Gdybyś był pechowcem…

Gdybyś ominął dziesięć najlepszych dni na giełdzie w ostatnich latach, zarobiłbyś znacznie, znacznie mniej. Co jakiś czas spotykam tego rodzaju hasła i zestawienia w sieci. Zwykle dotyczą one indeksu S&P500 oraz wielu dekad.

Jedno z pierwszych wyszukiwań po wpisaniu odpowiedniego hasła prowadzi do strony, gdzie autor pokazuje, że w okresie 1996-2025 zainwestowane dziesięć tysięcy dolarów w indeks S&P500 wzrosłoby do stu dziewięćdziesięciu dwóch tysięcy dolarów. Ale gdybyśmy tylko przeoczyli dziesięć dni i zupełnie przypadkiem byłoby to dziesięć najlepszych dni, to nasz kapitał wzrósłby do ledwie 85 tysięcy dolarów. Różnica – 59 procent!

Robi wrażenie, prawda?

Dla inwestorów długoterminowych, zwłaszcza tych, którzy inwestują krótko, ale trafili na okres super hossy jest to jeden z częściej przywoływanych argumentów, nie tylko na rzecz pasywnego inwestowania, ale również przeciw aktywnemu inwestowaniu.

Trzeba być wyjątkowym pechowcem, żeby ominąć właśnie dziesięć najlepszych dni z tych ponad siedmiu tysięcy dni sesyjnych w okresie blisko trzydziestu lat. Ale mniejsza z tym. Zastanawia mnie jednak inna sprawa, czemu w tych zestawieniach brakuje pokazania sytuacji odwrotnej.

A co byłoby, gdybym ominął dziesięć najgorszych sesji?!

Przyzwyczaiłem się od lat do tego, że nasi komentatorzy i obserwatorzy rynków finansowych najczęściej przywołują cudze wyliczenia, symulacje i wartości, nie zawracając sobie głowy z przeniesieniem ich na grunt rodzimy. Ale nasza giełda obchodzi właśnie trzydziestopięciolecie, więc możemy śmiało wykorzystywać dane z wielu dekad do tego rodzaju zestawień.

Czas sprawdzić, jak wyglądałaby inwestycja długoterminowa w indeks WIG, również z uwzględnieniem tych skrajnych sesji.

Na początek kilka słów wyjaśnienia. Wybieram WIG, a nie WIG20, bo ten pierwszy dotyczy szerokiego rynku i uwzględnia wypłacane dywidendy. To sprawia, że jego przebieg jest bardzo podobny do WIG20TR, czyli indeksu WIG20 uwzględniającego dywidendy, na którym oparty jest ETF wprowadzony do obrotu przez BETA TFI. Fundusz istnieje od stycznia 2019, więc należy pamiętać, że mamy do czynienia tylko z symulacjami.

Indeks WIG liczony jest od kwietnia 1991 roku, ale arbitralnie przyjąłem jako początek symulacji rok 2000. Pierwsze lata GPW cechowała wyjątkowa zmienność i ze względu na specyfikę notowań indeks wielokrotnie notował skrajne wartości w latach 1993-1994. Rok 2000 wydaje się naturalną cezurą.

Pozwólmy przemówić danym. Na wykresie poniżej widać zmianę indeksu WIG od 2000 do teraz oraz zmianę tego samego indeksu po wyłączeniu dziesięciu najlepszych dni. Wynik wydaje się niesamowity. Czysty indeks – czyli metoda „kup i trzymaj” to stopa zwrotu rzędu 594 procent. WIG pozbawiony najlepszych dziesięciu sesji dał wynik niemal dwukrotnie gorszy – ledwie 301 procent.

Czyżby bezkrytyczni zwolennicy pasywnego inwestowania mieli rację? Jeśli będziesz największym na świecie pechowcem, który przypadkiem ominie te dziesięć fenomenalnych sesji, od których zależy połowa wyniku indeksu z ponad dwudziestu lat, to nie zarobisz tyle, ile podczas zwykłego trzymania i cierpliwości.

Nie dawała mi jednak spokoju jedna rzecz. Dlaczego – w imię pewnej rzetelności i uczciwości – nie trafiałem na wykresy pokazujące, co byłoby gdyby ominąć dziesięć najgorszych sesji?

Przecież, jeśli istnieją pechowcy, którym nie uda się trafić w te doskonałe sesje, to muszą istnieć również ci, którzy ominą najgorsze. Kilka chwil później w Excelu wynik się wyjaśnił.

Można chyba nawet powiedzieć, że wynik prowadzi do refleksji niekoniecznie zgodnej z oczekiwaniami zwolenników metody „kup i trzymaj”. Otóż… A w zasadzie może najpierw wykres.

Stopa zwrotu 1466 procent! Pięciokrotnie lepiej niż czysty indeks WIG.

Ktoś może teraz zapytać – czy to oznacza, że Zalewski promuje aktywne inwestowanie?

Odpowiedź jest znacznie bardziej złożona, bo osobiście uważam, że dla innego typu osób jest inwestowanie aktywne, dla innego pasywne, a często oba podejścia się łączy. Mnie najbardziej jednak zależy od lat, by uczciwie podchodzić do danych i do pewnych intelektualnych symulacji. Bo idąc tym tropem możemy sobie dalej wyłączać kolejne dni spadkowe lub wzrostowe. Swoją drogą, czy wiecie, że gdybyście ominęli dziesięć najgorszych i dziesięć najlepszych sesji to wzrost wyniósłby 804 procent.

A gdybyśmy…. I możemy tak w nieskończoność.

Jest jeszcze jeden ważny aspekt tych rozważań. Związany z psychologią człowieka, unikaniem przez niego niepewności i niejasności. W jaki sposób przekonać dociekliwego laika do inwestowania, który zapyta nas: „chcesz powiedzieć, że wieloletni wynik z inwestowania w akcje zależy w dużej mierze od dziesięciu przypadkowych sesji?.

A wielu aktywnych traderów przyciągnęła do rynku właśnie ta obietnica: wiara, że da się znaleźć metodę pozwalającą łapać te kilka niesłychanych ruchów i unikać kilku najgorszych katastrof. Tylko że to jest już zupełnie inna opowieść niż proste „wystarczy kupić i trzymać”. Ale czy to nie cechuje wielu biznesów? Wiara w to, że uda nam się zarobić na chwilowych modach i trendach?

Dlatego nie mam problemu z argumentem, że warto być długo na rynku. Mam problem z udawaniem, że jedna efektowna symulacja zamyka temat. Bo jeśli zaczynamy wybierać z historii tylko te dni, które pasują do tezy, to bardziej niż inwestowanie zaczynamy uprawiać giełdową numerologię.

**

Nie mogłem się oprzeć, żeby nie sprawdzić danych dla całego okresu, czyli od 1991 roku. WIG w tym okresie wrósł 12 922 procent. Gdybyśmy ominęli dziesięć sesji najlepszych wynik wyniósłby zaledwie 4 812 procent. Ale gdybyśmy ominęli dziesięć najgorszych byłoby to 38 734 procent.

[Photo by Tim Foster on Unsplash]

2 Komentarzy

  1. Milosi

    Obliczenia zacne, naprawdę. Tylko że…są typowo akademickie, pozbawione znaczenia praktycznego, a więc puste. Bo o ile można obronić się przed ominięciem 10 dni najlepszych na rynku (po prostu będąc na nim cały czas), o tyle nie można obronić się przed 10 dniami najgorszymi, bo niby jakie inne kryterium niż "wychodzę całkowicie z rynku" przyjąć? A to kryterium jest pozbawione sensu, ponieważ nie da się w żaden sposób ocenić, kiedy należy wyjść (uniknięcie mitycznej "górki"), to już lepiej na tym rynku być i mieć lepszy wynik niż przy całkowitej absencji. W ujęciu praktycznym lepiej więc wybrać średnie rozwiązanie z modelu teoretycznego niż najgorsze, skoro najlepsze jest poza zasięgiem. Pozdrawiam.

    1. Grzegorz Zalewski (Post autora)

      Z jednej strony masz rację, ale w tym wszystkim o czym (znów) zacząłem więcej mówić i pisać ostatnio jest przekonanie, że głównym obciążeniem jest niezdolność większości do wytrzymania dłuższych i silniejszych okresów spadków. I że symulacje takie jak te, sprawiają tylko, że ludzie będą bardzo zaskoczeni, gdy prrzyjdzie rynek niedźwiedzia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Twoje dane osobowe będą przetwarzane przez Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. w celu: zapewnienia najwyższej jakości naszych usług oraz dla zabezpieczenia roszczeń. Masz prawo dostępu do treści swoich danych osobowych oraz ich sprostowania, a jeżeli prawo na to pozwala także żądania ich usunięcia lub ograniczenia przetwarzania oraz wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania. Masz także prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Więcej informacji w sekcji "Blogi: osoby komentujące i zostawiające opinie we wpisach" w zakładce
"Dane osobowe".

Proszę podać wartość CAPTCHA: *

Opinie, założenia i przewidywania wyrażone w materiale należą do autora publikacji i nie muszą reprezentować poglądów DM BOŚ S.A. Informacje i dane zawarte w niniejszym materiale są udostępniane wyłącznie w celach informacyjnych i edukacyjnych oraz nie mogą stanowić podstawy do podjęcia decyzji inwestycyjnej. Nie należy traktować ich jako rekomendacji inwestowania w jakiekolwiek instrumenty finansowe lub formy doradztwa inwestycyjnego. DM BOŚ S.A. nie udziela gwarancji dokładności, aktualności oraz kompletności niniejszych informacji. Zaleca się przeprowadzenie we własnym zakresie niezależnego przeglądu informacji z niniejszego materiału.

Niezależnie, DM BOŚ S.A. zwraca uwagę, że inwestowanie w instrumenty finansowe wiąże się z ryzykiem utraty części lub całości zainwestowanych środków. Podjęcie decyzji inwestycyjnej powinno nastąpić po pełnym zrozumieniu potencjalnych ryzyk i korzyści związanych z danym instrumentem finansowym oraz rodzajem transakcji. Indywidualna stopa zwrotu klienta nie jest tożsama z wynikiem inwestycyjnym danego instrumentu finansowego i jest uzależniona od dnia nabycia i sprzedaży konkretnego instrumentu finansowego oraz od poziomu pobranych opłat i poniesionych kosztów. Opodatkowanie dochodów z inwestycji zależy od indywidualnej sytuacji każdego klienta i może ulec zmianie w przyszłości. W przypadku gdy materiał zawiera wyniki osiągnięte w przeszłości, to nie należy ich traktować jako pewnego wskaźnika na przyszłość. W przypadku gdy materiał zawiera wzmiankę lub odniesienie do symulacji wyników osiągniętych w przeszłości, to nie należy ich traktować jako pewnego wskaźnika przyszłych wyników. Więcej informacji o instrumentach finansowych i ryzyku z nimi związanym znajduje się w serwisie bossa.pl w części MIFID: Materiały informacyjne MiFID -> Ogólny opis istoty instrumentów finansowych oraz ryzyka związanego z inwestowaniem w instrumenty finansowe.