„Informacja nie jest wiedzą” (Information is not knowledge)
– A. Einstein
W literaturze akademickiej traktuje się Analizę Techniczną (A.T.) jako jeden z rodzajów informacji (o cenach historycznych), a Hipoteza Efektywnego Rynku (HER) dodaje, że jest to informacja, której użycie nie powoduje uzyskanie zwrotów lepszych niż średnia rynkowa (w formie np. indeksu giełdowego). Wyniki wielu luminarzy przeczą takiej tezie. Potrafią informację zamienić w wiedzę czy wiedzą jak wykorzystać informację? Chciałbym jeszcze wrócić do ostatniego wpisu, w którym próbowałem odpowiedzieć na pytanie co znaczy, że „A.T. działa”.
Jeden z dogmatów A.T. mówi, że w bieżących kursach odbijają się już (zostają zdyskontowane) wszystkie możliwe informacje rynkowe, nawet te jeszcze publicznie nieznane a już być może wykorzystane. Natomiast w cenach historycznych (jak również wolumenie oraz wskaźnikach nastrojów) kryje się jeszcze inny rodzaj informacji – cyklicznie powtarzające się wzory zachowań rynku, które prowadzą do określonych następstw (np. wybicie z formacji do kontynuacji tego ruchu). A kolejny dogmat A.T. głosi, że przeszłość ta powtarza się bezustannie w przyszłości.
Ponieważ jednak proces powtarzania się jest daleki od perfekcji i nieregularny, dlatego z pomocą przychodzi rachunek prawdopodobieństwa. Warto bowiem zainwestować tylko w te powtarzające się wzory, które dają (największą) szansę wygranej. Wszystko byłoby fajne gdyby było tak proste. Jednak powtarzalności towarzyszy jeszcze jeden pomijany zwykle element – siła ruchu i jego zasięg, mające być może nawet dużo bardziej znaczący wpływ na „działanie”. Na przykład strategie podążania za trendem (trend following) potrafią wydusić z danych spore zyski przy bardzo mizernej, bo zaledwie 30% 'powtarzalności’ (trafności)! Przyczyna? Oczywiście sposób zarządzania ryzykiem czyli operowanie stopami wszelkiego rodzaju! Za pomocą komputera możemy sprawdzić wszystkie rozkłady zysków i strat każdego niemal technicznego narzędzia i dla każdego rodzaju stopa, a następnie wyciągnąć wnioski o tym w jakich obszarach i ustawieniach oraz w jakich warunkach prowadzenia ryzyka owa „powtarzalność” jest warta zachodu. Pod warunkiem jednakże, że narzędzie czy metodę da się skwantyfikować czyli zapisać w komputerowy kod, a z tym w wielu przypadkach są jak już wiemy problemy.
Dochodzi nam więc dodatkowy wymiar pojęcia „działać” – zarządzanie stopami (ryzykiem). W sensie generowania zysków narzędzie techniczne „działa” więc nie zawsze (jeśli w ogóle) i nie w każdych warunkach, nawet jeśli sama powtarzalność sięgać może w pobliże 80-90%. Czasem nawet sięga procent stu – ot choćby wybicie o 1 tik z formacji, które tę formację właśnie w takim momencie konstytuuje, co nie znaczy, że można przełożyć to na zyski. Powtarzalność nie równa się więc trafności. To pierwsze możemy użyć do „prognozowania”, ale tylko to drugie do zarabiania.
Jako praktycy A.T. wiemy jak trudno wydobyć regularną, długoterminową zyskowność z technicznych strategii. I to zyskowność jakąkolwiek, najlepiej przewyższającą lokaty czy obligacje, nie mówiąc o pobiciu średniej giełdowej mierzonej indeksami. Czasem działanie jakiegoś narzędzia jest kwestią dość rygorystycznie prowadzonych stopów, czasem jedynie współdziałania z jakimś filtrem lub wskaźnikiem, innym razem specyficznego sposobu doboru wielkości pozycji, albo też powiązania z unikatowym rozwiązaniem własnego pomysłu. Wskaźnik, który 100 osób określi jako niedziałający ja mogę wpleść w taką strategię, która zyskowność zapewni. Nie będę być może wówczas starał się udowodnić „działania” chcąc chronić własny patent. W literaturze jednak może dorobić się on określenia „nie działa”. Proszę więc rozważyć jak bardzo pojemne, subiektywne i niejednorodne jest określenie „działa”, nawet wobec narzędzi kwalifikowanych jako obiektywne!
Mało tego!
Jaki procent strategii technicznych musi generować zyski, żeby mówić, że „działa A.T.” ? 51%? 90%? 5% ? Czy może wystarczy udowodnić zyskowność jednej?
Albo na ilu rynkach? Czy wystarczy jeśli generuje zyski tylko na parze walutowej EUR/USD? Czy musi na jakimś procencie rynków? W tym akcji? Może wystarczy derywatów? A co jeśli tylko działa na akcjach mongolskich?
I przy jakich wielkościach kapitału? Czy jeśli zyskownie funkcjonuje dla naszych kontraktów na FW20 tylko dla minimalnej puli kapitału 10 000 PLN (ze względu na ryzyko) to wystarczy?
Gdzie są granice bardziej uniwersalnego uznania „działania” ???
Jak widać pytań jest mnóstwo a odpowiedzi niewiele. Czy na pewno więc w świetle tych wszystkich faktów jest w ogóle sens i logika operowania tak szerokim pojęciem jak „AT działa” w sensie generowania zysków ???!!!
Czy niekończące się i nie prowadzące donikąd dyskusje na ten temat należałoby może zamienić na bardziej precyzyjne i przy użyciu szczegółowych operatorów? Jak np. wskaźnik X „działa” na takim i takim rynku przy użyciu takich to a takich stopów? Wiem, że wygląda to niemal homeopatycznie, ale wszelkie uogólnienia prowadzą nas jak widać powyżej na manowce…
A być może logiczniej i sensowniej byłoby używać więc dla tych celów takich samych personalnych określeń jak w przypadku narzędzi subiektywnych ? Mielibyśmy wówczas A.T. Bulkowskiego, Nowaka, Kathaya, Lucka itd. Nie alchemię, nie voodoo, nie domysły i stereotypy, ale poparte wynikami i konkretnymi rozwiązaniami strategie….
CDN
—Kat—


Dodaj komentarz