16 listopada 2009 r. oficjalnie udostępniliśmy naszym klientom narzędzie o znaczących możliwościach – bossafx. Myślę, że warto wyjaśnić kilka kwestii związanych z nową ofertą i odpowiedzieć na pytania, które pojawiły się wśród inwestorów.
Dla kogo FOREX?
- Dla aktywnych – żeby mieli rynek na którymś zawsze coś się dzieje.
- Dla posiadających większe portfele lub/i potrafiących zarządzać wielkością pozycji – aby dywersyfikować portfel.
- Dla posiadających aktywa niewystarczające, aby wejść na światowe rynki kontraktów – aby skorzystać z trendów na nich.
- Dla poszukujących wyrafinowanych narzędzi inwestycyjnych – aby wykorzystać je w praktyce.
- Dla wszystkich – aby mieć możliwość wyboru.
Argumentem, który nas przekonał o konieczności wprowadzenia rynku FOREX do naszej oferty była chęć zaproponowania naszym inwestorom kolejnej „wędki” obok:
– polskich akcji i kontraktów,
– kontraktów zagranicznych,
– funduszy bez prowizji.
Bez specjalnego przekonywania, która wędka jest najwygodniejsza, najłatwiejsza do użycia, najskuteczniejsza. A już na pewno bez „lukrowania rzeczywistości”, jak to prosto, tanio i przyjemnie zarabia się na rynku FOREX.
Co mamy do stracenia, a co do zyskania?
Pomimo tego, że jesteśmy pierwszym bankowym biurem oferującym platformę FX w Polsce, niektórzy z klientów pytają „dlaczego tak późno?”.
W przeciwieństwie do nowych brokerów, nie mających zbyt wiele do stracenia, DM BOŚ został obdarowany przez polskich inwestorów ogromną porcją zaufania i reputacji. To kapitał, który bardzo łatwo można roztrwonić i piekielnie trudno odzyskać. Dlatego szczególnie dla nas jest to projekt wysokiego ryzyka. Ewentualna porażka w postaci utraty zaufania naszych klientów, może przełożyć się na konkretne straty przychodów z rynku giełdowego. A przecież 1 niezadowolony klient = 10 odstraszonych.
Powyższe powody zmuszają nas wręcz do prowadzenia tego biznesu w sposób maksymalnie przejrzysty. Zdajemy sobie sprawę, że oznacza to mniejsze przychody niż osiągają niektórzy brokerzy. Zakładamy jednak, że w dłuższym terminie inwestorzy docenią wysokie standardy obsługi i przejrzystość zasad współpracy.
Potencjalny konflikt interesów
Jednym z głównych zarzutów stawianych przez inwestorów brokerom forexowym, jest występowanie konfliktu interesów. „Skoro jesteście stroną transakcji to nasza strata jest Waszym zyskiem. Będziecie więc robić wszystko, żeby nas ograbić”.
W sytuacji gdy inwestor straci, nie będą do niego trafiać żadne argumenty. Byliśmy już przecież klasyfikowani do kategorii „onych” przez sfrustrowanych graczy na giełdzie („specjalnie spowalniacie swoje systemy, gdy coś się dzieje na giełdzie, żeby puścić najpierw swoje zlecenia”). Liczba podejrzeń wzrośnie więc znacząco, gdy będziemy drugą stroną transakcji.
Właśnie dlatego chcielibyśmy przedstawić nasze argumenty przed sytuacjami „konfliktowymi”.
1. Jesteśmy tylko maleńkim ogniwem na rynkach i to nie my samodzielnie ustalamy ceny na nich. Każde większe odchylenie od cen rynkowych w ofertach przez nas podawanych, może przecież zostać wykorzystane przez samych inwestorów.
2. Pomimo tego, że zawsze jesteśmy stroną transakcji to nie zawsze strata inwestora = nasz zysk. Część pozycji zabezpieczamy u naszych dostawców płynności lub bezpośrednio na otwartych rynkach. Nasz zarobek ogranicza się wtedy tylko do kawałka spreadu i marży na punktach swapowych. Liczymy również na to, że uda nam się pozyskać większą ilość klientów. Zwiększa to możliwość „wzajemnego przymykania” pozycji, co pozwalałoby nam pozostać jedynie pośrednikiem. Może z czasem pozwoliłoby również uruchomić polski ECN?
3. Realizacja stopów klientów (szczególnie na lukach) wcale nie musi oznaczać dodatkowych zysków dla nas. Wiele będzie zależeć od pozycji klientów netto i od zastosowanego zabezpieczenia.
4. Pozostawianie niedomkniętych pozycji przez biuro nie jest spowodowane chęcią „wydojenia” klienta z kapitału. Statystyki są nieubłagane i skoro mówią, że większość traci to w przypadku niewielkich pozycji warto wziąć ryzyko na siebie.
Czy FOREX to kasyno?
Na zakończenie tego wpisu (choć nie zakończenie tego tematu) pragnę się odnieść do jeszcze jednej kwestii. Przeciwnicy tego rynku twierdzą, że inwestowanie na nim niewiele różni się od gry w kasynie. Patrząc na wyczyny niektórych jego uczestników, trudno się nie zgodzić z tą tezą. Jak bowiem nazwać „osobnika”, który korzysta z dźwigni 200:1 stawiając w jednej transakcji wszystkie swoje aktywa? Raczej nie inwestorem czy spekulantem tylko hazardzistą.
Nie można jednak potępiać w czambuł całego rynku. Chcielibyśmy, aby nasi Klienci traktowali bossafx jako narzędzie. Narzędzie, które może pomóc im spełnić swoje marzenia. Jeśli jednak będzie używane bez umiaru i rozsądnego planu to oddali te marzenia w nieznaną przyszłość.
Warto także, aby nasi klienci zdali sobie sprawę, że reklamowany (również przez nas) „dostęp do wielu rynków i handlu 24 godziny na dobę” nie spowoduje, że klient od razu stanie się bogatszy. Będzie miał większe możliwości, dostanie bardziej wyrafinowane narzędzia ale osiąganie zysków nie stanie się automatycznie łatwiejsze.
Naszym zadaniem jest stworzenie narzędzia, które będzie działało według przejrzystych zasad. Zadaniem inwestora pozostanie wykorzystać go, aby zdobyć środki do realizacji swoich marzeń. Bo przecież po to w końcu inwestujemy.

