Licencjonować, czy nie licencjonować

„Tradycja naszych dziejów jest warownym murem, to jest właśnie kolęda, świąteczna wieczerza… To jest ludu śpiewanie, to jest ojców mowa, to jest nasza historia, której się nie zmieni.” Miś, reż. S. Bareja

Trwa debata (niezbyt głośna) na temat możliwego zniesienia obowiązku licencjonowania maklerów i doradców. Nie jest specjalnie zaskakujące, że spora część wypowiadających się publicznie (ale nie wszyscy) jest przeciwko. W końcu jeśli się zdobyło jakąkolwiek licencje to nie ma co z niej ot tak sobie rezygnować.

Zostałem przez redaktora naczelnego Parkietu poproszony o zajęcie w tej sprawie stanowiska, bo pamiętał, że wiele lat temu byłem orędownikiem liberalizacji rynku. Od tamtego czasu nic się nie zmieniło z tym, że obecna dyskusja niespecjalnie mnie porywa. Może dlatego, że przekonałem się, iż brak licencji nie musi oznaczać rezygnacji z własnej kariery na rynku kapitałowym.

Czytam wypowiedzi zwolenników pozostawienia obecnego stanu – a to, że to tradycja, a to, że wyższe standardy etyczne, że wiedza, że kompetencje i przypominam sobie debatę zorganizowaną przez Parkiet w 2003 roku właśnie o liberalizacji rynku. Pozwolę sobie na wybór cytatów z tej debaty. Do oceny Czytelników. Nie podam nazwisk, wyjaśnię tylko, że publicznie mówiły to osoby z licencjami:

„Na rynku walutowym nie potrzeba do podejmowania decyzji tak szczegółowych informacji, po za tym one są ogólnodostępne. Instrumenty notowane na rynku kapitałowym wymagają szczególnej wiedzy i szczególnego pośrednictwa w obrocie nimi.”

„Nie jest prawdą, że rynek walutowy nie jest regulowany. Przecież nawet na prowadzenie kantoru trzeba zezwolenia NBP. Do niedawna funkcjonowały licencje dla banków dewizowych.”

„Chciałbym zaznaczyć, że rynek walutowy jest ściśle regulowany. Proszę zwrócić uwagę jak są wyznaczane kursy na giełdzie – to jest rzeczywista gra rynkowa. Tymczasem na rynku walutowym to NBP wyznacza codziennie kursy, przecież zakres wahań kursów często uregulowany jest umowami międzynarodowymi.”

Mnie wtedy to szokowało. Teraz śmieszy. Niemniej jednak dyskusja trwa. Również o kompetencjach. Związek Maklerów i Doradców, ten sam którego członkowie mówią o wyższych standardach etycznych, a który chyba zapomniał swojej własnej historii (http://biznes.interia.pl/wiadomosci-dnia/news/zapasc-finansowa-zwiazku-maklerow,463481), przygotował ankietę, która ma udowodnić, że „wszyscy” chcą pozostawienia licencji.

Bardzo mi się podoba konstrukcja pytań i wnioskowanie na tej podstawie (http://zmid.org.pl/)

Czytelników zapraszam do lektury i własnych przemyśleń.

Moim ulubionym pytaniem jest: „Licencje dla doradców inwestycyjnych i maklerów podnoszą znajomość zasad etyki zawodowej oraz mogą zwiększać prawdopodobieństwo etycznej postawy w trakcie wykonywania zawodu.”

Cudo – „licencje […] mogą zwiększać prawdopodobieństwo etycznej postawy”. Podejrzewam, że to zdanie jest prawdziwe dla dowolnego typu licencji w dowolnej branży. Właściwie odpowiednio wysoka pensja też może zwiększać prawdopodobieństwo etycznej postawy. Cukierki również.

Podziel się tym artykułem:

Polecamy

Autorzy

Najnowsze komentarze

  1. @ Czytelnik To są interesujące pytania ale wymagają dobrej, "długiej", bazy danych z notowaniami amerykańskich spółek.

  2. 1. Czy takie same zależności/zachowania kursów można zaobserwować w przypadku pojedynczych akcji? Mam tutaj wątpliwości. 2. Kiedy po kilkuletnim boomie…

  3. To jest bardzo ciekawy komentarz, dziękuję. Zastanawiam się teraz, skoro taki spadek oczekiwanych zysków (do 3% w IIQ-2027) jest spodziewany,…

  4. Tak. 12345678901234567890 (te cyferki są tylko dlatego, że tak krótki komentarz nie był akceptowany) 🙂

Tagi

Najnowsze wpisy

Komentarze

7 odpowiedzi na “Licencjonować, czy nie licencjonować”

  1. Zawsze mnie intrygowało czemu doradca inwestycyjny musi znać przeróżne przepisy prawne np.: kodeks cywilny na pamięć i wiedzieć, czy czereśnie spadłe z drzewa sąsiada na jego działkę należą do niego czy sąsiada 🙂

    http://www.knf.gov.pl/Images/Komunikat_di_87_tcm75-18507.pdf punkt 11

  2. Awatar tomfid
    tomfid

    @ ZP Dobre 🙂

  3. Awatar lesserwisser
    lesserwisser

    @ ZP

    „Zawsze mnie intrygowało czemu doradca inwestycyjny musi znać przeróżne przepisy prawne np.: kodeks cywilny na pamięć i wiedzieć, czy czereśnie spadłe z drzewa sąsiada na jego działkę należą do niego czy sąsiada”

    Zaspokoję twoją ciekawość i spróbuję wyjaśnić dlaczego kwestia tych czereśni jest akurat ważna, nie mniej jak ogólna orientacja w tematyce około biznesowej przydaje się doradcy.

    Skupmy się na tych czereśniach. Otóż „cherry picking” w języku inwestycyjnym oznacza wyszukiwanie dobrych okazji inwestycyjnych poprzez wybór akcji, które się dotychczas dobrze sprawowały, w nadziei że ten trend wzrostowy będzie kontynuowany.

    Tak więc, ponieważ każdy inwestor ma naturalny apetyt na czereśnie, to doradca inwestycyjny powinien mieć orientację w tym temacie, gdyż jak mówi pismo, po owocach ich poznacie.

    A licencjonowany doradce inwestycyjny ma, z założenia, właśnie wskazać nam akurat te czereśnie, które ładnie wzrastają na naszej działce, a nie jakieś spady na działce sąsiada, które może podać nam na tacy jakiś nie mający licencjatu.

    Capisci ?

  4. Wydawało mi się, że „cherry picking” jednak oznacza co innego, ale zdaje sie wpuszczasz mnie w kanał, więc nie kontynuuję 🙂

  5. Awatar lesserwisser
    lesserwisser

    @ ZP

    Ani mi w głowie wpuszczanie kogokolwiek w kanał, a cherry picking ma kilka znaczeń, ja podałem tylko jedno.

    A co do licencji, to powiem krótko:

    The licence to kill is not a licence for killing. 🙂

    Killer bee.

  6. Awatar mirek

    Powinno się utrzymać wymogi licencji maklera w obecnej formule, natomiast licencje doradcy powinno się zminimalizować do (nowej) licencji doradcy finansowego. Tyle.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *