Podczas gdy w rodzimych mediach finansowych od kilku tygodni czytamy, jak bardzo źle jest w Grecji i jak owa niekorzystna sytuacja wpływa na rynki, te jakby nigdy nic (albo może jak bardzo często) nic sobie z tych obaw nie robią i powoli zyskują na wartości.
Wśród wielu komentarzy dotyczących trwałości bądź nietrwałości obecnych wzrostów, zastanawiania się czy mają, czy też może nie mają podłoża fundamentalnego nie spotkałem się jeszcze ze spojrzeniem na grecki rynek akcji. Ten zaś 10 stycznia 2012 osiągnął dołek. Wskaźnik koniunktury na giełdzie w Atenach – Athens Stock Exchange General Index (ASE) zanotował wówczas poziom 623 punkty i od tamtego czasu, mimo płonących opon na ulicach, przejmowania się losem greckiej gospodarki, wypłacalności, polityki systematycznie rośnie, zyskując już blisko 35 procent. Na sesji dzisiejszej (13.02.2012) właśnie pokonał szczyt sprzed kilku dni i osiągnął wartość najwyższą od września 2011.
Wśród zwycięzców dzisiejszej sesji znalazł się miedzy innymi Pireus Bank, który rośnie +17%, Alpha Bank (+14%) oraz EFG Eurobank Ergasias SA (+13.6%). Akcje każdego z tych trzech banków w ciągu miesiąca zyskały ponad 200 procent.
Wygląda więc na to, że płonące opony i strach wielu ekonomistów nie mają wpływu na zachowanie inwestorów, którzy kupują, kupują, kupują. W szczególności wygląda na to, że kupują akcje banków greckich.
Uzasadnienia tego stanu rzeczy pozostawmy tym wszystkim, którzy poszukują na rynkach logiki, racjonalności i prostych zero-jedynkowych wyjaśnień. My zaś obserwujmy to wszystko i grajmy jak rynki na to pozwalają.
Indeks ASE:


Dodaj komentarz