Czy giełdowy indeks, który rośnie 60 000 razy w 36 lat, to dobra inwestycja?
Myślę, że astronomiczna skala wzrostu notowań indeksu podpowiada czytelnikom, że coś jest nie tak. Tak absurdalny wynik nie jest miarą sukcesu, lecz wskazówką, że w ekonomicznym otoczeniu giełdy działo się coś złego.
Giełdowy sukces zapisany w słabnącej walucie
Powyższy problem nie jest teoretyczny. Od 1990 roku główny indeks tureckiej giełdy – BIST 100 – wzrósł 60 000 razy. Tak wynika z danych Stooq.
Część czytelników domyśla się zapewne źródła „sukcesu” tureckiej giełdy. Była nim uporczywa, dwucyfrowa i trzycyfrowa inflacja.
Dlatego zestawiłem ze sobą notowania nominalnego indeksu BIST z notowaniami tego samego indeksu przeliczonego na dolary.
Co się okazało? Praktycznie cały nominalny wzrost BIST 100 był kompensacją spadku wartości pieniądza. Notowania liry względem dolara pokazują skalę tej erozji..
Teoretycznie turecki inwestor patrzył na „najlepszy rynek giełdowy na świecie”, z przeciętną roczną stopą zwrotu na poziomie 35%. Praktycznie, w dolarach, zarabiał przeciętnie 3% rocznie. Wynik bardziej przypominający obligacje niż najlepszy rynek akcji na świecie.
Grecki inwestor widział zadłużeniową katastrofę. Japoński inwestor obserwował pęknięcie bańki spekulacyjnej. Włoski inwestor odczuwał stagnację wynagrodzeń, cen nieruchomości i giełdowych indeksów. Turecki inwestor patrzył na rosnącą wycenę rachunku maklerskiego.
Tylko zagraniczne wakacje były coraz droższe z każdym rokiem.
Trzy sposoby mierzenia majątku
Każdy inwestor może patrzeć na swoje inwestycje – od lokat po rachunek maklerski – w trzech perspektywach:
- ich wartości nominalnej w lokalnej walucie
- ich wartości realnej, czyli uwzględniającej inflację
- ich wartości w walucie globalnej
Każda odpowiada na inne pytanie. Pierwsza pokazuje, ile jednostek lokalnej waluty inwestor posiada. Druga wskazuje, co może za swoje aktywa kupić na lokalnym rynku. Trzecia pokazuje globalny majątek inwestora i mierzy, jak zmieniła się wartość kapitału wobec zagranicznych aktywów.
Nie jest to tylko „turecki problem”. W latach 90. wysoka inflacja „podkręciła” nominalne stopy zwrotu WIG i WIG20.
Od 1991 roku, w ujęciu nominalnym, częściowo syntetyczny (do 1994 roku) WIG20 przynosił inwestorom bardzo wysoką roczną stopę zwrotu 10,9%. W ujęciu realnym stopy zwrotu spadają do 2,85%.
W ujęciu dolarowym wynoszą 6,65%, bo na kurs walutowy wpływ miał zarówno spadek siły nabywczej złotego, jak i rozwój polskiej gospodarki.
Ryzyko walutowe lokalnego inwestora
Inwestorom stosującym dywersyfikację geograficzną słusznie przypomina się, że może się ona wiązać z ryzykiem walutowym.
Przykład Turcji, ale także Polski w latach 90., pokazuje, że ryzyko walutowe może być też jedną z pułapek pozostania na lokalnym rynku. W tym przypadku ryzyko walutowe jest niemal niewidoczne, jeśli inwestor mierzy swój kapitał w walucie, która się osuwa.
Turecki inwestor gigantycznie zarobił w lirach. Zarobił też w dolarach. Ale jeśli zestawimy jego dolarowe zyski z wynikami S&P 500, to zobaczymy, „ile zostawił na stole”, jeśli kurczowo trzymał się lokalnego rynku.
Uważam, że najlepszym benchmarkiem dla inwestora są jego indywidualne cele finansowe. Jeśli wyniki jego inwestycji wspierają realizację tych celów, to znaczy, że jego podejście zdaje egzamin.
W 2026 roku wielu inwestorów, także w Polsce, ma globalne cele finansowe: myślą o zagranicznej edukacji dzieci, kupnie nieruchomości za granicą, spędzeniu emerytury w bardziej przyjaznym klimacie.
Jeśli część potencjalnych, przyszłych zobowiązań inwestora nie jest denominowana w lokalnej walucie, to „zglobalizowanie” części portfela inwestycyjnego wyjdzie naprzeciw finansowym potrzebom inwestora.
Rozpatrywana w kategoriach wyników inwestycyjnych dywersyfikacja geograficzna to miecz obosieczny. Inwestor może mieć szczęście inwestowania w dobrze zarządzanym państwie z rosnącą gospodarką i idącymi w górę zyskami spółek.
Wtedy jego lokalna waluta i lokalna giełda mogą spisywać się lepiej od globalnych benchmarków. W takim scenariuszu dywersyfikacja geograficzna popsuje jego stopy zwrotu.
Może się jednak okazać, że inwestor mieszka w Grecji, Japonii, Włoszech albo w Turcji. Wtedy geograficzna dywersyfikacja częściowo zneutralizuje słabość jego lokalnego rynku.
O tym, czy sięgnąć po dywersyfikację geograficzną, decyduje więc w największym stopniu tolerancja na ryzyko.
Celem serii moich tekstów było przybliżenie tych ryzyk, tak by inwestorzy mogli sami zdecydować, czy mają czego się bać, czy nie.



Niezależnie, DM BOŚ S.A. zwraca uwagę, że inwestowanie w instrumenty finansowe wiąże się z ryzykiem utraty części lub całości zainwestowanych środków. Podjęcie decyzji inwestycyjnej powinno nastąpić po pełnym zrozumieniu potencjalnych ryzyk i korzyści związanych z danym instrumentem finansowym oraz rodzajem transakcji. Indywidualna stopa zwrotu klienta nie jest tożsama z wynikiem inwestycyjnym danego instrumentu finansowego i jest uzależniona od dnia nabycia i sprzedaży konkretnego instrumentu finansowego oraz od poziomu pobranych opłat i poniesionych kosztów. Opodatkowanie dochodów z inwestycji zależy od indywidualnej sytuacji każdego klienta i może ulec zmianie w przyszłości. W przypadku gdy materiał zawiera wyniki osiągnięte w przeszłości, to nie należy ich traktować jako pewnego wskaźnika na przyszłość. W przypadku gdy materiał zawiera wzmiankę lub odniesienie do symulacji wyników osiągniętych w przeszłości, to nie należy ich traktować jako pewnego wskaźnika przyszłych wyników. Więcej informacji o instrumentach finansowych i ryzyku z nimi związanym znajduje się w serwisie bossa.pl w części MIFID: Materiały informacyjne MiFID -> Ogólny opis istoty instrumentów finansowych oraz ryzyka związanego z inwestowaniem w instrumenty finansowe.