Jednym z największych przekleństw naszej rzeczywistości podatkowej jest fakt, że prawo w Polsce jest interpretacyjne. Co więcej interpretacje działają wstecz sprawiając, że nawet najbezpieczniej prowadzony biznes czy działalność nie może czuć się bezpiecznie. I żeby była jasność, nie dotyczy to takiej, czy innej opcji politycznej. Fiskus uwielbia zmieniać interpretacje od wielu lat.
„Spółka powołała się na otrzymaną w 2013 r. interpretację podatkową. Kontrolujący uznali jednak, że błędnie zrozumiała ona intencję dyrektora izby skarbowej. W ich przekonaniu wcale nie zgodził się on na stosowanie do jednej usługi różnych stawek VAT.” źródło
„Teraz wystarczy, iż jednostki skarbowe zakwestionują (na co wskazuje wydana interpretacja) przypisanie towaru do kategorii klasyfikacji statystycznej i w rezultacie interpretacje indywidualne przestaną zapewniać jakąkolwiek ochronę dla posiadających je przedsiębiorców. Rezultatem takiego posunięcia może być to, iż podatnicy będą musieli uregulować zaległości podatkowe wraz z odsetkami, nawet za ostatnie 5 lat, kiedy to „błędnie” kwalifikowali swoje produkty.” źrodło
„Do 2016 roku obowiązek ozusowania umów-zleceń dotyczył tylko pierwszej umowy, a od kolejnych nie trzeba było odprowadzać składek. W tym roku ZUS uznał, że od każdej umowy należało odprowadzić składkę. Co gorsza, ubezpieczyciel interpretację tę zaczął stosować wstecz.” (źródło)
„Ministerstwo Finansów przedstawiło nową interpretację przepisów, zgodnie z którą wina owocowe i cydry powinny być objęte wyższą akcyzą, a to byłaby katastrofa dla branży.” (źródło)
[EDIT: świeża nowość: 11:17, 23.04.2018]
„W poprzednich latach fiskus zgadzał się na ustalanie wynagrodzenia za przeniesienia praw autorskich na podstawie procentowego udziału wskazanego w umowie. Teraz kwestionuje takie rozwiązanie. Najbardziej niepokojące jest jednak to, że niekorzystne stanowisko fiskusa sięga do wcześniejszych okresów” (źródło)
To tylko kilka wybranych przykładów z ostatnich lat, po wpisaniu w wyszukiwarkę hasła „zmiana interpretacji podatkowej”. Dlatego niezmiernie mnie bawi to co dzieje się przy okazji informacji dotyczących opodatkowania z obrotu kryptowalutami. Mnie bawi, ale gdybym był zaangażowany w choć jedną transakcję lub planowałbym jakieś w przyszłości, byłbym poważnie przerażony.
Cóź się bowiem takiego stało? Oto na początku kwietnia, czyli miesiąc przed końcem terminu składania zeznań podatkowych Ministerstwo Finansów opublikowało oficjalny komunikat, z którego wynikało, że kryptowaluty to prawa majątkowe i każdy inwestor musi wypełnić deklarację PCC i zapłacić podatek w wysokości 1 proc. wartości rynkowej kryptowaluty. W śródowisku osób zainteresowanych podniósł się całkiem spory szum. Przy czym nie na to, że absurdem jest ogłoszenie komunikatu w takim momencie (a to trochę pokazuje jakość tworzonego prawa), ale to, że taka interpretacja doprowadzi do bankructwa wielu osób aktywnie handlujących kryptowalutami.
Ministerstwo Finansów przejęło się tym nieco i oto kilka dni później pojawia się kolejny komunikat, z którego nic nie wynika więcej ponad to, że „Nie jest to jednak docelowy sposób opodatkowania tej sfery. Pracujemy nad zaproponowaniem innej bardziej dogodnej formy opodatkowania kryptowalut.”
Dla mnie sformułowanie „bardziej dogodna forma opodatkowania” brzmi jak niezła pułapka. Bo nie chodzi o sposób opodatkowania, tylko jego formę – mailem, przez iternet, a może jeszcze jakoś inaczej. No ale awantura zaczęła być na tyle głośna, że głos zabrał również wiceminister finansów Paweł Cybulski. Na antenie radia RMF FM powiedział:
Jeśli możemy się rozliczyć, jest to realne i możliwe, to powinniśmy to rozliczyć. Czyli w głównej mierze trzeba zwrócić uwagę na podatek dochodowy. Co do podatku PCC, to jest on w tej chwili kwestionowany, przez to, że nie ma dogodności opodatkowania. Trudno opodatkować trzysta, czterysta czy tysiąc transakcji u jednego podatnika i zmusić go do składania PCC za każdym razem.
[…]
Oczywiście interpretacje sądowe mówią wyraźnie, że kryptowaluty to prawo majątkowe, więc powinniśmy się rozliczać za pomocą PCC. Ale jest to rzecz rzeczywiście bardzo kwestionowana i tak jak podkreślam jest to podatek niedogodny. Nie daje nam możliwości rozliczenia się w sposób rzetelny.
Jeśli jest możliwość do rozliczenia w PCC, to rozliczmy. Mamy już wielu podatników, którzy rozliczyli PCC za kryptowaluty. W innych przypadkach mamy niedogodność. Mamy pewien spór i musimy to w najbliższym czasie rozwiązać.
A więc: jeśli ktoś ma dogodność rozliczenia tego w PCC, to bardzo proszę, tak to powinno wyglądać. Ale podejrzewam, że większość podatników nie będzie miała możliwości składania 400, 500, 1000 PCC dziennie. Po prostu jest to niedogodność, niemożliwość rozliczenia się w tym podatku PCC. Prawo mówi, że tak, ale nie ma takiej możliwości fizycznej rozliczenia się.
Jeśli nie ma takiej możliwości, to nie powinniśmy robić sankcji.
Na pewno nie będziemy starali się wyciągać podatnikom pieniędzy w sposób siłowy. Na pewno będziemy chcieli zrobić to rozsądnie.
(źródło)
Zdarza mi się mówić w prywatnych rozmowach, gdy ktoś dziwi się czemuś w otaczającej rzeczywistości – „czy nie zapomniałeś przypadkiem, że mieszkasz w Polsce”. I takie samo pytanie zadaję po wypowiedzi Pawła Cybulskiego. Co to znaczy – „mamy niedogodność”, „jeśli ktoś nie może”, „nie powinniśmy robić sankcji”, „nie będziemy się starali”. Co to w ogóle jest?
Obietnice, przysięgi czy taka sobie luźna rozmowa na antenie radiowej?
A co jeśli za lat kilka jacyś inni „my” (czytaj: urzędnicy skarbowi, lub ministerialni) orzekną – „tak mówili nasi poprzednicy, ale my stoimy na stanowisku, że…”
Niejasne i niedookreślone prawo to przede wszystkim pułapka na obywateli. Pułapka, którą można wyciągnąć w dowolnym momencie i wykorzystać. Tak nie buduje się szacunku do państwa ani prawa. Dlatego we wspomnianej rozmowie przerażające jest coś zupełnie innego. Coś co pada na samym jej początku:
„To jest problem, który istnieje już od 2012 roku. Z tego co wiem, to Ministerstwo Finansów już próbowało określać jak rozliczać kryptowaluty. Problem trochę nam ucichł.”
Problem TROCHĘ nam ucichł. SZEŚĆ LAT. Ministerstwo próbowało, ale jakoś się nie udało. A teraz się udało tyle, że 6 dni przed terminem oddawania deklaracji podatkowych obywatele mają informację „nie będziemy się starali wyciągać pieniędzy podatnikom”.
Paradne.

