Temat systemu emerytalnego co jakiś czas będzie wypływał, prawdopodobnie do momentu, aż zostanie z niego coś w rodzaju Czarnego Rycerza z filmu „Monty Python i Święty Graal”. Takie przynajmniej odniosłem wrażenie po lekturze tekstu w GG Parkiet „Nie tylko OFE, ale i III-filarowe produkty należy poprawić”. (źródło: http://archiwum.parkiet.com/artykul/747443_Nie_tylko_OFE_ale_i_III-filarowe_produkty_nalezy_poprawic.html)
Oto bowiem po kastracji II filara, przyszedł czas na filar III. I szczerze mówiąc zaczynam się czuć tak, jakby ktoś dał mi w pysk. Przede wszystkim po upadku PRL-u można było liczyć, że dowolne władze demokratyczne będą wywiązywały się z umów z obywatelami. II filar pokazał, że tak nie jest. To znaczy jeden rząd się może i umówi, ale może przyjść inny i powiedzieć, że tamten był zły i my „WIEMY” jak powinno być. Później przyjdzie kolejny i zrobi to samo. Prawie jak niekończące się ekipy fachowców, które przy okazji różnych napraw i remontów na 100 procent wygłoszą tekst „kto Panu tak to zrobił, a później zaczną narzekać, co się da, a co nie”.
Sam należę do zwolenników III filara w formie rachunku w domu maklerskim. Zwłaszcza, że ta forma zaczęła mieć sens od przełomu 2008/2009 roku, gdy zwiększono limit rocznych możliwych wpłat z półtorakrotności miesięcznego wynagrodzenia, do trzykrotności. Tym samym jeszcze w 2008 roku ten limit wynosił 4055 zł, ale już w kolejnym roku było to 9 579 zł, dziś zaś jest ponad 11 tysięcy. Zaleta IKE w rachunku w domu maklerskim – brak podatku od zysków kapitałowych, czyli popularnego „podatku Belki” – dotyczy to nie tylko samych zysków ze zmian ceny papierów wartościowych, ale również odsetek od obligacji (w tym korporacyjnych) czy dywidend.
Wady – konieczność utrzymania do osiągnięcia uprawnień emerytalnych. W wypadku wcześniejszej wypłaty tracimy jedynie ten przywilej podatkowy, co oznacza, że mamy po prostu zwykły rachunek maklerski. Przy czym nie ma żadnych dziwnych kar za likwidację rachunku, kosztów pośredników, dodatkowych prowizji i tym podobnych rzeczy, które przez lata fantastycznie wymyślił przemysł ubezpieczeniowy.
Czy zmiana limitu wpłat miała znaczenie wyłącznie dla mnie, czy może szerzej docenili ją również inni inwestorzy? W 2007 liczba otwartych IKE w rachunku maklerskim wyniosła 8 782, zaś łączna wartość tych wpłat wyniosła ponad 25 milionów złotych. W ubiegłym roku (2012) otwartych było już 20 521 rachunków, a łączna wartość wpłat wyniosła ponad 111,7 miliona złotych. Średnia wysokość wpłaty była bliska maksymalnemu limitowi – 8,1 tysiąca złotych. To ważne liczby, bo średnia wielkość wpłaty liczona dla wszystkich form IKE to zaledwie 2,6 tysiąca złotych (najgorzej wypadają zakłady ubezpieczeń – 1,6 tysiąca).
Jeszcze może tylko jedno zestawienie dla tych wszystkich, którzy mówią o śladowych wypłatach (pamiętajmy, że emerytura miała się liczyć łącznie z wszystkich filarów, a nie mieliśmy porównywać sobie czy z ZUSu mamy więcej, czy z OFE, tak jak próbuje dyskusję pokierować rząd). W 2012 roku dokonano 115 wypłat jednorazowych z IKE w rachunkach maklerskich i średnia wartość takiej wypłaty wyniosła 23 939 złotych. Nie 23 złote i 93 grosze, tylko blisko 24 tysiące (słownie: dwadzieścia cztery tysiące)
Oczywiście profil klientów III filara w rachunku maklerskim jest zupełnie inny, niż tych którzy wybierają mniej aktywne formy (licząc na specjalistów). Jednak liczby pokazują, że mimo wszystko cieszy się ta formuła sporym zainteresowaniem wśród tych, którzy rozumieją na czym polega.
Oto jednak pojawia się coś kuriozalnego – pomysł, żeby „coś” zrobić z III filarem, co sugeruje debata zorganizowana przez resort pracy, a o której pisze Parkiet.
„Po raz pierwszy wyraźnie o potrzebie zmian w III filarze w czasie debaty zorganizowanej przez Ministerstwo Pracy wypowiadali się zarówno przedstawiciele organizatora, jak i resort finansów. Większość obecnych na debacie była przekonana, że przede wszystkim dobre zachęty podatkowe mogą skłonić Polaków do oszczędzania. Wskazują na to doświadczenia innych krajów.
Innego zdania był prof. Marek Góra z SGH, współautor koncepcji reformy emerytalnej, który przekonywał, że zachęty są złem i redystrybucja od biednych do bogatych.”
I po czymś takim mogę tylko zadać pytanie – kim Pan jest panie Marku Góra? Najpierw wprowadza Pan reformę, która niby to ma się wzorować na Chile, później Pan mówi, że właściwie to się wzorowała na rozwiązaniach ze Szwecji (podczas debaty w 2009 organizowanej przez Rzeczpospolitą Marek Góra powiedział, ze mamy raczej model szwedzki niż chilijski. A. Wiktorow (ZUS) zapytała go wprost „Marek co Ty gadasz?”.), a teraz uważa, że zachęty podatkowe w ogóle nie są zachętami.
Jaka redystrybucja??? Czy ja komuś coś zabieram jeśli wpłacam WŁASNE pieniądze na konto IKE, które ma zwolnienie podatkowe? Powtórzę za Wiktorow – „Marek, co Ty gadasz?”
Wyjdźmy poza relację Parkietu i sięgnijmy po notatkę rządową z debaty.
„Wiceminister finansów Izabela Leszczyna stwierdziła, że problematyka III filara jest cały czas obecna podczas dyskusji na temat systemu emerytalnego.- Musi on stać się ważnym, znaczącym elementem tego systemu. Reforma z 1999 roku opierała system na trzech filarach. Dziś możemy powiedzieć, że I filar odniósł sukces, II wymaga przebudowy, a III czeka na swój czas – stwierdziła minister Leszczyna. Jej zdaniem nie funkcjonuje on tak, jak powinien, jedynie dlatego, że społeczeństwo nie jest wystarczająco zamożne. – Taka teza nie tłumaczy wszystkiego. Mechanizmy rządzące III filarem są skomplikowane, nieprzejrzyste i wyposażone w niewystarczające zachęty fiskalne – tłumaczyła minister Leszczyna. – Konieczne jest takie ich przebudowanie, by obywatele dostrzegli, że dodatkowe oszczędzanie jest konieczne i może się opłacać.”
I prawdę mówić mocno się zaniepokoiłem, bo trafiłem ostatnio na blog pani minister Izabeli Leszczyny (według Wikipedii kończyła filologię polską, zaś w Ministerstwie Finansów jest odpowiedzialna za przejrzyste konstruowanie przepisów podatkowych i edukację ekonomiczną społeczeństwa).
W takim razie zerknijmy do owego bloga i wpisu z 23 lipca 2012 „OFE, Pijak i wiarygodność państwa”
„Kilku ekonomistów od kilku miesięcy broni dobrych OFE przed złym rządem, strasząc we wszystkich możliwych stacjach telewizyjnych i na łamach wszystkich możliwych gazet, że rządowe rekomendacje zmian w OFE to koniec rynku kapitałowego w Polsce. Na szczęście rynek, w odróżnieniu od swych dzielnych obrońców, jest chyba na wakacjach, bo specjalnie się tym larum nie przejmuje.”
Faktycznie rynek zupełnie się nie przejmuje – obroty wyschły, rynek nie ma siły do wzrostów, zaś po ogłoszeniu rewelacyjnych propozycji rządu 27 czerwca główny indeks giełdowy zanurkował blisko 3 procent, mimo że globalnie rynki akcji tego dnia wzrosły.
„Rozumiem zatem dysonans poznawczy, jaki odczuwają zwolennicy obowiązkowych OFE. Silnie tkwiące w nich przez całe lata przekonanie, że OFE są cudownym lekarstwem na niekorzystną demografię i głupich polityków, zostało skonfrontowane z informacjami, z których wynika, że obowiązkowe OFE wcale nie są lekiem na całe zło, co więcej, są obciążeniem dla finansów publicznych, dla stabilności systemu emerytalnego, a także dla ostatniego ogniwa w tym łańcuszku, czyli emeryta.”
I znów ani zdania o tym, że system emerytalny to były trzy naczynia połączone. Tylko ta sama śpiewka – OFE są złe. My to wiemy koniec kropka.
„Należy zatem ustawicznie aktualizować przemówienia, statystykę i wszelkie zapisy, aby służyły za dowód, iż sprawdzają się wszystkie partyjne prognozy. Nie wolno się także przyznać do jakiejkolwiek zmiany dotyczącej politycznych sojuszy lub spraw doktrynalnych. Każda bowiem zmiana czy to poglądów, czy choćby polityki uchodzi za przejaw słabości. Jeśli na przykład obecnie wrogiem jest Eurazja, to była nim zawsze. Jeżeli z faktów wynika co innego, fakty należy zmienić. Tak więc ciągle tworzy się historię na nowo.”
Oj przepraszam, sięgnąłem po zły cytat. Tym razem przepisał mi się fragment z 1984 roku Orwella.
„Wiarygodność państwa i systemu emerytalnego ucierpieć może tylko na utrzymywaniu iluzji, że załatwiamy jakąś ważną rzecz dla przyszłych pokoleń, gdy tymczasem serwujemy im niechciany spadek w postaci gigantycznego zadłużenia.”
Ciekawe jak wygląda wiarygodność państwa, które systematycznie zrywa umowy podpisywane przez obywatela?
„Jest zrozumiałe, że Powszechne Towarzystwa Emerytalne bronią swoich interesów jak niepodległości. Byłoby nawet dziwne, gdyby ich Prezesi zachowywali się inaczej, bo biznes jest biznes, a OFE to z pewnością złoty interes z zerowym ryzykiem.”
Przez lata byłem poważnym krytykiem OFE, Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych (wysokie prowizje, nieadekwatne podawanie wyników, demagogia przy niektórych wyliczeniach). Nie zauważyłem, żeby IGTE była ostatnio aktywna i broniła. Po raz ostatni aktywność naprawdę mocną obserwowałem, gdy walczono o obniżenie prowizji. A teraz jest zadziwiająca cisza. Muszę uważać, żeby znów nie sięgnąć do Orwella, którego twórczość pani minister musi bardzo dobrze znać. Choćby ze studiów.
No cóż mimo tego, że IKE z ulgami podatkowymi jest niezłym rozwiązaniem, wygląda na to, że jest w kolejce do demontażu. Jeśli faktycznie tak się stanie, zaufanie do rozwiązań proponowanych przez państwo spadnie poniżej zera. I właściwie nie będzie się co dziwić, że ludzie rejestrują działalność w Czechach, Wielkiej Brytanii, czy gdziekolwiek indziej.

