Podany niżej pomysł określania wielkości „kapitału wystawianego na ryzyko” (KR) to tylko jedna z propozycji, o nieskończonej zresztą możliwości wprowadzania modyfikacji.
Wprawdzie podążają one dynamicznie za zmianami ryzyka, w przeciwieństwie do statycznej formy „kapitału przeznaczonego do straty” (KS), ale opierają się jedynie na szacunkach i wymagają indywidualnego określenia wrażliwości na ból okresowych strat oraz bliższej oceny własnych kompetencji. Na giełdzie łatwe drogi do fortuny znaleźć można tylko w opowiadaniach o tym co już było 😉
W zasadzie powinienem zająć się jedynie przykładami z zakresu inwestowania gdyż to właśnie inwestorom serwuje się torturowaną przeze mnie poradę określenia wielkości „kapitału na straty”. Problem w tym, że trudno określić wyraźną granicę między inwestowaniem, timingiem czy spekulacją. Na szczęście prezentowane podejście nadaje się do modyfikacji w każdym z tych podejść.
KR czyli „kapitał wystawiony na ryzyko” ma zadanie uwzględnić realne obsunięcia, aktualną zmienność rynków, odpowiadać „progowi bólu” (wrażliwości na straty), uwzględniać aktualne zmiany posiadania wszystkich aktywów i przeciwdziałać niepożądanym efektom behawioralnym typu opisywany wcześniej „house money” (w którym ochrona stanu posiadania powinna zmieniać się w takt osiągania zysków). Wiem, że to zabrzmiało dość skomplikowanie, posłużmy się więc prostym przykładem z funduszem, na własny użytek możemy rozciągać go na dowolne aktywa.
Załóżmy, że dysponujemy kapitałem 100.000 PLN.
Chcemy zainwestować w fundusz mieszany, którego maksymalne obsunięcia, czyli spadki wartości jednostki od szczytowych poziomów wyceny do dołków, sięgają historycznie 20%.
Gdyby liczyć wg. KS czyli „kapitału możliwego do straty” ustalilibyśmy, że np. wynosi on 20.000 PLN z naszej dyspozycyjnej puli (bez względu na rodzaj inwestycji, po prostu na tyle nas stać), i tyle właśnie wkładamy w jednostki w naszym przykładzie.
Jeśli okresowe obsunięcie sięgnęłoby już na początku wspomnianych 20% to nasze ryzyko wyniesie:
20% z 20.000 = 4.000 PLN
i stanowi zarazem tylko 4% z całości posiadanej puli 100.000 PLN
Realne ryzyko czyli owe 4.000 PLN z KS „przeznaczonego do straty” o wielkości 20.000 PLN zostawia spory zapas „nieużytych” 16.000 PLN jak łatwo policzyć odejmując.
Policzmy teraz przykładowy KR czyli „kapitał wystawiony na ryzyko”, odnosząc się właśnie do owego realnego ryzyka i używając tych samych zmiennych:
Zaczynamy od nieco innej strony – powiedzmy, że nasz próg bólu wynosi nieco więcej niż uzyskane wyżej 4% całości posiadanego bogactwa. Na przykład 10% (to i tak mniej niż 20% czyli 20.000 PLN uznane jako KS).
To daje nam
10% z 100.000 PLN = 10.000 PLN
możliwych do zaryzykowania.
Ile naszego kapitału możemy więc wystawić do takiego ryzyka?
Tyle, że 20-sto % obsunięcie jednostek funduszu będzie równe 10.000 PLN, czyli
KR x 20% = 10.000 PLN
co daje po przekształceniach
KR = 50.000 PLN.
To dwu i półkrotnie więcej niż wcześniej liczony KS (przypomnę – był on równy 20.000 PLN).
I gdyby nawet doszło do spadku jednostki o 20% to nasze ryzyko wyniosłoby przy tak ustawionym KR – 10.000 PLN czyli nadal o połowę mniej niż zakładany początkowo KS, mający spory zapas „nieużytego” kapitału i przeznaczony na stratę. Optymalniej wykorzystujemy kapitał a zyski powinny być proporcjonalnie większe. Możemy się więc w pewien sposób „lewarować”.
Wspomniane po drodze 10% ryzyka od całości kapitału jest jednocześnie bardzo dynamiczne. Zmienia się wraz ze zmianami całości kapitału, który może być ulokowany w tym czasie w różne inne aktywa, można go dopasowywać do koniunktury (np. obniżać stopniowo wraz z hossą a podwyższać z bessą) no i przesuwa się wartościowo wraz zyskiem na kapitale co chroni przed efektem „house money”.
To trywialny przykład ale mam nadzieję pomoże zrewidować podejście do statycznego i niepragmatycznego „kapitału na straty”. I nie chodzi tutaj w rzeczy samej o czystą matematykę ile o sposób myślenia…
—Kat—


Dodaj komentarz