W jaki inny sposób można sprawdzić kwalifikacje potencjalnego nauczyciela inwestowania/tradingu gdy samo okazanie wyniku na rachunku inwestycyjnym nie rozwiązuje w zasadzie sprawy wiarygodności, co pokazywałem w poprzednim wpisie?
Oczywiście najprostszym rozwiązaniem jakie może przychodzić na myśl to sprawdzenie wszelkich innych dostępnych informacji, w czym pomocny będzie przede wszystkim internet. Poza materiałami reklamowymi, które co prawda zakreślą obszar spodziewanych korzyści to jednak i tak niewiele podpowiedzą w kwestii wiarygodności, najprzydatniejszą informację możemy uzyskać od tych osób, które w kursach/szkoleniach/warsztatach brały już udział. I tu niestety ponownie czeka nas kilka niewiadomych.
Najdonioślejszym świadectwem skuteczności nauczania danego Mistrza byłyby wyniki inwestycyjne jego uczniów. Uzyskanie ich to jednak mrzonka, nie mówiąc o tym, że obciąża je wszystkie 7 wad wymienionych przeze mnie w poprzednim wpisie. Ale już np. w USA doradcy inwestycyjni budując swój prestiż gromadzą dossier z wynikami klientów, którym pomagają inwestować. Być może tego rodzaju trend dotrze i do nas, tyle że ponownie należy wówczas zwrócić uwagę na wiarygodność i kompletność tego rodzaju materiałów.
I trzeba pamiętać, że nie każdy doradca ma tę samą rangę. Dużej wiarygodności można oczekiwać od CTA (Commodity Trading Advisors) ściśle nadzorowanych przez organizację NFA, prowadzącą kartotekę każdego z nich (dostępne w internecie). Nie ma tam co prawda wyników, ale znajdują się informacje o wszystkich wydarzeniach, które wymagały interwencji nadzoru. Podobnie jak w archiwach CFTC i SEC. Nawet co niektórzy celebryci inwestowania mają tam zapaskudzone życiorysy takimi wpadkami jak np. nieuczciwy marketing. Tego rodzaju nadzór utrzymuje wysokie standardy w branży, których dodatkowo pilnuje na zlecenie klientów armia prawników, gotowa rzucić się do gardła nierzetelnym doradcom.
2 przykłady, które utkwiły mi w pamięci:
George Angell -> link
Jacob Bernstein – > link
Wróćmy do uczestników kursów/szkoleń. Innym słabym punktem informacyjnym może być wiarygodność informacji o rzeczywistym uczestnictwie. Internet zniesie wszystko, z nadmuchanymi informacjami reklamowymi w szczególności, również takimi sprawiającymi wrażenie autentyczności. Nie chodzi przy tym jedynie o tzw. testimonials czyli dość często kuriozalne peany na cześć szkolącego, wychodzące spod piór jego „zadowolonych klientów”, najczęściej wieńczące reklamy czy strony internetowe. Technologia poszła dużo dalej: dziś można wynająć firmę, która profesjonalnie przeprowadzi dowolnego rodzaju akcję promocyjną, w tym za pomocą wcielenia się w uczestników forum dyskusyjnego czy grupy społecznościowej, budując im historię, posługując się branżowym słownictwem i dla podkreślenia autentyczności robiąc nawet błędy. Dla równowagi głosy deprecjonujące mogą pochodzić w podobny sposób choćby od konkurencji. Generalnie jednak inwestycyjne fora dyskusyjne z tego co widzę radzą sobie z identyfikacją nieszczerych wypowiedzi, to więc „w miarę” solidne źródła informacji.
Celowo wyrażenie „w miarę” biorę w cudzysłów. Nie znamy na podstawie małej ilości głosów (często jednego czy dwóch) rzeczywistej reprezentacji uczestniczących w szkoleniach, choć możemy wstępnie wyrobić sobie jakąś opinię. Ale nie mniej ważna jest tu sprawa oczekiwań i ich realizacji, z powodu których opinie mogą być nie zawsze obiektywne.
Najczęstszym oczekiwaniem jest oczywiście zdobycie takiej wiedzy i umiejętności pod okiem Mistrza, które pozwolą zyskownie wejść w trading/inwestowanie na własny rachunek. Nie zawsze jednak będzie to możliwe i skuteczne. Z kilku powodów, z których wymienię dwa istotne (zaobserwowane przeze mnie na realnych przypadkach):
1/ Niedopasowanie mentalne lub merytoryczne
To drugie wynika najczęściej z braku stosownej wiedzy. Ktoś mało doświadczony i nie znający wystarczająco zasad samej giełdy i rynku może mieć problem z zaawansowanym poziomem kursu. Poznałem człowieka, który wydał pieniądze na szkolenie z zakresu kontraktów terminowych nie mając o nich zielonego pojęcia.
Z drugiej strony mamy do czynienia z problemem dysonansu pomiędzy charakterem, usposobieniem i emocjonalnością uczestnika a nauczaną metodą. Np. nie każdy dysponuje mentalnymi warunkami, które pozwolą zatracić się w proponowanej strategii błyskawicznego skalpingu na kilku tikach/pipsach. Większość z prowadzących szkolenia podkreśla wyraźnie ten problem – nie każdy z chętnych nadaje się do każdego rodzaju strategii. Więcej o tym wkrótce.
2/ Jakość nauczanych metod
Można mi zarzucać, że nieustannie wałkuję słowa „przewaga” i „intuicja”, ale zarzuty tego typu nie zmienią rzeczywistości. Biorąc pod uwagę oba, można spróbować kategoryzować nauczane strategie i ocenić ich potencjalną skuteczność.
Jeśli przedmiotem nauki są jednoznaczne, w miarę obiektywnie definiowane strategie zajmowania pozycji i zarządzania ryzykiem oraz pozycjami (jako przykład podam znany eksperyment z grupą Żółwi) to istnieje szansa, że adepci dostają do ręki w pełni replikowalną i kompletną pod każdym względem metodę. Ryzyko w tym momencie leży po stronie nauczającego: po pierwsze dlatego, że w dobie komputerów łatwo sprawdzić skuteczność tak podawanej metody, po drugie – łatwo ją powielić i rozpowszechnić. Stąd klauzula o zachowaniu tajemnicy w umowie podpisywanej przez członków teamu Żółwi.
Jeśli natomiast przedmiotem nauczania są metody, w których część procesu wiąże się z intuicyjnym zastosowaniem zasad, nieostrymi warunkami dokonywania transakcji, subiektywnymi analizami, często brakiem metod zarządzania ryzykiem w ogóle, wówczas:
A/ Rzeczywista ich skuteczność jest nieznana i trudna do szybkiego zweryfikowania oraz podatna na losowość, wobec czego mało przydatna dla ewentualnych celów reklamacyjnych.
B/ Możliwości przyswojenia wiedzy i umiejętności stają się ograniczone. Można nauczyć się ogólnych zasad, ale samej intuicji nie przekazuje się przez indukcję. Można ją w sobie wyrobić w procesie długotrwałej praktyki, ale można też nigdy jej nie posiąść, co w dużej mierze zależy od posiadanych predyspozycji. To w miarę wygodna pozycja dla nauczającego.
Nie znaczy oczywiście, że skuteczne nauczanie pod okiem coacha, trenera czy mentora jest niemożliwe. W większości sytuacji nie istnieje tu jednakowy dla wszystkich szablon, wobec czego opinie różnych osób wobec tego samego szkolenia mogą być całkowicie odmienne. Znaczenie mają poszczególne, indywidualne przypadki. Jak ten, który krótko opiszę w ramach podsumowania.
Inspiracja do napisania tej oto, drugiej części w tym samym temacie, naszła mnie gdy jeden z Czytelników podesłał mi w weekend filmik nagrany przez niego podczas szkolenia technik zarabiania na forexie. Całodniowe, wyjazdowe, cena powiedzmy umiarkowana. Jednak dla niego zbyt wysoka jak na rozczarowanie, które przeżył. Nauczający chwalił się owszem wynikami, ale nikt nie był w stanie zweryfikować ich prawdziwości więc pominięto je milczącym akceptem. Całość podlana buńczucznymi obietnicami rodem z tanich grepsów korporacyjnych.
Rozczarowanie pierwsze: szkolący pokazywał wprawdzie swoje transakcje, robione w teorii i na żywo z różnym skutkiem, ale Czytelnik miał nadzieję, że to słuchacze będą również ich dokonywać pod okiem fachowca. Po wspólnej analizie materiałów reklamowych okazało się jednak, że opacznie zrozumiał tego rodzaju obietnicę. Jego drugie rozczarowanie – trading, dość krótkoterminowy, oparty był głównie na Analizie technicznej, którą sam nazywam „quasi-obiektywną” (fale Elliota, Fibonacci, klasyczne formacje) czyli to co uda się narysować na wykresie zależy tylko od rysującego, a więc wyniki analizy oraz podejmowane decyzje wyglądają dla każdego praktykującego nieco odmiennie. Jednak jak przyznał mi Czytelnik, dla niego najważniejsze miało być poznanie w praktyce sposobów zarządzania ryzykiem. Owszem pokazano je, ale jego zdaniem nieprzyzwoicie uznaniowo (przyznałem mu ostrożnie rację ponieważ filmik nie obejmował całości i opierałem się na jego relacji). W rezultacie szkolenie okazało się dla niego jak sam to określił: „niewiele użyteczną lekcją majstrowania przy wykresach dla naiwnych i zdesperowanych”. Pomimo szczerych chęci i pilnego studiowania poznanego materiału nie udało mu się w realnej grze zyskać choćby na zwrot poniesionych kosztów. Dziękuję jednak, że zechciał się podzielić doświadczeniem i pozwolił zacytować swoje opinie na tym blogu.
—kat—


Dodaj komentarz