Zmiany cen na giełdach światowych w tym tygodniu zdominowały ponownie wydarzenia polityczne pod postacią szykowanego do impeachmentu prezydenta USA, i to może być lontem do gotowej bomby, której na imię „ucieczka od ryzyka”.
Jeszcze w środę rano powszechnie narzekano w mediach społecznościowych na rekordowo niską zmienność w USA, którą reprezentuje wskaźnik VIX, czyli indeks strachu. Kursy indeksów od tygodni buksują w małych zakresach i starczyła jedna notatka Trumpa ujawniona przez media by zmienność eksplodowała wraz ze spadkiem kursów.
Bank of America Merrill Lynch regularnie sonduje menadżerów zarządzających globalnymi funduszami, zadając pytanie jak oceniają światowe rynki akcji. Poniżej zagregowane odpowiedzi tych, którzy sądzą, że akcje są przewartościowane:
Jak widać już dawno zostały pokonane poziomy z ostatniego kryzysu 2007-2009, wchodzimy do poziomów krachu spółek technologicznych z przełomu wieków. Można też spojrzeć z drugiej strony: tylko 37% zarządzających uważa dziś akcje za przewartościowane, a więc 63% nadal nie widzi problemu. I ta większość zwykle ma rację poza jednym przypadkiem – gdy racji nie ma, a to zdarza się podczas każdej bessy.
Idealny sygnał wyczerpania wskazuje sam indeks S&P 500. Po lukach wzrostowych z końca kwietnia, teraz pojawiła się luka spadkowa, co razem powoduje, że ten okres pomiędzy nimi może wskazywać na techniczną tzw. wyspę wyczerpania:
O ile jednak z pewnością przewartościowanie dotyczy rynków amerykańskich, to do funduszy rynków rozwijających się i do europejskich ETFów napłynęły ostatnimi dniami rekordowe środki inwestorów. Ale generalnie wszystkie rynki wykazują dość sporą odporność na politykę. Niektórzy nazywają obecną sytuację kryzysem, ja powiedziałbym, że to na razie jedynie napięcia. I związane z nimi złe wiadomości nie przekładają się jeszcze na masową ucieczkę giełd od ryzyka. Zaryzykuję jednak stwierdzenie, że Trump-hossa właśnie się skończyła.
—kat–



