bonach skarbowych.
No i czytam sobie dziś rano taką myśl
„W rządowych gabinetach rozważa się także przesunięcie już zebranych aktywów z OFE do ZUS. Chodzi konkretnie o część zainwestowaną w obligacje. Ta część, która jest na giełdzie, zostałaby nienaruszona.”
I ja rozumiem, że to jest tekst dziennikarski, i że nie ma konkretnego odpowiedzialnego za ten fragment – jest tylko niczym tajemniczy Don Pedro z Krainy Deszczowców – „nasz rozmówca”.
Ale jeśli, coś takiego rzeczywiście padło i jest rozważane, to właśnie mamy „wariant cypryjski 2.0”, który po realizacji będzie znany jako „wariant polski”. Z tym, że na Cyprze ograniczono się psychologią społeczną i zrozumiano, że poniżej 10% to nie boli – w końcu z jakichś powodów sklepy ustawiają ceny w stylu 9,99. U nas nikt się nie przejmuje takimi błahostkami od początku istnienia OFE i właśnie chce zajumać z kont należących do obywateli (dobra żartuję) blisko połowę kasy.
Mało kto pamięta pierwszy skok na kasę jakim były prowizje płacone przez nas – przekraczające 10 procent (jeden z funduszy chciał się szarpnąć na 15%). Przypomnę teraz, wówczas inflacja była na poziomie ok. 3%. Cały czas nie mogłem zrozumieć swoim małym rozumkiem, czemu nikt tego nie zauważa. Opłata dystrybucyjna (tzw. upfront fee) to opłata, którą w świecie funduszy inwestycyjnych wynagradza się agentów/sprzedawców za pozyskanie nowego klienta.
Nasz oligopol, jakim od początku były OFE – ustalił maksymalną (i ściśle się tego maksimum trzymał) opłatę dystrybucyjną w OBOWIĄZKOWYM programie, na poziomie kilkukrotnie wyższym od inflacji.
A później wszyscy się dziwili, że to się nie klei. Wszyscy z wyjątkiem przedstawicieli PTE, a zwłaszcza mojej ulubionej Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych (prowadzonej jeszcze do niedawna przez panią Ewę Lewicką).
Pozwolę sobie zacytować Paula Woolleya, byłego zarządzającego i ekonomistę Międzynarodowego Funduszu Walutowego –
„nasze rynki finansowe działają efektywnie tylko wówczas, gdy są w stanie skierować kapitał zwykłych inwestorów wprost do kieszeni tzw, ”agentów” i różnego rodzaju pośredników”.
A skoro już cytujemy różne osoby z branży:
„Stworzenie OFE było fundamentalnym błędem reformy emerytalnej. Dlatego popieram wszystkie nierewolucyjne działania zmierzające do naprawy systemu. Jestem za dalszym obniżaniem składki”
Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75478,13668967,Kasa_w_OFE_znowu_kusi.html#BoxSlotIIMT#ixzz2PNnleu8j
To słowa Bogusława Grabowskiego – dziś członka Rady Gospodarczej przy premierze
W 2004 roku był prezesem zarządu PTE Skarbiec Emerytura – jednego z OFE.
Hmmm.
Logiki w szkołach średnich za dużo już nie uczą. Poziom matmy na maturze sprowadza się do następujących pytań:
Nie ma się chyba co dziwić, że w zasadzie logicznych pytań nie stawiają ani dziennikarze, ani obywatele.
Wyżywił się system, a my wciąż jesteśmy golasami i zastanawiamy się „co poszło nie tak? Cudownie. Na Cyprze chociaż jest ciepło.
Założyłem się na początku wprowadzania reformy emerytalnej ze znajomym, że nasz system emerytalny nie przetrwa w takim kształcie 10 lat. Przegrałem zakład. Miałem na myśli, że do ludzi dotrze, jak bardzo są skubani i OFE zostaną zmuszone do „urealnienia” opłat. Myliłem się. Najpierw nas przystrzyżono, a teraz obcina się głowy.
Ahhh. Pamiętacie może Państwo, jak OFE (głównie IGTE) walczyły o nieobniżanie prowizji. Przedstawiciele Izby coś mówili o wystąpieniu do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, że niby nie zmienia się reguł w czasie gry. No cóż.
***
Od pięciu lat przypominam konsekwentnie tę rozmowę:
http://www.bankier.pl/wiadomosc/Idzcie-na-calosc-1792509.html
„W Chile ludzie oszczędzają wszystko na prywatnym rachunku i żaden polityk nie może tknąć tych pieniędzy. W Polsce wciąż w wielkim stopniu o oszczędnościach obywateli decyduje państwo. Nie ufam politykom… Dlatego wolę swój rachunek – widzę moje pieniądze i mogę o nich decydować. Wiem również, że są one moją, i tylko moją własnością.”
” tak naprawdę któregoś dnia jakiś polityk może przyjść i powiedzieć, że kraj ma problemy i tyle obchodzi go [tu José Piñera zaczyna drzeć kartkę na strzępy], co jest zapisane. Wtedy okaże się, że rachunek ma wartość papieru, na jakim został zapisany.”


