Paradoksy rynkowe: często największym ryzykiem jest brak ryzyka

Niedoświadczony inwestor często intuicyjnie rozpoczyna z przekonaniem, że unikanie ryzyka = bezpieczeństwo.


Podobnie myślą ci, którzy mają opory przed inwestowaniem.
Trzecia grupa to ci, którzy zmęczeni i przebodźcowani obiecują sobie, że to koniec z ryzykiem, żadnych akcji, żadnych funduszy, tylko lokaty i gotówka.

Jednak właśnie wtedy zaczyna się swego rodzaju finansowa „katastrofa”. To paradoks zerowego ryzyka:

Działania podejmowane w celu całkowitego wyeliminowania ryzyka inwestycyjnego tworzą nowy, często znacznie groźniejszy rodzaj ryzyka.

Te działania to przede wszystkim utrzymywanie środków w gotówce, w bezpiecznych obligacjach, w lokatach, zamiast poszukać alternatywnych form związanych z giełdą.

Paradoks ten opiera się przede wszystkim na nieporozumieniu, co do samego znaczenia słowa „ryzyko”.

Potoczne rozumienie utożsamia ryzyko ze znaczącą zmiennością na rynkach, możliwością nietrafionej transakcji, stresami, poczuciem znaczącej niepewności i utraty kontroli. To definicja poprawna dla krótkiego terminu, ale zupełnie nieadekwatna dla inwestora długoterminowego, dla którego zmienność to jedynie szum, nie zagrożenie.

Jednak ryzyko to nie tylko zmienność, ale również prawdopodobieństwo nieosiągnięcia celu finansowego. Ryzyko to sytuacja, w której po 20 latach odkładania pieniędzy odkrywamy, że ich realna siła nabywcza skurczyła się o połowę, a na emeryturę lub wymarzony dom po prostu nas nie stać.

Mówiąc najkrócej: próbując uniknąć tymczasowych, często papierowych strat, gwarantujemy sobie rzeczywistą, trwałą stratę.

Jakie są skutki ulegania temu paradoksowi?

1. Realna strata siły nabywczej.

Zero ryzyka oznacza, że nasz majątek zmienia się wolniej niż inflacja. Za 20-30 lat stać nas na mniej rzeczy niż na początku. Straty giełdowe są przejściowe (rynek historycznie zawsze odrabiał straty i piął się wyżej), a statystycznie indeksy po odjęciu inflacji przynoszą dochód.

2. Konieczność odkładania znacznie większych kwot na jakiś cel czy emeryturę.

Jeśli oszczędności nie pracują, trzeba po prostu więcej zarabiać i więcej odkładać, by osiągnąć ten sam cel. To zmusza do kompensowania tego większą lub dłuższą pracą.

3. Ryzyko niedoboru na emeryturze.

Błąd popełniony w wieku 20-30 lat objawia się dramatycznie w wieku 65 lat, gdy czasu na naprawę już nie ma.

4. Fałszywe poczucie bezpieczeństwa.

Unikając zmienności, unikamy również kontaktu z rzeczywistością swoich finansów. Wierzymy, że jest bezpiecznie, aż do bolesnego zderzenia z rzeczywistością.

5. Pojawienie się silnego żalu.

Odczuwamy w przyszłości konsekwencje odejścia od ryzyka, szczególnie gdy widzimy rówieśników, którzy zaszli znacząco dalej w budowaniu majątku podejmując ryzyko.

6. Pozbawienie się szans na edukację, na nowe wyzwania i doświadczenia.

Potrzebne jest poznawanie w praktyce ryzyk wszelkiego rodzaju, aby uczyć się radzić sobie z tym w życiu.

       Przyczyn tego jest wiele, najważniejsze osadzają się na psychologii.

Ot choćby to, że inflacja może być nieodczuwalna jeśli jest niska. Jednak jeśli za 20 lat zobaczymy, że wyniosła łącznie np. 50% i zjadła nam połowę kapitału, dopiero zaczynamy sobie zdawać sprawę z jej kumulacji. To podatek, którego nie widzimy na wyciągu z banku.

Inny mechanizm to tzw. błąd księgowania mentalnego. Inwestor mentalnie dzieli pieniądze na bezpieczne (gotówka, lokaty) i ryzykowne (akcje). O ile przy akcjach odczuwa każdy spadek jako realną stratę, o tyle inflacyjnego topnienia gotówki nie odczuwa wcale.

Wchodzi w to także iluzja kontroli. Trzymanie gotówki lub lokat daje poczucie absolutnej kontroli, wszystko jest  przewidywalne, bezpieczne. Tymczasem ta iluzja polega na tym że nad inflacją nie mamy żadnej kontroli, nie mamy na nią wpływu, nie możemy jej wynegocjować. Paradoks osadza się na tym, że czujemy kontrolę nad rzeczą, której nie kontrolujemy (realną wartością pieniądza), i unikamy aktywów, nad którymi mamy choć częściową kontrolę (możemy wybrać spółki, indeks, horyzont).

A przy tym ludzki mózg jest skalibrowany ewolucyjnie na przetrwanie tu i teraz, nie na planowanie 30-letnie. Zmienność dzienna lub miesięczna jest bardzo namacalna i bolesna, a inflacja jest abstrakcją, którą zauważa się raz na jakiś czas przy okazji większych zakupów. Paradoks bierze się więc także stąd, że reagujemy przesadnie na zagrożenia krótkoterminowe, ignorując równocześnie znacznie większe zagrożenia długoterminowe.

Liczy się także pewien efekt pewności. Pewność 4% na lokacie psychologicznie wygrywa z prawdopodobnym 7% na giełdzie.

Mamy też wdrukowany pewien strach przed giełdą. Krachy giełdowe są spektakularne, relacjonowane na żywo, zapadają w pamięć. A cicha erozja inflacyjna nie zajmuje czołówek w mediach.

A wreszcie pewna inercja. Bierne trzymanie na lokacie daje komfort psychiczny i nie wymaga decyzji oraz monitoringu.

Korzenie tego wszystkiego w dużej mierze tkwią w niedostatecznej edukacji finansowej. Ludzie nie są w stanie intuicyjnie zrozumieć efektu procentu składanego, czyli tego, że nawet niewielka różnica rzędu 1% to po 40 latach znacząco większa przepaść niż sumaryczne 40% w plecy.

Jak sobie radzić z tym paradoksem? Tu nie ma jakiejś większej filozofii. Oto 5 zasadniczych rad:

Rada 1: Przedefiniowanie ryzyka

Trzeba myśleć o ryzyku nie jako o zmienności, ale jako o prawdopodobieństwie nieosiągnięcia celów finansowych.

Rada 2: Zaakceptowanie zmienności jako opłatę za dodatkowy zysk

Zamiast unikać zmienności, musimy nauczyć się ją akceptować jako nieodłączny, przejściowy element procesu.

Rada 3: Dostosowanie alokacji, zamiast wybierać skrajności

Nie musimy być w 100% w akcjach ani w 100% w gotówce. Trzeba znaleźć swoją osobistą tolerancję na zmienność i dostosowywać alokację wraz z wiekiem, doświadczeniem itd.

Rada 4: Automatyzacja i odejście od ekranu

Im rzadziej sprawdzamy stan portfela, tym mniej odczuwamy zmienność i tym mniejsza pokusa, by uciec w gotówkę.

Rada 5: Zrozumienie podstawowych zjawisk.

Najlepiej na przykładach. Chodzi właśnie o inflację, procent składany, koszty itd.

Prawdziwa odwaga inwestycyjna nie polega na tym, by podejmować największe ryzyko, ale by podejmować to właściwe. A największym ryzykiem, paradoksalnie, jest niepodejmowanie żadnego.

—kat—

Podziel się tym artykułem:

Polecamy

Autorzy

Najnowsze komentarze

  1. @ Czytelnik To są interesujące pytania ale wymagają dobrej, "długiej", bazy danych z notowaniami amerykańskich spółek.

  2. 1. Czy takie same zależności/zachowania kursów można zaobserwować w przypadku pojedynczych akcji? Mam tutaj wątpliwości. 2. Kiedy po kilkuletnim boomie…

  3. To jest bardzo ciekawy komentarz, dziękuję. Zastanawiam się teraz, skoro taki spadek oczekiwanych zysków (do 3% w IIQ-2027) jest spodziewany,…

  4. Tak. 12345678901234567890 (te cyferki są tylko dlatego, że tak krótki komentarz nie był akceptowany) 🙂

Tagi

Najnowsze wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *