Wojna o zyski z AI

„Jedyne co usprawiedliwia ilość pieniędzy jaka jest inwestowana w AI to to, że firmy planują stworzyć sztuczną inteligencję, która zastąpi każdego człowieka na ziemi w pracy”. Te słowa wypowiedział ostatnio Tristan Harris, były ekspert ds. etyki technologii z Google. „Jeżeli powiedzie im się, do pięciu firm będzie należeć cała światowa gospodarka” – dodał. Na ile realny do scenariusz? I co z tego wynika dla inwestorów giełdowych?

Wypowiedzi, które zacytowałem pojawiły się w czasie wywiadu jakiego Harris udzielił w politycznym talk-show HBC „Real Time with Bill Maher” wyemitowanym 20 marca 2026 r. Kim jest Tristan Harris? W 2007 r. założył start-up Apture, który został w 2011 r. przejęty przez Google. Przez kolejne kilka lat pracował w Google jako etyk ds. projektowania, czyli zajmował się etyczną stroną projektowania produktów Google. W 2015 r. odszedł z Google i został jednym z założycieli Center for Humane Technology, organizacji, która stawia sobie za cel, by technologia rozwijała się z korzyścią dla ludzkości.

Jednym z pretekstów do rozmowy, było to że Harris jest jednym z bohaterów najnowszego filmu dokumentalnego „The AI Doc: Or How I Became an Apocaloptimist”, czyli „Dokument o AI: jak zostałem Apokaloptmistą”. Obraz prezentuje wizję ekspertów na temat kierunku rozwoju sztucznej inteligencji. W trakcie rozmowy z Billem Maherem Tristan Harris zwracał uwagę, że jest możliwy taki scenariusz, iż AI pomoże nam wynaleźć np. skuteczniejsze leki na raka, ale ludzi nie będzie na nie stać, bo w wyniku działalności sztucznej inteligencji stracą pracę.

Harris przytaczał także tzw. klątwę inteligencji, termin wymyślony przez publicystę Luka Drago. To nawiązanie do tzw. klątwy surowcowej, sytuacji kiedy w wyniku odkrycia dużych zasobów surowców naturalnych bardziej opłaca się inwestować w infrastrukturę związaną z wydobyciem tych surowców, niż w ludzi. Analogiczna sytuacja może się pojawić, jeżeli okaże się, że inwestycje w AI przyniosą firmom wyższą stopę zwrotu, niż niż pieniądze wkładane w pracowników. „To wszystko idzie w kierunku przyszłości, która jest antyludzka” – podsumował Harris.

Na ile prawdziwe są zagrożenia, o których mówi Harris? 2 lutego 2026 r. w „The New York Times” ukazał się artykuł zatytułowany „How A.I. Helped One Man (and His Brother) Build a $1.8 Billion Company”, czyli „Jak AI pomogło jednemu facetowi (i jego bratu) zbudować firmę z przychodami 1,8 mld USD”. Opowiada ona historię 41-letniego obecnie niejakiego Matthew Gallaghera, który w ciągu dwóch miesięcy z pomocą AI i 20 000 USD kapitału założył start-up. Jego firma nazywa się Medvi i jest sprzedawca za pośrednictwem telefonu i internetu tzw. analogów GLP-1. To leki które powodują utratę wagę, należy do nich m.in. Ozempic.

W pierwszym miesiącu biznesmen zyskał 300 klientów, w drugim kolejne 1000. W pierwszym pełnym roku obrotowym firma miała 250 tys. klientów wygenerowała 401 mln USD przychodów, 65 mln USD zysków netto. Według prognoz w tym roku ma mieć 1,8 mld USD przychodów. Gallagher kieruje firmą ze swojego domu w Los Angeles. Korzystając z AI stworzył oprogramowanie, które umożliwia mu zarządzanie nią, tworzy ono kopię strony internetowej spółki, generuje obrazy i filmy do reklam i zajmuje się obsługą klienta. Biznesmen nawet sklonował swój głos i AI dzwoni używając go i umawia go na spotkania. To czego nie był w stanie sam, zlecił zewnętrznym firmom.

W drugim roku Gallagher zatrudnił jedynego pracownika, swojego 36-letniego brata. Co ciekawe, Gallagher nie jest rekinem biznesu. W 2016 r. założył firmę Watch Gang, która sprzedawała subskrybcję na zegarki. Zatrudnił 60 osób, ale spółka nigdy nie przyniosła zysku i zdecydował się ją zamknąć.

Wydaje się, że teza iż Gallagher samodzielnie w kilkanaście miesięcy stworzył firmę z prawie 2 mld USD przychodów jest trochę naciągana. Bo te przychody są prognozowane. A poza tym we wrześniu 2025 r. firma zawarła umowy z handlowcami, choć formalnie nie są oni pracownikami Medvi. Do tego, dziennikarz „The New York Times” przyznał, że wiele wskazuje na to, że sukces firmy częściowo wynika z tego, że jej kampania reklamowa łamie obostrzenia stanu Kalifornia odnośnie spamu, za co już otrzymała pozew sądowy. Mimo wszystko, tempo pozyskiwania przez spółkę klientów i generowania zysku (do tej pory zarobiła ok. 80 mln USD), biorąc po uwagę zainwestowany kapitał i niewielką liczbę osób pracujących dla firmy, jest imponujący.

Ale to są wszystko dowody anegdotyczne. Popatrzmy na dane. W numerze brytyjskiego magazynu „The Economist” z 26 stycznia 2026 r. ukazał się artykuł zatytułowany „Why AI won’t wipe out white-collar jobs”, czyli „Dlaczego AI nie zlikwiduje miejsc pracy dla białych kołnierzyków’. Autor zauważa w nim, że od 2022 r. liczba stanowisk dla ludzi pracujących głową w USA wzrosła o 3 mln: pracę ma 7 proc. więcej programistów, o 10 proc. więcej radiologów i o 21 proc. asystentów prawnych, niż trzy lata temu. Od drugiej połowy 2022 r. w ponad 100 najpopularniejszych zawodach umysłowych w Ameryce zatrudnienie wzrosło o 4 proc,, a płace realne o 3 proc. Pracownik z wyższym wykształceniem za oceanem zarabia obecnie przeciętnie o jedną trzecią więcej, niż pracownik fizyczny. I ta różnica jest trzy razy większa, niż na początku lat 80. Według danych Darona Acemoglu z Massachusetts Institute of Technology i Pascuala Restrepo z Uniwersytetu Bostońskiego, około połowa wzrostu zatrudnienia w Ameryce w latach 1980-2010 wynikała z powstania nowych zawodów, chociażby takich jak programista aplikacji mobilnych czy influencer. Z tym, że to są dane historyczne. Jak wyglądają przewidywania odnośnie tego, co dopiero się stanie?

W marcu 2026 r. ukazał się raport „Forecasting the Economic Effects of AI”, czyli „Prognozując ekonomiczne skutki AI” wśród którego autorów są m.in. pracownicy Federal Reserve Bank of Chicago i Yale School of Management, tak więc renomowane instytucje. Autorzy analizy zebrali opinie odnośnie wpływu AI na gospodarkę USA. Wyrażali je m.in. ekonomiści uniwersyteccy, pracownicy firm z sektora AI, skuteczni progności oraz przeciętni obywatele. Prognoza powyżej i poniżej której znajduje się połowa respondentów mówi jedynie o stosunkowo niewielkich zmianach tzn. 2,5 proc. wzrost PKB (to więcej niż 1,7 proc. prognozowane długoterminowo przez agencje rządowe i prywatnych analityków) oraz niewielki spadek zatrudnienia.

Ale, gdyby założyć, że zrealizuje się scenariusz w którym zdolności AI będą rosnąć szybko, wówczas eksperci szacują iż tempo wzrostu PKB wyniesie 4 proc., a odsetek zatrudnionych spadnie z 62 proc. obecnie do 55 proc. w 2050 r. Ale tylko około połowy spadku – 10 mln miejsc pracy – będzie wynikać z zastępowania pracy ludzkiej przez AI. Tak więc 10 mln straconych miejsc pracy w ciągu 24 lat w gospodarce wielkości amerykańskiej i to tylko wówczas, gdy scenariusz szybkich postępów AI się sprawdzi, nie wygląda imponująco. Wygląda zatem na to, że wspomniany wcześniej Tristan Harris trochę podkręca atmosferę wokół AI.

Poza tym, to że pracy w niektórych zawodach będzie mniej, nie musi oznaczać, że miliony ludzi ludzi „wylecą z roboty”. Dlaczego? Prof. Alex Tabarrok z George Mason University w Fairfax w stanie Virginia zwrócił ostatnio uwagę na ciekawą rzecz: „Wyobraź sobie, że AI zmniejszy zatrudnienie o 40 proc. Brzmi kiepsko, nie? Nawet katastroficznie. A teraz wyobraź sobie, że AI sprawi, iż będzie możliwe wprowadzenie trzydniowego dni pracy. Brzmi świetnie, prawda?”. Dalej prof. Tabarrok tłumaczy, że jedno i drugie to to samo, ponieważ zmniejszenie odsetka zatrudnionych o 40 proc. można zastąpić zmniejszeniem wszystkim godzin pracy o 40 proc. Tak więc różnica między jednym i drugim scenariuszem wynika tylko z tego w jaki sposób podzielimy w społeczeństwie korzyści ze wzrostu produktywności wynikającym z rewolucji AI. Podobny podział korzyści ze wzrostu produktywności miał miejsce od XIX do dzisiaj. Liczba godzin pracy spadła w USA z 3000 rocznie do 1870, czyli mniej więcej o 40 proc., a bezrobocie nie wzrosło. „Nie ma powodu, byśmy nie mogli tego zrobić ponownie” – konkluduje akademik.

Teoretycznie nie ma. Jednak praktyka pokazuje, że w ostatnich dekadach w USA o redystrybucje korzyści wynikających ze wzrostu produktywności jest coraz trudniej. Widać to choćby po liczbie przepracowanych godzin, która w USA przestała spadać i jest na znacznie wyższym poziomie, niż w innych bogatych krajach. Przykładowo w Niemczech pracuje się średnio rocznie 1386 godzin, a więc mniej więcej jedną czwartą mniej, niż w za oceanem. Realna, czyli po uwzględnieniu inflacji, stawka godzinowa osób ze średnim wykształceniem w USA w 2019 r. była niższa niż w 1979 r. A płaca minimalna jest w Ameryce, po uwzględnieniu siły nabywczej pieniądza, o połowę niższa niż w Polsce (odpowiednio 15 080 USD i 29 783 USD), choć Ameryka jest znacznie od nas bogatszym krajem.

Tak więc w USA działa prawo dżungli. Korzyści ze wzrostu wydajności pracy idą do tych, którzy mają wystarczająco siły przetargowej, by je wymusić. Ale scenariusz, który nie uśmiecha się przeciętnym Amerykanom może być bonanzą dla inwestorów giełdowych. Firmy, które najwięcej inwestują w AI, to spółki z parkietu: Microsoft, Alphabet, Meta, Amazon, NVIDIA, Apple czy Tesla. Jeżeli ich pracownicy nie będą w stanie wymusić krótszego tygodnia pracy, czy podwyżek, to te zyski trafią do właścicieli tych firm, w tym także tych z Polski. Tylko czy polscy inwestorzy, w dobie AI, ciągle będą na tyle dobrze zarabiać, by mieć za co te akcje kupować? To już jest kwestia decyzji politycznych, które kształtują siłę przetargową pracowników w rozmowach z pracodawcami. Dlatego warto monitorować sytuację za oceanem i wyciągać wnioski.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Twoje dane osobowe będą przetwarzane przez Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. w celu: zapewnienia najwyższej jakości naszych usług oraz dla zabezpieczenia roszczeń. Masz prawo dostępu do treści swoich danych osobowych oraz ich sprostowania, a jeżeli prawo na to pozwala także żądania ich usunięcia lub ograniczenia przetwarzania oraz wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania. Masz także prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Więcej informacji w sekcji "Blogi: osoby komentujące i zostawiające opinie we wpisach" w zakładce
"Dane osobowe".

Proszę podać wartość CAPTCHA: *

Opinie, założenia i przewidywania wyrażone w materiale należą do autora publikacji i nie muszą reprezentować poglądów DM BOŚ S.A. Informacje i dane zawarte w niniejszym materiale są udostępniane wyłącznie w celach informacyjnych i edukacyjnych oraz nie mogą stanowić podstawy do podjęcia decyzji inwestycyjnej. Nie należy traktować ich jako rekomendacji inwestowania w jakiekolwiek instrumenty finansowe lub formy doradztwa inwestycyjnego. DM BOŚ S.A. nie udziela gwarancji dokładności, aktualności oraz kompletności niniejszych informacji. Zaleca się przeprowadzenie we własnym zakresie niezależnego przeglądu informacji z niniejszego materiału.

Niezależnie, DM BOŚ S.A. zwraca uwagę, że inwestowanie w instrumenty finansowe wiąże się z ryzykiem utraty części lub całości zainwestowanych środków. Podjęcie decyzji inwestycyjnej powinno nastąpić po pełnym zrozumieniu potencjalnych ryzyk i korzyści związanych z danym instrumentem finansowym oraz rodzajem transakcji. Indywidualna stopa zwrotu klienta nie jest tożsama z wynikiem inwestycyjnym danego instrumentu finansowego i jest uzależniona od dnia nabycia i sprzedaży konkretnego instrumentu finansowego oraz od poziomu pobranych opłat i poniesionych kosztów. Opodatkowanie dochodów z inwestycji zależy od indywidualnej sytuacji każdego klienta i może ulec zmianie w przyszłości. W przypadku gdy materiał zawiera wyniki osiągnięte w przeszłości, to nie należy ich traktować jako pewnego wskaźnika na przyszłość. W przypadku gdy materiał zawiera wzmiankę lub odniesienie do symulacji wyników osiągniętych w przeszłości, to nie należy ich traktować jako pewnego wskaźnika przyszłych wyników. Więcej informacji o instrumentach finansowych i ryzyku z nimi związanym znajduje się w serwisie bossa.pl w części MIFID: Materiały informacyjne MiFID -> Ogólny opis istoty instrumentów finansowych oraz ryzyka związanego z inwestowaniem w instrumenty finansowe.