Słuszne, z wielu powodów, skupienie uwagi inwestorów na blue chipach i spółkach o największej kapitalizacji powoduje, że czasami z radaru spadają sukcesy szerokiego rynku, gdy w innym wypadku obraz robi się bardziej optymistyczny od faktów. W przypadku GPW owocuje to oglądaniem rynku przez pryzmat WIG20, gdy indeks WIG spada na drugi plan.
Konstrukcja indeksów i łatwość inwestowania na danym rynku – przez np. dostępność ETF-ów – owocuje niekończącym się sporem o to, która średnia lepiej reprezentuje daną giełdę. Mamy więc dyskusję o indeksy cenowe i dochodowe oraz pytanie, który naprawdę powinien być benchmarkiem. Polską ilustracją tego sporu jest pytanie o WIG20 (indeks cenowy) i WIG (indeks dochodowy). W szerokiej perspektywie temat robi się aktualny, gdy próbuje się pobieżnie – z akcentem na pobieżnie – analizować średnioroczne stopy zwrotu, a w krótszej, gdy dokonujemy np. bieżących ocen technicznych danego rynku.
W ostatnim ujęciu, obecna sytuacja na wykresie WIG20 jest ciągle konsolidacją pod szczytem hossy i czekaniem na test oporów w rejonie 3700 pkt., gdy indeks WIG poprawił w piątek swoje ATH (w perspektywie intra) i drugi raz w historii zamknął się nad psychologiczną barierą 135000 pkt. Dla obserwujących wykres WIG rynek kreśli właśnie nieco bardziej optymistyczny scenariusz – jeśli nie okaże się podwójnym szczytem – gdy skupieni na wykresie WIG20 będą ciągle pytali o siłę oporu, który zatrzymał hossę. Ocena rynku będzie jakoś pochodną przyjętego benchmarku.
Wykres za: https://bossa.pl/notowania/wykresy?symbol=WIG
Jednym z rozwiązań tego sporu jest zalecenie ze starych podręczników analizy technicznej, które powiada, iż jedną z oznak siły rynku jest potwierdzanie układów na wykresach przez różne średnie. Historycznie, zalecenie obejmowało trzy średnie Dow’a (Dow Jones Industrial Average, Dow Jones Transport Average i Dow Jones Utility Average), ale dziś większość inwestorów raczej spogląda na DJIA, Nasdaqa Composite i S&P500, z których każdy jest indeksem o innej konstrukcji, więc wybór jednego naprawdę jest wyborem konkretnego obrazu rynku.
W istocie, największym problemem w tym układzie sił nie jest jednak to, która średnia lepiej reprezentuje rynek, ale obraz rynku, jaki kreuje w głowach inwestorów na początku ścieżki inwestycyjnej. Z czasem nabiera się doświadczenia, które uczy dystansu do szukania jednego klucza do rynkowej rzeczywistości. Benchmarki mogą być różne i każdy staje się jakoś arbitralnym wyborem. Dlatego trzeba znać – choćby pobieżnie – zasady konstrukcji indeksów i wiedzieć, jakie mają konsekwencje dla naszego postrzegania rynków. Zwłaszcza w czasach powszechnego indeksowania.

Niezależnie, DM BOŚ S.A. zwraca uwagę, że inwestowanie w instrumenty finansowe wiąże się z ryzykiem utraty części lub całości zainwestowanych środków. Podjęcie decyzji inwestycyjnej powinno nastąpić po pełnym zrozumieniu potencjalnych ryzyk i korzyści związanych z danym instrumentem finansowym oraz rodzajem transakcji. Indywidualna stopa zwrotu klienta nie jest tożsama z wynikiem inwestycyjnym danego instrumentu finansowego i jest uzależniona od dnia nabycia i sprzedaży konkretnego instrumentu finansowego oraz od poziomu pobranych opłat i poniesionych kosztów. Opodatkowanie dochodów z inwestycji zależy od indywidualnej sytuacji każdego klienta i może ulec zmianie w przyszłości. W przypadku gdy materiał zawiera wyniki osiągnięte w przeszłości, to nie należy ich traktować jako pewnego wskaźnika na przyszłość. W przypadku gdy materiał zawiera wzmiankę lub odniesienie do symulacji wyników osiągniętych w przeszłości, to nie należy ich traktować jako pewnego wskaźnika przyszłych wyników. Więcej informacji o instrumentach finansowych i ryzyku z nimi związanym znajduje się w serwisie bossa.pl w części MIFID: Materiały informacyjne MiFID -> Ogólny opis istoty instrumentów finansowych oraz ryzyka związanego z inwestowaniem w instrumenty finansowe.