Miałem ostatnio okazję przysłuchiwać się rozmowie dotyczącej tego co nas czeka. To była prywatna dyskusja, nie w ramach konferencji, debat, acz dotyczyła spraw bieżących. Polityki, gospodarki, rynków. Brałem w niej bierny udział, po prostu słuchając, nie tylko argumentów dotyczących tego, do czego doprowadzi aktualna polityka w wielu krajach, ale też jak na to będą reagowały rynki.
Jak to zwykle w takich rozmowach, nikt nikogo nie próbuje przekonywać do własnych racji, ale raczej stara się pokazać (a może narzucić) własną wizję przyszłości. Nie ma w tym zwykle wielkiej analityki czy argumentacji, są to raczej opinie. Dlatego siedzę sobie z boku i przyglądam się coraz to ciekawszym argumentom, nie mogąc się oprzeć wrażeniu, że ludzie zapominają o tym, że z jednej strony naprawdę nasza wiedza o tym, jak potoczą się przyszłe procesy globalne jest znikoma. A z drugiej, jak bardzo zapominamy o tym, że świat miał za sobą kryzysy, wojny, dyktatury, terror i że wcale nie jest to jakaś odległa i daleka przeszłość. Czerwone Brygady, IRA, ETA, RAF to nazwy, które powinny (choćby przez mgłę) mówić coś żyjącym w latach 70., 80., a nawet na początku lat 90. Nawet w Polsce odciętej wówczas od Europy Zachodniej. Jeśli ktoś jest przekonany, że Wielka Brytania nagle stała się niebezpiecznym miejscem powinien zerknąć do statystyk.
Przewroty wojskowe w Grecji i Portugalii, to też nie jest odległa galaktyka. Prawa wyborcze dla kobiet w Szwajcarii to dopiero 1971 rok (w dwóch kantonach w 1989).
Zapytany co myślę w trakcie takich dyskusji, zwykle odpowiadam, że nic nie myślę. Nie mam pojęcia. Prognozy są fajne, ale raczej jako rozrywka towarzyska. Jeśli ktoś zamierza zastanawiać się, jak będzie wyglądał świat za 10, 20 lat z dużym prawdopodobieństwem będzie można powiedzieć, że się pomyli. Po latach zaś może zaprzeczyć, że takie bzdury wygadywał.
Siedziałem i przypominałem sobie fragment wspomnień Jima Rogersa Street Smart, który pisał:
O historii możemy powiedzieć, że jeśli nie uczy nas niczego to na pewno pokazuje, że to co dziś wydaje się niekwestionowane jutro może wyglądać zupełnie inaczej. Najbardziej stabilne i przewidywalne społeczeństwa przechodziły poważne zmiany. Monarchia Austro-Węgierska była klejnotem w samym środku Europy, w 1914 roku stanowiła światowe centrum bogactwa. W tamtym okresie giełda w Wiedniu liczyła cztery tysiące członków. W ciągu zaledwie czterech lat Austro-Węgry zniknęły z mapy świata. Wystarczy wybrać dowolny rok z naszej historii i zobaczyć co się stało w ciągu kolejnych dziesięciu czy piętnastu lat. Weźmy na przykład 1925 – rok powszechnego pokoju, dobrobytu i stabilności. Co się stało dziesięć lat później? A za kolejne pięć lat, w 1940? Spójrzmy na pierwszy rok rozpoczynający każdą dekadę w ciągu ostatniego półwiecza – 1960, 1970 i tak dalej, aż do końca tysiąclecia. Tradycyjny świat, jaki istniał na początku każdej dekady rozpadał się w ciągu kolejnych dziesięciu, czy piętnastu lat.
To jest fajne zadanie. Spróbować spojrzeć na świat poprzez dekady. Nawet własnego życia. Dwudziestolatkowie mogą mieć problem, ale już trzydziestolatkowie mogą przypomnieć sobie rok 1987 i sięgnąć do tamtej prasy, tamtych wydarzeń, tamtej rzeczywistości (choćby we wspomnieniach rodziców). Szczera odpowiedź na pytanie, czy na podstawie tego co wówczas się wydarzyło, z pewnością oczekiwałbyś takiego świata w jakim żyjesz dziś.
W polecanej przeze mnie książce Superprognozowanie Philipa Tetlocka i Dana Gardnera zamieszczona jest notatka autorstwa Lintona Wellesa, którą sekretarz obrony USA Donald Rumsfeld przesłał do prezydenta G. Busha i wiceprezydenta D. Cheneya w kwietniu 2011. Notatka została sporządzona dwa lata wcześniej.
Pozwolę sobie przytoczyć ją w całości, bo jest tego warta. Mam nadzieję, że pozwoli też nabrać dystansu do wszelkich długoterminowych prognoz (czy też marzeń).
Kilka uwag przed czteroletnim przeglądem obrony
- Gdybyś w 1900 roku był decydentem w dziedzinie bezpieczeństwa w najpotężniejszym państwie świata, byłbyś Brytyjczykiem, przezornie przyglądającym się swojemu odwiecznemu wrogowi, Francji.
- Do roku 1910 znajdowałbyś się w sojuszu z Francją, a twoim wrogiem byłyby Niemcy.
- Do roku 1920 rozegrałaby się, wygrana, I wojna światowa, a ty uczestniczyłbyś w wyścigu zbrojeń floty wojennej, ze swoimi niegdysiejszymi sojusznikami – USA i Japonią.
- Do roku 1930 wprowadzono traktaty ograniczające broń morską, trwał Wielki Kryzys, a w planowaniu działań wojennych obowiązywało hasło „żadnej wojny w ciągu 10 lat”
- 9 lat później wybuchła II wojna światowa.
- Do roku 1950 Wielka Brytania nie była już największą potęgą świata. Rozpoczęła się Era Atomowa, a w Korei trwały „działania policyjne”
- 10 lat później uwaga polityczna skierowana była na „zapóźnienie w dziedzinie pocisków rakietowych”, paradygmat w myśleniu strategicznym zmieniał się ze zmasowanego odwetu na elastyczną reakcję, a o Wietnamie mało kto słyszał.
- Do roku 1970 nadszedł i przeminął szczyt naszego zaangażowania w Wietnamie, zaczynało się odprężenie w stosunkach z Sowietami oraz namaszczaliśmy Szacha na naszego protegowanego w rejonie Zatoki Perskiej
- Do roku 1980 Sowieci wkroczyli do Afganistanu, Iran zmagał się z rewolucją, toczyła się dyskusja o naszych „papierowych siłach” oraz „obszarze słabości”, USA były największym wierzycielem w historii świata.
- Do roku 1990 Związek Sowiecki znajdował się o krok (1 rok) od rozpadu, siły amerykańskie w Iraku miały za chwilę pokazać, że daleko im do „papierowości”, USA stały się największym dłużnikiem w historii świata, a o internecie nikt nie słyszał.
- 10 lat później Warszawa była stolicą państwa natowskiego, geografia przestała ograniczać zagrożenia asymetryczne, a następujące równolegle rewolucje w informatyce, biotechnologii oraz wysokiej gęstości źródłach energetycznych zwiastowały niemal nie dające się przewidzieć zmiany.
- Wszystko to pokazuje, że nie jestem w stanie powiedzieć, jak będzie wyglądał rok 2010, mogę jednak stwierdzić, że z pewnością w niewielkim stopniu będzie przypominał to, czego się dziś spodziewamy, a co należy wziąć pod uwagę w naszych planach.
Jakieś prognozy na najbliższą dekadę? Europa na pewno…. (wstaw odpowiedź, wróć do niej za dziesięć lat 😉 )


Dodaj komentarz