Magazyn „Alpha”, poświęcony funduszom typu hedge, od 3 lat na wiosnę szokuje świat listą najlepiej zarabiających zarządzających. Zamiast jednak ekscytować się niewyobrażalnymi cyframi na kontach, proponuję krótkie spojrzenie na to co je generuje.
Fundusze hedgingowe zamiennie nazywa się często funduszami wysokiego ryzyka. To prawda, że największe i najsłynniejsze straty wytwarzane przez instytucje powiernicze związane są właśnie z tą branżą. Liczony przez Barclay tzw. Hedge Fund Index, czyli średnia wyników reprezentatywnej części tej grupy funduszy, spadł w zeszłym roku po raz pierwszy od lat, o 21,63%. Jeśli jednak przyjrzeć się poszczególnym jego składnikom to widać, że za tę stratę odpowiedzialne są te fundusze, których strategie zakładają niemal wyłącznie długie pozycje w akcjach spółek amerykańskich, europejskich a szczególnie emerging markets (tu spadek subindeksu sięgnął 40%). Znacznie mniejsze straty osiągnęły lub pozostały nad kreską te, które zakładają szerokie spektrum wszelkiej klasy instrumentów, w tym użycie derywatów oraz krótkiej strony rynku i arbitrażu. Patrząc jednak na kilkudziesięcioprocentowe dołki w sąsiedniej branży -typowo akcyjnych funduszach inwestycyjnych- trudno nawet znaleźć odpowiednie określenie na stopień ich ryzyka skoro branża hedge określana jest jako ?ryzyko wysokie”.
Jako odnośnik w zestawieniach top inwestorów zwykle służy Warrent Buffett i jego dwudziestokilkuprocentowa średnia składana stopa zwrotu. Niestety jego fortuna stopniała w 2008 roku o 25 mld dolarów na skutek bessy, głównie za sprawą 50% utraty wartości giełdowej Berkshire Hathaway. Zająłby on niekwestionowane pierwsze miejsce na liście tych, którym się nie powiodło – liderem jej w magazynie ?Alpha” jest Kenneth Griffin z Citadel Investment Group, który również wygenerował ponad 50% zjazdy zarządzanego kapitału i stracił 2 miliardy własnego majątku. Czy porównywanie z Buffettem jest uprawnione? Oczywiście to zupełnie inna kategoria inwestycji ale coraz bliżej mu do funduszy hedge, które same zresztą zaczynają być notowane na giełdach w formie akcji. Bo oto ich wzorem zajął się dość mocno derywatami, czy wcześniej grał przeciw dolarowi, no i przecież jak one generalnie zarządza kapitałem powierzonym przez innych. Niestety jest bezradny wobec bessy choć nie mam zamiaru czynić z tego tytułu zarzutów. Po prostu chciałem zwrócić uwagę, że zwycięzcy zestawienia ?Alphy” zaprzeczają szeroko przyjętemu przekonaniu, że tylko inwestycje/kupno tradycyjnych instrumentów typu akcje czy obligacje, może przynieść średnie zyski powyżej stopy wolnej od ryzyka.
464 milionów US$ – tyle średnio przyniósł do domu każdy z 25 topowych zarządzających z zestawienia magazynu ?Alpha”. To nowy rekord. Tylko dla uwiecznienia dodaję najlepszą dziesiątkę A.D. 2008 poniżej wraz z szacowanym dochodem, na który składa się zysk z prowizji od klientów oraz zwrot na własnym kapitale zaangażowanym w funduszu. Dla porównania zestawienie 5 liderów sprzed roku:
źródło: Alpha Magazine, www.iimagazine.com
W pierwszej trójce od 3 lat zawsze klasyfikował się James Simmons, którego wyniki zdawałoby się zaprzeczają logice tej skali inwestycji – od ponad 20 lat dawkuje sobie i klientom zamkniętego, 20 miliardowego funduszu Medallion Fund średnio 40% zwrotu na kapitale! Przy czym są to zyski netto a więc po potrąceniu najwyższej w branży, 44% prowizji od zysku i 5% opłaty za zarządzanie. I gdyby na chwilę je pominąć, wynik brutto za 2008 rok sięgnął 160%. Inne jego 2 otwarte fundusze, o nieco innej strategii, znalazły się jednak pod kreską. Zyski zarządzania pozostałych tuzów z listy w tym gwałtownym na rynkach roku, rozkładają się głównie na dwu cyfrowe kwoty, jednocyfrowe figurują przy tych bardziej defensywnych z nich.
Przepis na chcących pójść w ślady Simmonsa, a zarazem śladem sporej grupy laureatów z listy, jest w miarę jednorodny:
zatrudnić armię quantów: inżynierów, matematyków, fizyków, astrologów itd do ułożenia algorytmów, wykorzystujących wszystkie, nawet mikroskopijne nierówności w wycenie instrumentów lub wielomiesięczne trendy i zbudować komputerowe, lewarowane i nie mające nic wspólnego z fundamentami strategie decyzyjne, podpięte ultraszybkimi łączami z wieloma, czasem liczonymi w dziesiątkach, rynkami.
Nie tak biegłym w programowaniu pozostają jednak mniej radykalne metody : pójście naprzeciw światu i zagranie na załamanie rynków subprime i nieruchomości czy otwarcie pozycji krótkich na akcje firm finansowych -jak w przypadku Paulsona; wyczucie trendów na rynku derywatów opartych na źródłach energii- jak w przypadku Arnolda czy walutach- jak Taylor i Dalio, albo eksploatacja wiedzy z dziedziny procesów wykorzystywanych przez ludzki mózg – jak Roy Niederhoffer, brat zresztą Victora, który dwukrotnie zbankrutował na własnych przekonaniach o tym co rynek powinien zrobić…
Mitem jest zatem teoria rynku efektywnego zakładająca, że na procesach decyzyjnych, opartych jedynie na analizie informacji, nie sposób zarabiać sukcesywnie pieniędzy. Mitem jest również przekonanie, że zarabia się je tylko na skutecznym (czytaj: fundamentalnym) doborze akcji …
—*Kat*—



Dodaj komentarz