Zapewne większość czytelników blogów bossy miała okazję przyglądać się fanfarom i oklaskom, jakie biły z mediów po ogłoszeniu planu przez polityków z Francji, Niemiec i Brukseli. Z porannych komentarzy z nieukrywaną zazdrością wpadło mi w oko jedno zdanie, które o szumie napisał znany graczom na rynku pochodnych Kamil Jaros: Jeszcze mnie oczy bolą od nagłówka na jednym z portali na temat porozumienia, jakie dzisiejszej nocy zawarto w sprawie redukcji długu Grecji oraz rozbudowania mechanizmu pomocowego.
W istocie w środku nocy czerwony tytuł na stronie znanego portalu bił po oczach lepiej niż podwójna kawa i trendy wzrostowe na parach walutowych. Niemniej, nie mogłem pozbyć się wrażenia, iż w politycznym sukcesie, jaki ogłoszono przy asyście dziennikarzy jest dawka zakłamania, które trudno wychodzi na wierzch, gdy media do spółki z politykami przykrywają jądro tego, co zrobiono w Unii Europejskiej.
Nieliczny odnotowali, iż kompromis brukselski związany jest również z brutalnym przymuszeniem banków do zaakceptowania redukcji zadłużenia dla Grecji. W istocie bankom dano wybór na poziomie negocjacji z samą Grecją, ale już teraz wiadomo, że deal jest prosty – albo umorzycie Grekom dług, albo będziecie sami musieli starać się o podniesienie kapitałów, gdybyście potrzebowali pomocy. Mówiąc w skrócie rządy przystawiły prywatnym bankom pistolety i powiedziały – my way or the highway.
Ciekawostką jest też coś innego. W tle mignęła wypowiedź Jose Manuela Barroso, iż w czasie podnoszenia kapitałów lub sięgania po pomoc banki będą zmuszane do niewypłacania dywidend i bonusów dla pracowników. Mówiąc w skrócie deal, do jakiego przymuszono banki ma też karę dla pracowników i właścicieli banków. Możliwe, że tylko ja widzę w tym teatrzyku jakąś perfidię w postaci przymuszenia do pewnych działań i jeszcze ukarania za to, że zostało się do czegoś zmuszonym.
Nie mogę też pozbyć się wrażenia, iż banki płacą karę nie za swoją rozrzutność, ale za ekscesy polityków, którzy podjęli wcześniej decyzję polityczną o przyjęciu Grecji do unii walutowej mocno uwiarygadniając rząd, który ostrożnie gospodarował prawdą, co do stanu własnej gospodarki. Ponadto, to nie banki zmuszały Greków do robienia długów i rozpasania budżetowego. W istocie banki inwestowały w jedne z najbardziej wiarygodnych papierów wartościowych, jakie były na rynku. Do 2009 roku Grecja miała wysokie ratingi między innymi dzięki obecności w uniach walutowej i politycznej.
Dziś próbuje się wmówić nam, że banki i pracownicy banków muszą ponieść karę za chciwość, pracownicy mają pracować bez premii i wykonać polecenia, które wydali politycy. Najciekawsze jest jednak to, że zakaz wypłaty dywidend, który jest niczym więcej niż populistycznym hasłem – spółki w kłopotach rzadko płacą dywidendy – w największym stopniu uderza nie w same banki, ale w akcjonariuszy banków. Nie muszę dodawać, iż będą to również fundusze emerytalne, w których obywatele zbierają pieniądze.
Nudne to i ograne, ale nie sposób inaczej. Stefan Kisielewski mawiał, że Socjalizm jest to ustrój, w którym bohatersko pokonuje się trudności nieznane w żadnym innym ustroju. Myśl, jak ulał pasuje do tego, co wydarzyło się wczoraj w Brukseli. Najpierw nawarzyliśmy piwa, zadłużaliśmy państwa, oszukiwaliśmy przy kasie a później potrzebowaliśmy kilkunastu spotkań na koszt podatnika, żeby wypracować kompromis, który pozwoli podatnikom zapłacić za łapówki, którymi ich wcześniej obdarzaliśmy. Nawet, jeśli całość jest nieco bardziej skomplikowania, nie mogę pozbyć się wrażenia, że należy inaczej stawiać akcenty.

