Środowe tąpnięcie akcji PKN Orlen wywołane spekulacjami, iż przyszły rząd za pomocą specjalnej opłaty nałożonej na spółkę chce sfinansować zamrożenie cen energii wywołał spore dawki szoku i niedowierzania. Pytanie, czy naprawdę powinniście być zaskoczeni?
Na blogach bossy wielokrotnie pisałem, że nie kupuję definicji rynku polskiego jako rynku rozwiniętego. Mocno przechylone ryzyko regulacyjne uległo poszerzeniu za sprawą częściowej nacjonalizacji wielu spółek, również giełdowych. Pochodną było coraz większe podporządkowanie biznesów firm działalności rządu, z czym osobiście nie mam problemu, bo generalnie nie mam problemu z akceptacją faktów, a jeśli jako inwestor mogę uniknąć konsekwencji tych faktów, to w czym właściwie problem? Że długookresowo rynek polski przegra konkurencję o kapitał z innymi? Nie pierwszy i nie ostatni.
Wydarzenia środy są naprawdę efektem trendu w polskiej polityce gospodarczej, a nie jakimś zaskoczeniem. Moment, w którym pierwszy raz sięgnięto w Polsce po tzw. windfall tax – zjawisko znane na świecie, ale jednak ostrożnie stosowane – był wejściem na równię pochyłą. Taki budujemy sobie w ostatnich latach model polityki gospodarczej i zbieramy adekwatne do tego modelu owoce w postaci mnożenia zadań spółkom i sięgania po pieniądze tam, gdzie nie należałoby sięgać, gdy spółka jest notowana na giełdzie.
Przypadek PKN jest o tyle ciekawy, że spółka – za sprawą polityki gospodarczej – coraz bardziej zmierzała w stronę klasycznego czebola, który zdobywały pozycje dzięki przywilejom rynkowym i powiązaniom politycznym. Znów, to nie jest wina spółek, tylko wybranego modelu gospodarczego, w którym kapitalizm zastępujemy ręcznym sterowaniem. Oczywiście, klasyczne koreańskie czebole nie operowały w kontekście ograniczeń prawa Unii Europejskiej, ale korzystały z kontaktów z klasą polityczną i klasie politycznej się odwdzięczały. Czy tego splotu też nie było widać?
Środa na giełdzie w Warszawie jest też przypomnieniem banalnego faktu, iż od wielu lat model gospodarczy, w którym GPW jest polem spotkania kapitału z przedsiębiorcami wplecionym w szerszą tkankę finansową, z takim banałem, jak np. fundusze emerytalne jest już przeszłością. Nie ma już GPW z lat 90 XX wieku i nie ma nawet GPW z pierwszej dekady XXI wieku. Mówiąc klasykiem, te czasy się skończyły. Powrót siły GPW – powtarzam to kolejny raz – wymaga powrotu idei masowej prywatyzacji, której nie ma w programie żadnej partii głównego nurtu.
Jeśli byliście zaskoczeni tym, co się wydarzyło w środę z akcjami PKN Orlen, to gdzieś popełniliście błąd w analizie otoczenia spółki. Ryzyko regulacyjne wobec polskich spółek giełdowych rośnie od lat i kolejna regulacja jest efektem trendu, a nie jakimś wyjątkiem od reguły. Polska klasa polityczna zmieni ten trend tylko pod naciskiem zewnętrznym, co zwykle oznacza kryzys finansowy i przymusowe działania naprawcze. Przy następnym zaskoczeniu na GPW zacytujcie sobie w głowie Jamesa Bonda, który na sugestie Bad luck odpowiada prostym Bad judgment!

