„Brawo, w tym tygodniu przebiegłeś 12 kilometrów”, „od twojego ostatniego treningu minęły trzy dni”, „nowy rekord”. Znacie te komunikaty z aplikacji biegowych? Motywujące, podsumowujące, gratulujące. Proste mechanizmy behawioralne, dzięki którym chcemy kontynuować treningi, zdobywać nowe rekordy i utrzymywać kondycję.
Nie dotyczy to wyłącznie aplikacji sportowych, tak działają apki do odchudzania, nauki języków, medytacji, monitorowania snu, picia wody, liczenia kroków. Wszędzie tam pojawia się ten sam zestaw drobnych nagród: pasek postępu, seria dni bez przerwy, odznaka, poziom, ranking, komunikat „świetnie ci idzie”, delikatne szturchnięcie (nudge – impuls), żeby wrócić, gdy znikniemy na dłużej. No i oczywiście gry. W zasadzie od gier się zaczęło. Stąd nazwa: grywalizacja, gamifikacja…
Dlaczego więc ten trend miałby ominąć aplikacje do inwestowania?
„Brawo zrobiłeś kolejną transakcję”, „zarobiłeś w tym tygodniu już 100 dolarów” oraz konfetti, torciki przy dydidendach, baloniki przy nowym zarobionym dolarze, przy przekraczaniu kolejnych poziomów kompetencji i zaawansowania. Każde logowanie, każdy ruch na rachunku może wiązać się z niewielką nagrodą, która sprawi, że chcemy spędzać w niej więcej czasu i handlować, handlować, handlować.
Tak wyglądała część aplikacji do inwestowania w USA, niestety nadzór i organizacje konsumenckie miały nieco inne zdanie na temat tego, czy akurat w tym wypadku, te wszystkie behawioralne zachęty powinny się znajdować.
Najgłośniejsza była sprawa Robinhooda, zakończona ugodą z nadzorem stanu Massachusetts. W jej ramach broker zobowiązał się między innymi do rezygnacji z części mechanizmów przypominających grę: animacji bezpośrednio związanych z zawieraniem transakcji, cyfrowych zdrapek, elementów zachęcających do wielokrotnego klikania, niektórych powiadomień prowadzących użytkownika do list popularnych akcji oraz innych rozwiązań, które mogły wzmacniać częste zaglądanie do aplikacji i częste handlowanie.
Amerykański nadzór (SEC) również przyjrzała się temu zjawisku szerzej, używając określenia digital engagement practices. Pod tym pojęciem mieszczą się właśnie różnego rodzaju powiadomienia, odznaki, rankingi, listy popularności, wizualne zachęty, podpowiedzi i inne elementy interfejsu, które mają sprawić, że użytkownik częściej wraca, częściej klika i częściej coś robi. Wszystko co sprawia, że inwestor wcale nie podejmuje lepsze decyzje, tylko jest bardziej aktywny. W efekcie brokerzy i właściciele aplikacji do tradingu nieco się ograniczyli. Ale człowiek lubi pochwały, zachęty, motywacje i aplauz innych. Skoro więc nie chwali go apka, to znajdzie sobie przestrzeń gdzie się to wydarzy. Brokerowi można zakazać gratulowania każdej transakcji, ale nie można zakazać inwestorowi, żeby znalazł sobie tych, którzy mu pogratulują.
Jaki problem pochwalić się nowym ATH na X-ie, poinformować o wyniku w ostatnim dniu na Discordzie i pokazywać screeny z transakcji na forach, grupach i gdzie tam jeszcze.
„Kolejny miesiąc na plusie”, a resztę zrobią już obserwatorzy i to będzie wzmocnienie, o wiele większe niż baloniki na ekranie. Bo za pochwałami stoją prawdziwi ludzie. Którzy gratulują, zazdroszczą, podziwiają. A my powolutku od tych pochwał się uzależniamy.
I wcale nie dotyczy to wyłącznie najbardziej aktywnych traderów. Gdzieś w sieci widziałem świetny mem, że dla inwestora długoterminowego najważniejszą funkcją aplikacji jest możliwość wielokrotnego logowania się w ciągu dnia w celu uzyskania strzałów dopaminowych. Żarcik?
Patrząc na aktywność inwestorów nazywających się „pasywnymi” na X-ie, wcale nie tak daleki od prawdy. Trudno wygrać z naturą ludzką, z naszymi skłonnościami, do szukania wzmocnień, pochwał i podziwu. Inwestor pasywny też potrzebuje „strzału dopaminowego”. Potwierdzenia, że jego trzydziestoletnia inwestycja ma nadal sens od ostatniego logowania na rachunek godzinę temu.
Opowiem Wam na koniec historię z końca lat dziewięćdziesiątych, gdy pracowałem w Gazecie Giełdy Parkiet. Od czasu do czasu czytelnicy przysyłali listy, faxy, a czasem nawet maile ze swoimi własnymi tekstami, analizami rynku. I kiedyś przyszedł taki tekst. Pięknam wieloletnia prognoza indeksu WIG rozpisana w zgodzie z założeniami teoriifal Elliotta. Cykle, fale, podfale, piątki, trójki, fale pędzące, wszystko zgodnie ze sztuką. Tekst był ciekawy, więc postanowiliśmy go opublikować, w jednym z najbliższych numerów. A jednak następnego dnia, po kolejnej sesji autor owej długoterminowej prognozy zadzwonił do redakcji, z pytaniem, czy podobał nam się tekst i czy planujemy go opublikować. Autor się zaniepokoił i poprosił jednak o wstrzymanie tekstu, bo po ostatniej sesji musi zaktualizować ten tekst, bo jednak zmieniły się warunki.
I tak na wieloletnią prognozę wpłynęła jedna, zupełnie przeciętna sesja.
A propos zachęt behawioralnych polecam książkę Thalera i Sunsteina

Niezależnie, DM BOŚ S.A. zwraca uwagę, że inwestowanie w instrumenty finansowe wiąże się z ryzykiem utraty części lub całości zainwestowanych środków. Podjęcie decyzji inwestycyjnej powinno nastąpić po pełnym zrozumieniu potencjalnych ryzyk i korzyści związanych z danym instrumentem finansowym oraz rodzajem transakcji. Indywidualna stopa zwrotu klienta nie jest tożsama z wynikiem inwestycyjnym danego instrumentu finansowego i jest uzależniona od dnia nabycia i sprzedaży konkretnego instrumentu finansowego oraz od poziomu pobranych opłat i poniesionych kosztów. Opodatkowanie dochodów z inwestycji zależy od indywidualnej sytuacji każdego klienta i może ulec zmianie w przyszłości. W przypadku gdy materiał zawiera wyniki osiągnięte w przeszłości, to nie należy ich traktować jako pewnego wskaźnika na przyszłość. W przypadku gdy materiał zawiera wzmiankę lub odniesienie do symulacji wyników osiągniętych w przeszłości, to nie należy ich traktować jako pewnego wskaźnika przyszłych wyników. Więcej informacji o instrumentach finansowych i ryzyku z nimi związanym znajduje się w serwisie bossa.pl w części MIFID: Materiały informacyjne MiFID -> Ogólny opis istoty instrumentów finansowych oraz ryzyka związanego z inwestowaniem w instrumenty finansowe.