Na koniec zwrócę uwagę, jak straty pojawiają się jako powtarzające się, charakterystyczne wzorce.
Uświadomienie sobie tego i wprowadzenie w życie wniosków powinno usprawnić inwestowanie/trading.
Kolejność pojawiania się zysków i strat jest całkowicie losowa, i dlatego nie da się z góry przewidzieć wyniku w kolejnej transakcji, ani w prosty sposób wykorzystać ich rozkładu do poprawy wyników. Czyli po 2, 3, 5 czy 10 stratach z rzędu niekoniecznie następne wejścia będą zyskowne. W ten sposób tracą ci używający zbyt agresywnych metod martyngałowych (podwajanie wielkości pozycji po stracie). Istnieją wyjątki – np. gdy zrobimy to całkowicie systematycznie. Poświęciłem temu niedawno cały cykl wpisów =>tutaj. Powiększanie w sposób regularny pozycji podczas obsunięć to zresztą nie jest nowy, ani nieracjonalny pomysł, o ile nie oddamy go całkowicie losowości, można więcej poczytać o tym w gościnnym wpisie na naszym blogu -> tutaj.
Aby ograniczyć ilość strat dąży się do jak największej TRAFNOŚCI transakcji, czyli jak największego udziału wejść na pozycję zakończonych zyskiem w stosunku do wszystkich wejść. Wiadomo, im procentowo mniej nieudanych pozycji, tym łatwiej je znosić. Trzeba jednak pamiętać, że o trafności nie decydują wejścia na pozycję, tylko WYJŚCIA z niej. Większą trafność można osiągnąć stawiając szybsze take-profity i szerokie stop-lossy, ale te ostatnie tak potraktowane powodują jednorazowo większe relatywne straty liczone w punktach i rozciągnięte w czasie, co sprawia więcej emocjonalnego bólu. Zawodowi traderzy preferują szybkie ucinanie strat jako mniej doskwierające emocjonalnie i przejście do nowej rozgrywki, a zamiast szybkiej realizacji zysków prowadzenie ich jak najdłużej.
Szerokie stopy liczone w punktach czy procentach wobec poziomu otwarcia nie muszą oznaczać większych strat finansowych. Kluczem jest tutaj stosowne liczenie wielkości pozycji. Stratę z szerszego stopa łagodzi MNIEJSZA pozycja, przy wąskich stopach można pozwolić sobie na dużo WIĘKSZE wielkości pozycji, co przekłada się też potem na zyski. Zauważyłem w tej kwestii błąd myślenia traderów, którzy nie posługują się kategorią procentowej straty liczonej od kapitału, albo którzy grają tylko 1 kontraktem. A wszystko jest dość proste, jeśli spojrzeć na poniższy przykład:
Kupujemy akcje spółki XY po cenie 10 PLN, mając do dyspozycji 10 000 PLN. Zakładamy, że możemy w transakcji stracić maksymalnie 1% czyli 100 PLN.
Jeśli stop ustawimy 0,2 PLN od ceny wejścia to stać nas na
100 PLN/ 0,2 PLN= 500 sztuk owych akcji przy ryzyku 1% straty.
Jeśli stop stawiamy 1 PLN od ceny wejścia to stać nas na
100 PLN/1 PLN= 100 sztuk.
Mając więcej akcji wpadnie nam większy zysk przy takim samym poziomie wyjścia z pozycji w obu przypadkach.
Jednocześnie jednak szansa doznania straty 20 groszy poniżej ceny wejścia jest nieco większa niż dla stopa 1 PLN. Można zresztą posłużyć się Salomonowym rozwiązaniem i postawić… oba stopy, po 50% kapitału na każdy!
Najprostszym lekiem na ból emocjonalny powodowany przez straty jest właśnie wielkość pozycji, powiązana często z lewarem. MNIEJSZE pozycje to lepszy sen i stopniowe nabieranie wprawy, co pozwala stopniowo je powiększać. Jeszcze lepiej, kiedy kapitał podzieli się na wiele instrumentów jak najmniej skorelowanych ze sobą. Natomiast zgubną metodą może okazać się różnicowanie wielkości pozycji zależnie od czucia, intuicji, nastroju, formy fizycznej czy psychicznej. Zmienianie bowiem nieregularne wielkości pozycji naraża nas na losowość rozkładów i bardziej niesymetryczne zyski/starty tam, gdzie przy regularności można było ugrać więcej. Może się bowiem okazać, że gramy większą pozycją tam gdzie okazało się, iż ponieśliśmy stratę, a odwrotnie przy zysku, albo podłożem wzrostu pozycji są negatywne emocje, które prowadzą do zaburzeń decyzyjnych i jeszcze większych strat.
Bardzo ważne jest układanie uprzedzających SCENARIUSZY gry. Systemy mają je już rozpisane w kodach, ale we wszystkich innych podejściach należy po każdym ruchu rynku analizować wszystkie kolejne zmiany, jakie mogą się zdarzyć, a potem określać własne działania stosownie do nich. Dobry scenariusz musi zawierać plan akcji na wszystkie mogące pojawić się w dalszym ciągu ruchy rynku. Zupełnie jak w szachach. Dzięki temu jesteśmy przygotowani i oswojeni z tym, że strata może się pojawić i mniej więcej wiadomo jak i co z nią zrobić. To tonuje emocje i ułatwia kontrolę nad sobą i portfelem.
Rodzaj używanej metody z góry określa miejsce powstania strat. Podążanie za trendami zwykle generuje straty na płaskich rynkach. Ustawianie się w kontrze do trendów (łapanie dołków/górek) oznacza straty podczas silnej kontynuacji owych trendów. Polowanie na wsparcia i opory w swing tradingu oznacza, że wiele z nich zostaje przebita. Jeśli wiadomo, czego się spodziewać, trudno być zdziwionym, gdy tak rynek i nasza strategia nie współgrają. Rada na zamortyzowanie strat? Zastosować 2-3 strategie o różnych podejściach jednocześnie. Kiedy jedna krwawi, inna przynosi wówczas zyski. To również działa kojąco.
—kat—


Dodaj komentarz