Połączenie skrajnego optymizmu i klasycznego cyklu emocji rodzi pytania, których nie chcemy zadawać.
Inwestorzy ledwie zdążyli świętować spotkanie DJIA z 20000 pkt., a już przyszło przyzwyczajać się do 21000 pkt. Inne średnie amerykańskie szybują na historycznych maksimach i witają się z psychologicznymi barierami. W Europie indeksy mierzą w swoje rekordy. Zmienność jest niska, a handel jednokierunkowy (co obserwujemy również na GPW). Nie dziwi zatem fakt, iż CNN-owski Fear/Greed Index sygnalizuje położenie rynku w pozycji Extreme Greed.
Dobry moment, żeby spojrzeć na sytuację z nieco szerszej perspektywy. Odnotujmy, jak szybko odeszliśmy od świata, w którym banki centralne dotarły do ściany i prognoz mówiących o straconych dekadach, trwałej deflacji i niskim wzroście gospodarczym. Od rozpadu strefy euro i upadku Grecji. Wszystkie elementy stale są gdzieś na rynku, ale jakoś przestały się liczyć. Liczą się tylko obietnice nowego prezydenta USA i rosnące przekonanie, iż większość rzeczy jakoś się ułoży i świat znów będzie mlekiem i miodem płynący.
Stali czytelnicy mojego kawałka podłogi na blogi.bossa.pl wiedzą, iż byłem wielkim zwolennikiem tej hossy z ostatnich 7 lat. Gdy inni chrząkali, zalecałem optymizm. Gdy panikowali, zalecałem spokój. Podkreślałem wagę taniego kredytu i pozytywne trendy w gospodarkach. Sygnalizowałem, żeby czekać i dać pracować cyklom koniunkturalnym oraz trendom giełdowym. Zalecałem kupowanie na korektach z pewnością i przekonaniem, iż ceny będą wyżej. Polecałem rynki zagraniczne jako ciekawsze i bezpieczniejsze od wschodzących.
Patrzę na wynik swoich własnych poczynań na rynku od 2010 roku i czuję się zawstydzony. To było w pewnym sensie położenie strażaka, który wcześniej ćwiczył się w gaszeniu pożarów czekając w nadziei, iż przyjdzie pożar, jakiego nie widział i wreszcie będzie mógł wykorzystać dwadzieścia lat czekania na okazję do działania. Możliwe, że ja i podobne krasnale mieli okazję zakładu życia. Wrzucić 100 procent kapitału w akcje i opcje w 2010 roku było czymś, czego nie powinno się robić, ale to był moment, o którym ładnie śpiewał Leonard Cohen: many nights I prayed for this, to let my work begin… I practiced every night, now I’m ready. Cohen pewnie się w grobie przewraca, ale znający mnie prywatnie wiedzą, że zawsze byłem anarchistą. I fanem Cohena.
Dlatego z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że powoli przestaję czuć się komfortowo w tym rynku byka. Za dużo optymizmu i za dużo zgody. Fundamentalnie stale można i nawet należy myśleć o kontynuacji, ale sam fakt, iż wszyscy zgadzają się ze sobą musi być ostrzeżeniem. Dlatego proponuję przypomnieć wykres, którego chyba nigdy na blogach bossy nie umieściliśmy, ale wszyscy mamy w głowach. Zadajmy sobie pytania, w którym punkcie znajduje się wspólny mianownik psychiki tłumu i jakie ryzyka trzeba mieć na uwadze, gdy szuka się swojej szansy w sytuacji, gdy świat zdaje się wierzyć w jeden scenariusz?
Źródło: Forbes (www.forbes.com/sites/greatspeculations/2012/10/18/understand-the-cycle-of-market-emotions-to-make-better-investing-decisions)



Dodaj komentarz