Stephen Hawking – astrofizyk, kosmolog, jeden z najbardziej znaczących naukowców na świecie. Od czasów studenckich choruje na stwardnienie zanikowe boczne, co skutkowało postępującym coraz bardziej paraliżem.
Rick Hoyt – absolwent pedagogiki specjalnej na uniwersytetu w Bostonie, konsultant zespołu inżynierów pracujących nad programem i urządzeniem umożliwiającym niepełnosprawnym porozumiewanie się za pomocą gałek ocznych. Od urodzenia choruje na czterokończynowe porażenie mózgowe.
Temple Grandin – doktor nauk biologicznych na uniwersytecie w Kolorado. W wieku dwóch lat zdiagnozowano u niej autyzm. Z wyjątkiem Hawkinga, który zachorował już w wieku dorosłym, zarówno Hoyt, jak i Grandin ze swoimi chorobami borykali od dzieciństwa. W przypadku obojga specjaliści orzekali, że należy oddać ich do specjalistycznych placówek (Hoyt – początek lat ’70, Grandin lata ‘60). Kilkadziesiąt lat temu nasza wiedza o pewnych zaburzeniach była mocno ograniczona. „Inny”, „niepełnosprawny” oznaczało obciążenie dla społeczeństwa i najlepszym rozwiązaniem było przeniesienie go poza nawias tego społeczeństwa.
Dzięki determinacji własnej oraz swoich rodziców, ta dwójka (jak i wielu innych mniej znanych) wywalczyła zmiany dzięki, którym świat inaczej patrzy na osoby z zaburzeniami rozwoju. Stały się one częścią naszego otoczenia. I nagle się okazało, że ich umiejętności, postrzeganie świata są równie ważne, jak „zwykłych” ludzi.
Temple Grandin dokonała przełomowych zmian w traktowaniu zwierząt na farmach, dzięki swojemu odmiennemu postrzeganiu świata i pokazania go innym. Ojciec Ricka Hoyta zaangażował się w faktyczne realizowanie w USA zapisów Ustawy nr 766 (podpisanej w 1972) roku, której celem było zapewnienie każdemu niepełnosprawnemu dziecku w wieku 3-21 lat bezpłatnej nauki w szkole publicznej, bez obaw o izolację tych dzieci. Choć realizacja tych zapisów nie przebiegała łatwo – opór społeczny był spory – dzięki takim działaniom niepełnosprawni i osoby z zaburzeniami funkcjonują w społeczeństwie – uczą się, studiują, pracują.
W najbliższych tygodniach na rynku ukaże się książka „Inne, ale nie gorsze. O dzieciach z autyzmem opowiadają rodzice” (wyd. Linia) – jest to siedem rozmów z rodzicami dzieci z zaburzeniami ze spektrum autyzmu. Niemal każdy z rozmówców porusza wątek niskiej wiedzy naszego społeczeństwa o tego rodzaju zaburzeniach i równoczesny strach ludzi przed odmiennością. I niemal w każdej widoczna jest determinacja rodzica, żeby to zmienić. Jedna z rozmówczyń pisze: „Pamiętam mój wyjazd do Holandii pod koniec lat osiemdziesiątych. Odniosłam wrażenie, że rodzi się tam mnóstwo ludzi z zespołem Downa. Byli w sklepach, w parkach, robili samodzielnie zakupy. Nikogo to nie dziwiło. Jedyną osobą oglądającą się za nimi byłam ja. Od tamtego czasu minęło ponad dwadzieścia lat, a nas ciągle zaskakuje widok człowieka na wózku w teatrze, w kinie, w sklepie. Odwracamy oczy albo zerkamy ukradkiem, jakby nietaktem było spotkać się wzrokiem z „innym”.”
Inni są wciąż na marginesie, choć to systematycznie się zmienia (w dużej mierze dzięki działaniom rodziców) – edukacja integracyjna (włączająca) choć jeszcze ma wiele ułomności, zaczęła być traktowana jako coś naturalnego. Dzięki obecności w codziennym życiu dzieciaków z niepełnosprawnościami, zaburzeniami, inne dzieci uczą się traktować je jako zwykłe osoby. Być może za kilka lat, nie będą się odwracały za nimi na ulicy, jak za czymś nietypowym.
Tymczasem w najnowszej Gazecie Wyborczej pojawił się materiał, z którego wynika, że władze Krakowa próbują przekonywać rodziców by rezygnowali z klas integracyjnych w szkołach na rzecz szkół specjalnych. „Powołują się na opinię dr. Macieja Pileckiego, kierownika Kliniki Psychiatrii Dzieci i Młodzieży, który twierdzi, że wielokrotnie spotkał się z przypadkami traktowania niepełnosprawnych uczniów w klasach integracyjnych jako kozłów ofiarnych. – Bycie osobą, która ma poczucie odrzucenia i tego, że nigdy nie będzie najlepsza, jest trudnym doświadczeniem – twierdzi.”
To interesująca opinia, tylko jakoś zwolennicy takiego stanowiska nie zauważają, że szkolnictwo specjalne (w wielu wypadkach niesłychanie potrzebne) również może potęgować izolację i poczucie odrzucenia. I to nie tylko w szkole wśród rówieśników, ale już na resztę życia. Nadal pozostaniemy w sytuacji, gdy dzieci nie stykają się z odmiennością na co dzień, więc gdy po latach zobaczą taką osobę nie wiedzą jak zareagować. A z drugiej strony rówieśnicy z zaburzeniami pozbawieni kontaktów społecznych, nie mają szansy nauczyć się poprawnego funkcjonowania. I wciąż pozostaną na marginesie. Doktor Maciej Pilecki mówi również: „W wypadku dzieci upośledzonych ważniejsze jest, by nauczyły się codziennego, samodzielnego funkcjonowania, niż żeby zdobyły złożoną wiedzę z jakiegoś zakresu.” Panie doktorze, są różne rodzaje upośledzeń, ciekawa byłaby reakcja na Pana wypowiedź doktor Temple Grandin, którą ponad czterdzieści lat temu też chciano izolować. Być może mógłbym pośredniczyć w takiej rozmowie.
Oczywiście te opinie podchwycili ci urzędnicy, którzy są za zmianami, czyli de facto cofnięciem się z osiągnięciami ostatnich lat. Najzabawniejsze jednak, że cała sprawa ma o wiele prostsze dno – chodzi o kasę.
Paweł Kubicki – rzecznik uczniów niepełnosprawnych (www.wszystkojasne.waw.pl/rzecznik-uczniow-niepelnosprawnych.html), zwraca uwagę na to, że prawdopodobnie chodzi o oszczędności: „Wiele samorządów dostosowuje politykę edukacyjną do bazy oświatowej. Pewnie w Krakowie mają w szkołach specjalnych wolne miejsca. Najłatwiej oszczędzać na szkołach integracyjnych, bo w specjalnych są sztywne limity etatów”.
Podobnego zdania jest radna Marta Patena : „To typowy przykład patrzenia na potrzeby mieszkańców przez pryzmat pieniędzy i oszczędności. Zamknięcie klas integracyjnych i skumulowanie wszystkich dzieci z dysfunkcjami w szkołach specjalnych będzie dla miasta prostsze, niż prowadzenie drogich klas integracyjnych – twierdzi radna. Dodaje, że to niepokojąca tendencja, na którą i mieszkańcy, i politycy nie powinni się godzić”.
Choć pewnie, jak w wielu przypadkach cała sytuacja jest bardziej złożona, to jednak patrzenie na pewne problemy wymagające systematycznych i długoterminowych rozwiązań, poprzez pryzmat krótkoterminowych oszczędności jest niedorzeczne. W tym konkretnym przypadku oznacza cofnięcie się o kilkadziesiąt lat.
Tekst w GW: http://wyborcza.pl/1,76842,12402107,Krakow_zaprasza_do_szkol_specjalnych.html
http://krakow.gazeta.pl/krakow/1,44425,12380410,Szkoly_specjalne_lepsze_niz_klasy_integracyjne_.html

