Chciałbym wrócić na chwilę do tekstu Grzegorza Zalewskiego, który przywołał na blogach bossy analizę rynku złota, która – nie mam wątpliwości – jest wynikiem zwyżek cen kruszcu oraz kilku analiz światowych prognozujących uncję po 2500 dolarów. W istocie argumenty w takich tekstach są najczęściej te same – słabość dolara i obawy inflacyjne. Jednak nie chcę polemizować z wycenami, ani argumentami. Interesuje mnie bardziej pewien schemat w myśleniu o złocie, który pojawia się zawsze – no może więcej niż często – w omówieniach tego rynku, gdy zachęca się do inwestowania w instrumenty z nim powiązane.
Większość analityków i marketingowców zajmujących się promocją rynku złota wpada w pułapkę napisania o złocie, jako narzędziu przechowywania bogactwa. Właściwie trudno znaleźć tekst, który nie odwoływał się do schematu ?złoto od zawsze było postrzegane, jako pewne źródło ochrony kapitału i bezpieczeństwa”. Gdy jednak spojrzy się na historię złota i ludzi owładniętych jego blaskiem, to doświadczenia są zgoła inne. Większość legend i podań mówi, iż złoto prowadziło ludzi do upadku.
Peter L. Bernstein w książce „Historia Złota. Dzieje obsesji” daje wiele przykładów takich upadków – ludzi realnych i postaci mitycznych. W kontekście poniższych uwag spodobał mi się zwłaszcza jeden fragment, w którym Bernstein stawia tezę, iż złoto ?odzwierciedla uniwersalne dążenie do życia wiecznego, ostateczną pewność i ucieczkę przed niebezpieczeństwem”. Jednak – powiada dalej Bernstein – ?nawet złoto nie może zaspokoić tego pragnienia”. Zastanówcie się Państwo, czy marketing nie gra na tym pragnieniu i pokusie znalezienia w złocie przysłowiowego – nomen omen – złotego Grala.
W jednej z notek poświęconej rynkowi złota pisałem, iż w Indiach złoto ma swoje święto i jego symbolikę można porównać do zielonej choinki w Polsce, którą stawiamy w nadziei na życie wieczne i cykl odrodzenia po zimowych ciemnościach. Nie ma wątpliwości, iż poddajemy się tu jakiemuś pogańskiemu pierwiastkowi, który kazał papieżom ustanowić Boże Narodzenie w okresie zimowego przesilenia, kiedy noc robiła się wreszcie krótsza. Znów zadajcie sobie pytanie, czy w blasku złota nie widzicie nadziei na jakieś pewne i nieprzemijające wartości materialne oraz duchowe i czy ten blask nie przesłania wam innych faktów.
Poddanie się blaskowi złota może być zgubne. Przekonali się o tym inwestujący w złoto w latach 80 XX wieku. Wówczas złoto pięło się w górę praktycznie nieprzerwanie od stu lat i wydawało się, że nic nie będzie wstanie równać się z inwestycji w złoto. Bernstein powiada, iż średnioroczny zwrot z inwestycji w złoto na przestrzeni 20 lat do roku 1980 zbliżał się do 30 procent. W takim kontekście doprawdy nie sposób podejmować żadnej działalności gospodarczej, która mogłaby równać się z inwestycjami w złoto.
A jednak po roku 1980 złoto przeceniło się dynamicznie i wielu nawet dużych graczy na rynku zostało ze stratami w miejscu nadziei, jak np. (cytat za Bernsteinem) system emerytalny stanu Alaska, który dwa razy w roku 1980 wchodził po długiej stronie rynku – po 651 dolarów i 575 dolarów – by w trzy lata później sprzedać całość po 414 dolarów za uncję. Jak widać niegdysiejszy stan słynący z gorączki złota w XIX wieku uległ jej drugi raz w końcówce wieku XX. Tym razem na poziomie instytucjonalnym.
Warto pamiętać o tych doświadczeniach z przeszłości. Izolując przeszłość od teraźniejszości trzeba dosłownie wbić sobie do głowy jedną prawdę – złoto nie da bezpieczeństwa. Bez prognozowania przyszłości i zgadywania, jak zachowa się ono w kontekście kondycji dolara, już dziś wiadomo, że im więcej złota w portfelu, tym mniejsza dywersyfikacja i większe ryzyko straty. Im większe ryzyko straty z portfela, tym większy ból w przyszłości. To jest prawda rynkowa, na którą warto postawić a nie na miraże bezpieczeństwa oparte o jakieś wspólne wyobrażenia z przeszłości.
Podsumowując emocjonalne uwagi chciałbym uwrażliwić Państwa na roztaczane przed Wami w oparciu o historyczne bajki fatamorgany. Kiedy ktoś Wam proponuje inwestycję w złoto, to nie pozwólcie oddzielić go od całego obrazu Waszych inwestycji. Złoto musi zostać tylko inwestycją. Patrzcie na nie w kontekście całego karnetu, który oferują wam sprzedawcy i absolutnie nie przekraczajcie progów rozsądku i zasad, które stosujecie na rynkach akcji. To musi być asset a nie marzenie.
Bernstein zaczyna swoją książkę anegdotą, którą warto przytoczyć w całości, bo dobrze podsumuje powyższe uwagi. Pewien człowiek podróżował statkiem z całym swoim majątkiem, którym był worek złotych monet. W trakcie podróży pojawiło się wezwanie do opuszczenia statku a nasz bohater przywiązał worek złota do pasa i wyskoczył za burtę z wiadomym finałem. W języku giełdowym powiedzielibyśmy, iż jego ekspozycja na rynku złota była za duża i pociągnęła go na dno.




Dodaj komentarz