Dwanaście lat temu w lipcu miała miejsce powódź stulecia. Objęła część Polski, Czech, Słowacji i Austrii. Powódź przeszła dwiema falami – pierwsza związana była z nasilonymi opadami deszczu w dniach 3-10 lipca, druga znacznie większa wystąpiła w dniach 18-22 lipca.
Dla uczestników rynku giełdowego powódź rozpoczęła się dopiero 11 lipca. Do tego czasu od samego początku miesiąca kursy akcji na GPW wzrastały. Na sesji 11 lipca nastąpił niewielki spadek cen, zaś dramat rozpoczął się 14 lipca. Indeks WIG spadł wówczas 2,38%, WIG20 -3,2%, WIRR (czyli dzisiejszy sWIG80) -3,6%. Choć zmiany indeksów nie wydają się wielkie, proszę pamiętać o tym, że liczba spółek była znacznie mniejsza, i w związku z tym wpływ pojedynczych akcji na zachowanie indeksów był znaczący (np. w indeksie WIRR 25% udział miało Grajewo).
Oto fragment materiału Tomka Pruska (GW) pt: ?Zalane portfele” po sesji 14 lipca:
?Inwestorzy przerażeni katastrofalną powodzią rzucili się do wyprzedaży akcji. Powódź trwa już ponad tydzień, ale dopiero wczoraj akcjonariuszy ogarnął lęk przed jej konsekwencjami. Nie czekając na oszacowanie szkód i ich wpływ na kondycję gospodarki, rozpoczęli wyprzedaż, aby ratować portfele.
W giełdowych tabelach zaroiło się od maksymalnych spadków i najniższych kursów w ciągu ostatniego roku. Potaniało ponad 70 proc. spółek. Inwestorzy podzielili spółki na dwie kategorie. Do pierwszej należą firmy, które mogą stracić na powodzi. Przykładem jest Bank Śląski – regionalny potentat na obszarze zalanym wodą potaniał o 10 proc. W drugiej jest np. Mostostal Kraków, specjalista od budowy mostów, który może zarobić na usuwaniu szkód powodziowych (podrożał o 1 proc.).
Zarząd giełdy zawiesił wczoraj bezterminowo obrót akcjami kolejnych pięciu firm: Polifarbu Wrocław, Viscoplastu, Huty Oława, Remaku oraz Górażdży. Jednak już dziś wznowiony będzie handel Remakiem i Oławą, które poinformowały, że nie ucierpiały przez powódź.
[…]
– Akcjonariusze zareagowali nerwowo, ponieważ nie wiadomo, skąd rząd weźmie pieniądze na odbudowę zalanych obszarów. Obawiają się zwiększenia deficytu budżetowego lub wprowadzenia nowych podatków – powiedział nam doradca inwestycyjny z DM Penetrator Andrzej Soczek. Jego zdaniem dużo wyjaśni środowe posiedzenie Sejmu, które może uspokoić akcjonariuszy.”
Po informacjach wyciągniętych z archiwum czas na źródło bardziej zawodne, czyli moją pamięć. To były zdaje się ostatnie wakacje, podczas których w portfelu zostawiłem aktywne pozycje spekulacyjne. Po wydarzeniach w tamtym okresie uznałem, że nie ma to sensu. Wakacje spędzałem wówczas w miejscu, w którym był problem z mediami i komunikacją. Jeśli tylko nie mylę czasu, korzystałem wówczas jeszcze z urządzenia, o którym chyba mało kto pamięta – pagera. Na pager przychodziły codzienne notowania. Z tym, że musiałem szukać takiego miejsca, żeby informacje napływały w całości i bez dziur. Najlepiej sprawdzał się słup energetyczny na wysokości około dwóch metrów.
W portfelu miałem wówczas kilka spółek. Główne ćwiczenie jakie musiałem wykonać to zastanowić się, która z nich geograficznie znajduje się na terenach zalanych. I w ogóle w jakim miejscu. Jednoznacznie tylko w przypadku Izolacji Jarocin miałem informację o siedzibie. To była jedna z tych nielicznych sytuacji, w których technik zastanawia się, że może pewne informacje fundamentalne warto znać. Choć sytuacja znacząco się różniła od obecnej. Notowanych było kilkadziesiąt spółek, z racji pracy w Gazecie Parkiet wiele z nich mniej lub bardziej znałem. Inaczej niż teraz, gdy słysząc nazwę spółki, zastanawiam się ?co-to-w-ogóle-jest-?”.
Przypominam ponadto młodszym Czytelnikom, że nie było wówczas zleceń stop, telefonów komórkowych, łatwego dostępu do sieci, czyli niemal świat Kononowicza – nie było niczego. To znaczy telefony komórkowe były – jednego operatora, z równie mizernym zasięgiem jak pager (tu zresztą nie jestem pewien, czy już wtedy nie miałem ceglanego aparatu Nortel).
Dziś taka sytuacja jest mocno ograniczona, co nie oznacza braku nerwowej reakcji jeśli sytuacja powodziowa miałaby się powtórzyć.


Dodaj komentarz