Ponieważ na zapleczu naszych blogów dyskutowaliśmy ostatnio, i to dość żywo, na temat intuicji w tradingu w formie prezentowanej przez C. Faith’a w książce „Spekulacja intuicyjna”, doszedłem do wniosku, że niektóre wątki dyskusji chcieliby prześledzić także zainteresowani Czytelnicy.
Adam Stańczak wskazał nam pewną nieścisłość, blagę krążącą od lat po świecie, którą Faith powiela we wspomnianej książce. Chodzi o podział mózgu na 2 półkule, z których lewa rzekomo odpowiada za logiczne myślenie a prawa za emocje. I to właśnie intensywny trening tej prawej powinien przynieść sukces w zastosowaniu intuicji i instynktu w spekulacyjnym podejściu do inwestowania. Sprawa wygląda w rzeczywistości nieco bardziej kompleksowo i spróbuję to wyjaśnić teoretycznie i praktycznie.
Podstawowy błąd polega na tym, że specjalizacja zadaniowa nie jest przypisana tylko jednej z półkul. Nie sposób oddzielić jednej z nich i poddać treningowi ponieważ kompleksowe procesy decyzyjne są podejmowane jednocześnie w obu półkulach, połączonych ze sobą swego rodzaju siecią komunikacyjną. Wspomniany podział fizyczny na część intuicyjną i logiczną jest więc co najwyżej swego rodzaju umową, przenośnią, pochodną niektórych zjawisk, nie można w żadnym razie brać tego dosłownie. Już choćby dlatego, że podział ów biegnie nie wzdłuż na pół, ale raczej w obrębie oddzielnych, wyspecjalizowanych obszarów, rozciągających się po obu stronach jednocześnie.
Oto bowiem źródło emocji, pamięci, impulsywnej ale bezrefleksyjnej reakcji tkwi w najstarszej ewolucyjnie części mózgu – w układzie limbicznym, znajdującym się głębiej, na spodzie, tuż przy pniu mózgowym.
Rozwiązywanie problemów i myślenie logiczne oraz analityczne to domena segmentu znajdującego się na wierzchniej części mózgu, która powstawała dużo później, w drodze milionów lat ewolucji – przede wszystkim w korze przedczołowej (prefrontal cortex), przebiegającej przez obie półkule.
Mylne wyodrębnienie jednej półkuli jako odpowiedzialnej za dany proces bierze się z pewnych zjawisk dominacji, zaobserwowanych u pacjentów z uszkodzeniami niektórych partii tej naturalnej ludzkiej sterowni. Uszkodzenia lewej półkuli skutkują trudnościami z mową, pisaniem, czytaniem czy matematyką. Uszkodzenia prawej półkuli pociągają za sobą trudności z rozpoznawaniem figur geometrycznych, twarzy, z rysowaniem, percepcją muzyki. To jednak niewiele ma wspólnego z procesami zachodzącymi podczas podejmowania decyzji inwestycyjnych.
Prześledzić te ostatnie możemy natomiast w niedawno wydanych książkach dedykowanych tym procesom i opartym o wyniki skanowania neuroobrazkowego (rezonans magnetyczny), jak choćby Jasona Zweiga – „Your money and your brain”, Richarda Petersona – „Inside investor’s brain” lub bardzo pokrewnej „Zakupologii” Martina Lindstroma. Opisy i ilustracje tam zamieszczone przedstawiają aktywację obszarów mózgowych odpowiedzialnych za poszczególne doznania i podejmowane decyzje w różnych warunkach i na różnych etapach ich przebiegu.
Z całą pewnością rozkład aktywowanych rejonów niewiele wspólnego ma z prostym podziałem prawo-lewo. Procesy decyzyjne i emocje, a zarazem racjonalne (lub nie) wybory, błędy i uzależnienia z nimi związane, na mapie aktywności mózgowej rozkładają się bez regularności typu tylko prawo lub tylko lewo. Czasem „zapalają” się symetryczne komórki w obu półkulach, czasem miejsc jest więcej niż 2 i w różnych częściach, czasem tylko w jednym miejscu – gdzieś w układzie limbicznym lub korze.
Podział dokonany przez Faitha nie ma pokrycia w fizyce i chemii (hormony pobudzające) naszego układu mózgowego, można go traktować jedynie symbolicznie, prawdziwy podział biegnie między dwoma innymi układami, związanymi z korą i układem limbicznym, a których nazwy po angielsku brzmią dużo bardziej romantycznie: reflective (myślowy) i reflexive (odruchowy, emocjonalny).
Ten drugi jest starszy i pomagał przetrwać naszym przodkom. W chwili zagrożenia działali oni odruchowo, szukając schronienia, walcząc, czy działając nagle w określony, wyuczony instynktem obronnym sposób. Nawet w naszych nieporównywalnie mocniej rozwiniętych mózgach sygnał dostaje najpierw system emocjonalny, dzięki czemu wiemy żeby odskoczyć gdy jedzie na nas samochód czy spada coś, zanim jeszcze system myślowy rozpozna rodzaj zagrożenia, do niego bowiem sygnał dociera później.
Co ma to wspólnego z tradingiem? Po części wyjaśnia to w książce Faith. Sugeruje on ustawiczny trening tego układu związanego z odruchami (ale równocześnie również pamięcią, intuicją, impulsywnym działaniem i dużo większą elastycznością), tak by nauczyć się łatwo i szybko rozpoznawać charakterystyczne układy cen na wykresach, schematy typu formacje klasyczne, świecowe, falowe. Tylko wielokrotne doświadczenie pozwala wyuczyć mózg takiego rozpoznawania, nawet wówczas, gdy formacja niekoniecznie wygląda jak ta z książki. Jeśli ktoś czytał „Błysk” Gladwella, może łatwo przywołać historię sfałszowanej rzeźby, której podróbkę natychmiast intuicyjnie wyczuwali eksperci zanim wzięli się za szczegółowe badania. Podobnie mamy wytresować nasz organ do szukania ukrytych zależności na wykresach. Jesteśmy w tym lepsi niż komputery jak pokazywałem w niedawnym wpisie o celach ukrytych za drzewami.
Gdybyśmy mieli uczyć się korzystać tylko z układu odruchowego, intuicyjnego (wolę takie nazwy zamiast „prawej półkuli), i bez „włączania” układu logicznego myślenia to najprostszym zastosowaniem może być trading o dużej częstotliwości czyli skalpowanie – szybkie, kilkunastosekundowe (czasem minutowe) transakcje, wykonywane seryjnie, w oparciu o taką samą procedurę wynajdowania okazji i plasowania stopów, w których celem jest kilka tików zysku czy działanie w obrębie samego spreadu. A więc manualne reakcje na zmiany cen bez dokonywania analiz, przewidywań, układania scenariuszy itd. Trochę jak ludzka wersja komputerowej strategii zapisanej w kodzie, tyle, że z dodatkiem elastycznego układu reakcyjnego, nie ma bowiem lepszego komputera jak mózg homo sapiens.
Dodałbym do takiego sposobu najprostsze strategie z zakresu tzw. ‘swing trading’ czyli „łapania fal”, jak np. „Caps & Cups” czy niedawno omawiane „Mother candle” (lub jak kto woli – Harami). A więc proste, często powtarzalne układy, inicjujące krótkie fale ruchu cen w jednym kierunku. Faith włącza w to również formacje średnio czy długoterminowe typu np. podwójny szczyt. Można i je zautomatyzować jak wyżej choć pokusa kombinowania jest w ich przypadku dużo większa.
Pisząc „kombinowanie” mam na myśli włączanie do całego tego odruchowego procesu decyzyjnego również układu logicznego myślenia, wnioskowania i dowodzenia. W jakim celu? to oczywiste – wszak myślenie ma kolosalną przyszłość. Ale niekoniecznie w automatycznym tradingu!
Ktoś postronny mógłby postukać się w głowę i pokręcić korbką czytając tego typu sugestie. Jak to inwestowanie bez myślenia ???!!! Wbrew pozorom ma to pewien sens. Nie chodzi o eliminację myślenia w ogóle, chodzi o wyłączenie myślenia analitycznego, wnioskującego, teoretyzującego. Bowiem kiedy do głosu dopuszczamy nasze najnowsze ewolucyjne zdobycze czyli układ logicznego rozumowania to natychmiast włączają się wszelkiego rodzaju przeszkadzajki:
– chęć do prorokowania, przepowiadania, posiadania racji
– behawioralne błędy, skrzywienia, efekty, zakłócające z pozoru racjonalne myślenie
– poszukiwanie tzw. historii czyli odpowiedzi na to dlaczego taki a nie inny ruch nastąpił
– łączenie wielu narzędzi technicznych i fundamentalnych w jeden kombajn, ale bez pomysłu i poznania swojej przewagi
– emocje, które zaburzają logikę
Trading „odruchowy”, bo chyba to słowo pasuje mi w tym momencie bardziej niż intuicyjny, pozwala wyeliminować owe przeszkody w czasie rzeczywistym. Pozwolę więc nie do końca zgodzić z autorem przedmowy pod względem tego, że Faith jako receptę proponuje używanie całego mózgu. Niezupełnie o to chodzi. Faith robi nam anatomię mechanicznego, instynktownego działania, ale z wyłączeniem rozumowania analitycznego, a receptą jest wyrobienie w sobie automatycznych odruchów podobnych w swej istocie do tych jakie podejmujemy widząc lwa czy węża albo nadjeżdżający samochód. Rozum, logika i wnioskowanie są potrzebne, ale na dużo wcześniejszym etapie – uświadomienia sobie jak i dlaczego tak to działa, świadomej eliminacji przeszkadzajek i wypracowania z góry wiadomej przewagi, przeciągnięcia szans na swoją stronę. A kiedy siadamy przed wykresem działać powinny już tylko nasze wytrenowane procesy instynktowne, odruchowe. To nie gwarantuje jeszcze sukcesu ale jest pewnego rodzaju drogą radzenia sobie w tym bardzo kompleksowo złożonym świecie.
Żeby zrozumieć ten proces przypomnijmy sobie chwile umysłowej ociężałości – w stanie zmęczenia, wyczerpania, po dużej intensywności pracy, dzień po imprezie, z braku snu czy ze zwykłego lenistwa. Myślenie przyprawia nas niemal o ból fizyczny, ale nadal musimy działać, podejmować decyzje, pracować. A ponieważ mamy wyuczone odruchy więc wykonujemy owe czynności niczym roboty, bezrefleksyjnie, bez włączania w proces aparatu logicznego, analitycznego. Działamy, ale emocje są mocno zredukowane, układ myślowy wyłączony więc nie wystawiony na zaburzenia. W podobny do tego sposób książka sugeruje właśnie ów intuicyjny, czy może raczej odruchowy trading.
Faith wie dobrze o czym pisze (choć nie gwarantuje i nie zaświadcza sukcesu). W czasach świetności zespołu Żółwi większość czasu spędzali oni znudzeni na grze w ping ponga. Posiadając do dyspozycji doskonale opracowaną strategię mieli tylko egzekwować prawidłowe wchodzenie na pozycje i podciągać stopy. Cztery lata takiej monotonii siłą rzeczy wyrabia w mózgu pewne ścieżki automatycznego myślenia i działania. Doświadczeni traderzy, szczególnie systemowi, doskonale rozumieją zapewne o czym piszę – po czasie nie musimy nawet zaglądać w komputer żeby wiedzieć w którym miejscu przyjdzie otwierać pozycję, a w którym ustawić stop…
Mam nadzieję, że te uwagi ułatwią lekturę, albo przynajmniej posłużą każdego rodzaju przemyśleniom z tym związanym.
Ps. Jak się okazuje to mój wpis nr. 500. Życzę sobie jeszcze kolejnych tyle – pisanie bloga nadal bowiem sprawia mi frajdę i skłania do poszukiwań, przemyśleń i nowych odkryć…
—Kat—


Dodaj komentarz