W miniony weekend odbyło się pierwsze roczne walne zgromadzenie akcjonariuszy Berkshire Hathaway, w którym głównej roli nie odgrywał Warren Buffett. Rok wcześniej, na poprzednim walnym zgromadzeniu, ogłoszono, że od początku 2026 roku Greg Abel zastąpi legendarnego inwestora jako prezesa spółki.
W ostatnich 12 miesiącach akcje Berkshire Hathaway straciły 9% i przegrały z S&P 500 o 37 punktów procentowych. Według analityków Bespoke to najgorszy wynik (w okresie od jednego WZA do następnego WZA) co najmniej od 1985 roku.
Od historycznego szczytu notowań z 2025 roku – sprzed decyzji o rezygnacji Buffetta z funkcji prezesa – cena akcji spółki spadła o 14%. Kapitalizacja spółki zmniejszyła się o ponad 150 mld USD i znajduje się obecnie na poziomie 1 biliona USD.
Wyjaśnianie słabości kursu Berkshire Hathaway odejściem Warrena Buffetta byłoby jednak uproszczeniem. Bez wątpienia odejście legendarnego inwestora spowodowało erozję „premii Buffetta”, czyli notowań konglomeratu powyżej wartości księgowej. Wskaźnik cena/wartość księgowa spadł z 1,8 z okresu poprzedzającego decyzję o odejściu Buffetta do 1,4 obecnie.
Buffett dysponował aurą legendarnego inwestora i wzbudzał zaufanie, które wspierało wycenę. Po jego odejściu inwestorzy stali się bardziej krytyczni wobec słabości Berkshire Hathaway.
Największą z tych słabości w oczach inwestorów jest cierpliwość, którą w przypadku Berkshire łatwo pomylić z bezczynnością. Poziom gotówki i papierów skarbowych wzrósł kwartał do kwartału o około 2% – z 373 mld USD do 381 mld USD. W ostatniej dekadzie poziom gotówki wzrósł sześciokrotnie.
Rynek może tę sytuację interpretować jako przykład inwestycyjnej dyscypliny: „nie ma okazji, nie ma inwestycji”. To, co dla jednych jest dyscypliną, dla innych wygląda jak brak pomysłów lub psychologiczna blokada
Strach przed wejściem na rynek i przeprowadzeniem dużej transakcji można wyjaśnić niechęcią do przyznania się do błędu. Buffett i Abel „przesiedzieli z boku” wiele lat hossy i rosnących wycen. Z psychologicznego punktu widzenia „czekanie na prawdziwą okazję” może być łatwe dla inwestorów odpornych na FOMO.
Dużo większym emocjonalnym wyzwaniem byłoby wejście na rynek na poziomach dużo wyższych niż wtedy, gdy „czekało się na okazję”, i przy wycenach mniej atrakcyjnych niż 2 czy 5 lat temu.
Być może akcjonariusze spółki czekają na „klasyczny deal Berkshire”, który będzie dowodem, że akwizycyjna maszyna dalej działa sprawnie. To o tyle istotne, że dwie z ostatnich dużych transakcji Berkshire – Kraft Heinz Co i Occidental Petroleum – należą do grupy inwestycyjnych porażek, a nie sukcesów. Rynek może czekać na dowód, że Berkshire ciągle ma „to coś”, a Greg Abel potrafi znajdować i wykorzystywać duże okazje inwestycyjne, a nie tylko sprawnie zarządzać biznesami konglomeratu.
Warto dodać, że w trakcie dynamicznej hossy na amerykańskim rynku akcyjnym Berkshire Hathaway sprzedawał netto akcje ze swojego portfela publicznego przez 14 kolejnych kwartałów, także w 1 kw. 2026 roku. Spółka nie tylko więc „siedziała z boku”, ale aktywnie zmniejszała swoją ekspozycję na rynek akcji.
Zapewne dlatego najważniejszym przekazem na mającym miejsce w sobotę zgromadzeniu akcjonariuszy była idea „cierpliwego czekania”. Dobrze ilustrują ją cztery cytaty.
Mówiąc o gigantycznym składzie „inwestycyjnej amunicji” – niemal 400 mld USD gotówki – Greg Abel podkreślił, że Berkshire „nie jest od nikogo zależna”. Wysoki poziom wolnych środków daje spółce mnóstwo opcji inwestycyjnych.
Moim zdaniem można inaczej zinterpretować wypowiedź prezesa Berkshire. Spółka nie ma benchmarku, nie ma kwartalnej presji wyników, dysponuje „trwałym kapitałem”, nie ma konieczności „robienia czegoś”. Może siedzieć na gotówce latami i nic się nie będzie działo.
Przypomnę, że Berkshire przegrał w ostatnich 12 miesiącach z S&P 500 o 37 punktów procentowych. Mało tego, zaliczył bezwzględny spadek notowań w trakcie dynamicznej hossy. Dla większości tradycyjnych zarządzających oznaczałoby to „bliskie spotkanie z końcem kariery”. To ryzyko nie dotyczy Berkshire Hathaway. Nikt nie wypłaci środków ze spółki, a spadek kursu akcji nie zmniejsza bezpośrednio zdolności inwestycyjnych.
Dlatego Greg Abel mógł przekonująco powiedzieć, że Berkshire „nie ma żadnej potrzeby angażować kapitału w przeciętne okazje”. Spółka może czekać, aż wyceny staną się wyjątkowo atrakcyjne, ryzyko inwestycji będzie pozytywnie asymetryczne, a inwestycja będzie zgodna z inwestycyjnym DNA spółki – „kupujemy na zawsze”.
Abel dodał, że „kiedyś na rynku pojawią się zaburzenia, które dadzą Berkshire możliwość działania”. Prezes miał na myśli rynkowe paniki, w czasie których ceny odrywają się w dół od fundamentów, takie jak kryzys finansowy 2007–2009, pandemia COVID-19 czy różne kryzysy kredytowe.
Model biznesowy Berkshire Hathaway nie polega na przewidywaniu takich sytuacji, lecz na byciu na nie gotowym.
Warren Buffett zauważył w swojej wypowiedzi, że „w czasie swojej 60-letniej kariery w Berkshire doświadczył może 5 owocnych lat”, czym podkreślił, że rynkowe incydenty, w czasie których spółka znajdowała najlepsze okazje inwestycyjne, przytrafiały się rzadko.
Przekaz z ostatniego zgromadzenia akcjonariuszy Berkshire Hathaway jest więc zgodny z tym, co Warren Buffett powtarzał od lat:
Rynek akcji ma pracować dla inwestora, a nie dawać mu instrukcje. Inwestorzy zarabiają na rynku czekaniem. Bezczynność, granicząca z lenistwem, jest fundamentem „berkshire’owskiego stylu inwestowania”. Okazje inwestycyjne występują rzadko, dlatego gdy się pojawiają, trzeba czerpać z nich garściami. Rynek nie wynagradza aktywności, wynagradza posiadanie racji. Nie trzeba być mądrzejszym od innych inwestorów – wystarczy być bardziej zdyscyplinowanym.
Berkshire Hathaway nie działa pod presją. Nie musi inwestować, choć posiada inwestycyjną amunicję. Dlatego nie chce angażować kapitału w przeciętne okazje. Zamiast tego planuje czekać – nawet latami – aż pojawią się rynkowe kryzysy, które pozwolą działać zdecydowanie i na dużą skalę.
W ostatnich 12 miesiącach rynek wyraził swoje zdanie o tej postawie inwestycyjnej. Dla części akcjonariuszy Berkshire nie ma to żadnego znaczenia, a ideę interpretowania 12-miesięcznego ruchu rynkowego uznają za inwestycyjną herezję.
Relatywne zachowanie kursu Berkshire Hathaway względem amerykańskich indeksów pokazuje jednak, że inwestycyjna cierpliwość ma swoją cenę, a inwestorzy, którzy chcą pielęgnować tę cechę, powinni być tego świadomi. Problem z takim podejściem nie polega na tym, że nie działa, lecz na tym, że większość inwestorów nie jest w stanie się go trzymać.


Niezależnie, DM BOŚ S.A. zwraca uwagę, że inwestowanie w instrumenty finansowe wiąże się z ryzykiem utraty części lub całości zainwestowanych środków. Podjęcie decyzji inwestycyjnej powinno nastąpić po pełnym zrozumieniu potencjalnych ryzyk i korzyści związanych z danym instrumentem finansowym oraz rodzajem transakcji. Indywidualna stopa zwrotu klienta nie jest tożsama z wynikiem inwestycyjnym danego instrumentu finansowego i jest uzależniona od dnia nabycia i sprzedaży konkretnego instrumentu finansowego oraz od poziomu pobranych opłat i poniesionych kosztów. Opodatkowanie dochodów z inwestycji zależy od indywidualnej sytuacji każdego klienta i może ulec zmianie w przyszłości. W przypadku gdy materiał zawiera wyniki osiągnięte w przeszłości, to nie należy ich traktować jako pewnego wskaźnika na przyszłość. W przypadku gdy materiał zawiera wzmiankę lub odniesienie do symulacji wyników osiągniętych w przeszłości, to nie należy ich traktować jako pewnego wskaźnika przyszłych wyników. Więcej informacji o instrumentach finansowych i ryzyku z nimi związanym znajduje się w serwisie bossa.pl w części MIFID: Materiały informacyjne MiFID -> Ogólny opis istoty instrumentów finansowych oraz ryzyka związanego z inwestowaniem w instrumenty finansowe.