Berkshire Hathaway i erozja inwestycyjnej przewagi

W poprzednim tekście zasugerowałem, że rynek może postrzegać cechę Berkshire Hathaway, która była jej największą przewagą – cierpliwość – jako słabość.

Takie wrażenie można odnieść, gdy spojrzy się na werdykt rynku z ostatnich 12 miesięcy – kurs Berkshire stracił do S&P 500 ponad 37 punktów procentowych.

To ekstremalny przykład słabości kursu spółki z Omaha, ale w przeszłości zdarzały się już kilkuletnie okresy słabości – najbardziej znany pod koniec lat 90., a więc w okresie bańki internetowej.

Od 1997 roku kurs Berkshire Hathaway wygrywa z S&P 500 przeciętnie o około 1 punkt procentowy rocznie. Nie jest to wartość, którą można zignorować.

Za TradingView

Faktem jest jednak, że przewaga Berkshire nad S&P 500 jest zdecydowanie mniejsza w ostatnich 3 dekadach niż w pierwszych dekadach funkcjonowania spółki. W całej historii zarządzania spółką przez Warrena Buffetta przewaga konglomeratu nad S&P 500 wynosi około 10 punktów procentowych rocznie.

Mamy więc do czynienia z dwoma zjawiskami – długoterminowym spadkiem przewagi Berkshire nad szerokim rynkiem reprezentowanym przez S&P 500 oraz wyraźną słabością spółki w ostatnich 12 miesiącach. Jak wyjaśnić te zjawiska?

Można znaleźć sensowne i niewzbudzające kontrowersji powody wyjaśniające fakt, że model biznesowy Berkshire Hathaway działa i będzie działał gorzej niż w przeszłości.

Po pierwsze spółka stała się ofiarą własnego sukcesu – osiągnęła skalę, przy której znalezienie inwestycji mających realny wpływ na wyniki spółki jest trudniejsze niż 20–40 lat temu. Berkshire ma 1 bln USD kapitalizacji, niemal 400 mld USD gotówki i portfel publiczny warty około 290 mld USD.

Przy takiej skali działanie na rynku giełdowym jest trudne, bo portfel inwestycyjny spółki staje się rynkiem. Im większy jest Berkshire, tym trudniej jest mu wejść, budować pozycje i wyjść bez wpływu na cenę. Wygrywanie z rynkiem wymagałoby wczesnego podłączania się pod duże, trwałe, fundamentalne rynkowe narracje – takie jak rewolucja AI – a więc robienia czegoś, co nie jest w inwestycyjnym DNA Berkshire Hathaway.

Na rynku prywatnym trudno jest natomiast znaleźć inwestycje, których skala byłaby na tyle duża, że w przypadku sukcesu istotnie zmieniłyby wyniki grupy. Tym bardziej, że inwestycyjne DNA spółki wymaga przejmowania podmiotów, które trzyma się na zawsze.

Po drugie Berkshire straciło unikalność kapitałową. Przez dekady Buffett miał dostęp do taniego kapitału, brak horyzontu czasowego i brak presji wynikowej. W dużym stopniu wynikało to z dostępu do kapitału „ubezpieczeniowej części konglomeratu”.

Od pewnego czasu Buffett i Abel muszą rywalizować jednocześnie z private equity, narodowymi funduszami majątkowymi i Big Tech. Atrakcyjne aktywa szybko znajdują nabywców, trudniej jest znaleźć „oczywiście tanie” okazje. Inwestycje o charakterze „kupujemy świetny biznes po atrakcyjnej cenie” stają się trudno dostępne. Tym bardziej, że w przypadku Berkshire obowiązuje reguła kupowania biznesu, który się zna, a jednocześnie spółka nie posiada kompetencji w branży technologicznej.

Można nawet argumentować, że Buffett i Abel nie są już jedynymi podmiotami, które są w stanie wypisać wielomiliardowy czek w czasie rynkowej paniki.

Po trzecie model inwestycyjny Berkshire powstał w okresie „starej ekonomii” i jest pod nią zoptymalizowany. Firma historycznie najlepiej odnajdywała się w sektorach przemysłowych, transportowych, finansowych i konsumpcyjnych. Nie są to gałęzie, które decydują o sile rynku w ostatniej dekadzie.

Zresztą posiadająca „przemysłowe kompetencje” Berkshire nie potrafiła stać się jednym z głównych beneficjentów trendu AI.

Klasyczny styl firmy z Omaha opierał się na przewidywalności, niskich wycenach, marginesie bezpieczeństwa, jakości „materialnej części biznesu” i tradycyjnych przewagach konkurencyjnych.

Berkshire Hathaway odniósł sukces na świecie, w którym fosy konkurencyjne (moats) były fizyczne (fabryki, marki konsumenckie). W 2026 roku fosy są cyfrowe (dane, efekty sieciowe), a spółka nie ma kompetencji, by je dobrze wyceniać.

Berkshire przez lata niedoważało branżę technologiczną – bo jej nie rozumiało – i spóźniło się na wiele trendów. Inwestycja w Apple okazała się wielkim sukcesem, ale jest wyjątkiem, a nie regułą.

Po czwarte w ostatnich latach rynek jest dużo bardziej skoncentrowany, bo premiuje liderów i technologicznych monopolistów. Efekty sieciowe w połączeniu z przewagą technologiczną wzmacniają największych graczy i zwiększają koncentrację zysków. Gospodarka działa w trybie „zwycięzca bierze wszystko”.

Rynkową konsekwencją powyższego zjawiska jest to, że rynkowe stopy zwrotu generuje niewielka grupa megaspółek, superzwycięzców. Pobicie S&P 500 przy niedoważaniu „wspaniałej siódemki”, a teraz „narracji AI”, było w ostatnich latach niezwykle trudne.

Historycznie Berkshire Hathaway jest zdywersyfikowanym konglomeratem działającym w wielu branżach z wyjątkiem segmentu technologicznego. W okresie, w którym S&P 500 stał się zakładem na kilka, kilkanaście megaspółek technologicznych, pobicie go przez Berkshire jest niezwykle trudne.

Po piąte w ostatnich dwóch dekadach, po globalnym kryzysie ekonomicznym, rynek nie doświadczył długiego, głębokiego kryzysu – takiego, który mógłby stanowić „owocny rok” dla Berkshire. Buffett wspomniał na spotkaniu akcjonariuszy, że w czasie jego całej kariery spółka doświadczyła „może 5 takich epizodów”.

Model Berkshire świetnie działa w czasie panik, kryzysów płynności i długich bess. Wtedy cierpliwość Buffetta była wynagradzana – dysponował dużym, trwałym kapitałem i odwagą kupowania „gdy leje się krew”, wynikającą z wiary w amerykańską wyjątkowość.

Moim zdaniem wszystkie wspomniane wyżej czynniki – duża skala, zwiększona konkurencja, inny typ gospodarki, koncentracja rynku i inny charakter kryzysów – mają trwały, strukturalny charakter. Myślę, że gospodarcze i rynkowe zmiany z ostatnich 2–3 dekad osłabiły model inwestycyjny Berkshire Hathaway.

Oczywiście, podobne argumenty pojawiały się już pod koniec lat 90., gdy Buffett był uznawany za relikt starego rynku. Warto jednak zauważyć, że pęknięcie bańki technologicznej stało się tylko potknięciem w marszu Nowej Ekonomii po dominację, a nie końcem tego procesu.

Zdaję sobie sprawę, że najwięcej kontrowersji wzbudza idea „krótkich i płytkich” kryzysów. Poświęcę jej osobny tekst, by nie stać się polskim „Irvingiem Fisherem”, który w świecie finansów znany jest z wypowiedzi o tym, że „ceny akcji osiągnęły coś, co wygląda na trwale wysoki poziom”. Wypowiedzi z 1929 roku.

4 Komentarzy

  1. Grzegorz Link

    Myślę, że problem dotyczy nie tylko Berkshire, ale też dużej liczby zarządzających funduszami, np. w TFI. Szukanie aktywów niedowartościowanych i zarabianie na powrocie / dojściu ceny tego aktywa do „fair value” tego aktywa, jest praktycznie fundamentem działania większości wykształconych (przynajmniej w czasach „starej ekonomii”) inwestorów. To jest istota fundamentalnego inwestowania.

    Ludzi od „nowej ekonomii” praktycznie nie ma, bo ta nowa ekonomia dopiero się narodziła albo się rodzi. Często ci, którzy na nich jednak zarobili, są to zazwyczaj strategie typu momentum, które kupują te spółki bo rosną, ale nie ma za bardzo dobrych narzędzi wyceny takich spółek, kiedy te spółki nie działają na znanej, ugruntowanej zasadzie.

    Więc kwestia K-shaped economy, i tego że kilka spółek technologicznych ciągnie rynek to przyczyna nie tylko underperformance'u Berkshire, ale i underperformance'u wielu innych funduszy. W efekcie mamy śmieszne sprzężenie zwrotne, że klasyczni zarządzający (w value) są zmuszeni „gonić” jednak rynek, więc dodają po prostu strategie momentum do swojego portfela, czyli kupują coś, czego sami by nie kupili, ale podpowiada im algorytm.

    Nie znam skali tego zjawiska, znam tylko z naszego podwórka, ale im bardziej staje się powszechne, tym większa szansa na środowisko bańki: uczestnicy rynku kupują aktywo, bo muszą i mają FOMO, nie dlatego, że pasuje im zgodnie z jakąś metodologią.

    Więc to szalenie ciekawe, nie tylko co stanie się z rozjazdem Berkshire vs rynek, ale w ogóle inwestowania w wartość vs momentum. Ten trend jest już bardzo rozciągnięty, i z roku na rok staje się po prostu jeszcze bardziej. To ciekaw: gdzie i czy jest limit tego procesu?

    1. trystero (Post autora)

      @ Grzegorz Link

      Tak. To problem dużo szerszy niż tylko Berkshire Hathaway.

      W ostatniej dekadzie rynek premiuje nie grę na „powrót do fair value”, ale grę na koncentrację kapitału, skalę i momentum.

      W takim środowisku trzeba kupować trendy, nawet jeśli się w nie nie wierzy, bo inaczej przegrywa się z rynkiem. Dla zarządzających odpuszczenie dominujących trendów rynkowych to igranie z końcem kariery.

      Tworzy to ciekawą dynamikę. Jeśli w popularne narracje wchodzą nawet nieprzekonani do nich inwestorzy, to efekt momentum jest jeszcze większy niż historycznie, co nasila presję na tych, którzy zostali z boku, by skapitulowali i poddali się narracji.

      1. Grzegorz Link

        Dokładnie tak, ale to co opisałeś w ostatnim akapicie to przecież książkowa recepta na bańkę 🙂

        Ludzie kupujący coś nie bo chcą, ale bo muszą, wierząc, że jak tego nie zrobią, to im „pociąg odjedzie”.

        Poprosiłem LLMa żeby nakreślił mi granicę między bańką, a zdrowym wzrostem cen (np. powodowanym niedoborem) i w toku dyskusji napisał tak:

        > Najprostszy test (bardzo praktyczny)
        >
        > Zadaj sobie 3 pytania:
        >
        > Czy kupiłbym to, gdyby cena nie rosła?
        > Czy potrafię wyjaśnić, skąd bierze się wartość?
        > Czy głównym powodem zakupu jest strach, że przegapię okazję?
        >
        > 👉 Jeśli:
        > 2× „nie” → jesteś blisko bańki
        > 3× „nie” → prawdopodobnie już w niej jesteś
        >
        > 📌 Esencja w jednym zdaniu
        > Granica jest przekroczona wtedy, gdy rynek przestaje wyceniać wartość, a zaczyna wyceniać > wiarę, że ktoś zapłaci więcej.

        Ja bym powiedział, że jak na razie: nie / tak / nie, czyli 2x „nie”.

        1. Grzegorz Link

          PS na mój komentarz, że logika w pytaniu 3 powinna być chyba odwrócona, zamienił na:

          > Czy moja decyzja nie wynika głównie ze strachu, że przegapię okazję (FOMO)?

          Poległ na podwójnej negacji 🙂 Pewnie z powodu tłumaczenia z angielskiego.

          Ostatecznie wybrał:

          > Czy kupuję to z powodów innych niż strach przed przegapieniem okazji (FOMO)?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Twoje dane osobowe będą przetwarzane przez Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. w celu: zapewnienia najwyższej jakości naszych usług oraz dla zabezpieczenia roszczeń. Masz prawo dostępu do treści swoich danych osobowych oraz ich sprostowania, a jeżeli prawo na to pozwala także żądania ich usunięcia lub ograniczenia przetwarzania oraz wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania. Masz także prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Więcej informacji w sekcji "Blogi: osoby komentujące i zostawiające opinie we wpisach" w zakładce
"Dane osobowe".

Proszę podać wartość CAPTCHA: *

Opinie, założenia i przewidywania wyrażone w materiale należą do autora publikacji i nie muszą reprezentować poglądów DM BOŚ S.A. Informacje i dane zawarte w niniejszym materiale są udostępniane wyłącznie w celach informacyjnych i edukacyjnych oraz nie mogą stanowić podstawy do podjęcia decyzji inwestycyjnej. Nie należy traktować ich jako rekomendacji inwestowania w jakiekolwiek instrumenty finansowe lub formy doradztwa inwestycyjnego. DM BOŚ S.A. nie udziela gwarancji dokładności, aktualności oraz kompletności niniejszych informacji. Zaleca się przeprowadzenie we własnym zakresie niezależnego przeglądu informacji z niniejszego materiału.

Niezależnie, DM BOŚ S.A. zwraca uwagę, że inwestowanie w instrumenty finansowe wiąże się z ryzykiem utraty części lub całości zainwestowanych środków. Podjęcie decyzji inwestycyjnej powinno nastąpić po pełnym zrozumieniu potencjalnych ryzyk i korzyści związanych z danym instrumentem finansowym oraz rodzajem transakcji. Indywidualna stopa zwrotu klienta nie jest tożsama z wynikiem inwestycyjnym danego instrumentu finansowego i jest uzależniona od dnia nabycia i sprzedaży konkretnego instrumentu finansowego oraz od poziomu pobranych opłat i poniesionych kosztów. Opodatkowanie dochodów z inwestycji zależy od indywidualnej sytuacji każdego klienta i może ulec zmianie w przyszłości. W przypadku gdy materiał zawiera wyniki osiągnięte w przeszłości, to nie należy ich traktować jako pewnego wskaźnika na przyszłość. W przypadku gdy materiał zawiera wzmiankę lub odniesienie do symulacji wyników osiągniętych w przeszłości, to nie należy ich traktować jako pewnego wskaźnika przyszłych wyników. Więcej informacji o instrumentach finansowych i ryzyku z nimi związanym znajduje się w serwisie bossa.pl w części MIFID: Materiały informacyjne MiFID -> Ogólny opis istoty instrumentów finansowych oraz ryzyka związanego z inwestowaniem w instrumenty finansowe.