Jeden z czytelników zapytuje mnie mailowo o opinię na temat pewnego wskaźnika. Zwykle wskaźniki traktuję mało nonszalancko ale jeśli ktoś w ten sposób miałby nie dostąpić inwestorskiego zbawienia to przychodzę ze skromną pomocą.
Sprawa dotyczy tego oto wpisu na jednym z anglojęzycznych blogów.
Widniejący tam wykres jest skonstruowany w następujący sposób, który następnie powielę w odniesieniu do naszego rodzimego indeksu WIG:
- wyliczamy zwykłą, 200 – stu dniową średnią arytmetyczną z codziennych cen zamknięcia; piszę ?zwykłą’ choć może powinienem dodać przedrostek ?nie’ jako, że owa średnia jest traktowana z nabożnością przez analityków różnej maści
- obliczamy procentową odległość ceny zamknięcia każdej kolejnej sesji w stosunku do wyliczonej aktualnie średniej j.w.
- procentowe odległości od średniej z każdego dnia nanosimy na wykres
- wyszukujemy ekstrema by odkryć czy kryją jakieś prawidłowości
Wynik tej prostej robótki widać na poniższym wykresie. Wyciąłem pierwsze 400 sesji gdyż dopiero po dwusetnej pierwszy raz dało się wyliczyć średnią a kolejne 200 poszło na rozbieg.
Autor przywołanego bloga ekscytuje się dołkami wskaźnika, ustanowionymi poniżej granicy minus 20 % a następnie liczy jaki ruch przebywa indeks S&P 500 w przeciągu kolejnych 60 sesji. Wszystkie ruchy po ustanowieniu dołka były zyskowne, maksymalny zasięg wyniósł 20,9%.
Być może tamtejszy rynek zawiera jakieś magiczne właściwości albo nasz przez swoją nieefektywność nie nadąża za podobnymi wynalazkami, bo prawdę mówiąc oprócz tego , że nasz wykres działa przez gałki oczne na wyobraźnię to praktyczne korzyści zastosowania go są marne.
Faktem jest, że podczas 4 okresów bessy, wskaźnik ów wybił się poniżej 20sto procentowej granicy. Tyle, że praktycznie dowolny wskaźnik czy oscylator skonstruowany w oparciu o ceny i ich pochodne pokaże podobne zachowania bo taka jego rola. Zejście właśnie omawianego podczas obecnego kryzysu nie jest wyjątkowo rekordowe jak w USA, gdyż rekord polskiego należy do bessy 1994 roku.
Policzyłem zakres ruchu kursów 60 dni po ustanowienia dołków. Już po pierwszych dwóch z 1994 zeszliśmy nawet 20% niżej. O ?dołkach” z 2008 roku nawet nie będę wspominał.
Autor nie wskazuje jak użyć odczytów wskaźnika w ekstremach w realnym inwestowaniu. Po prostu nie jest to możliwe jako, że o tym czy był to dołek można zawyrokować dopiero z perspektywy czasu. Załóżmy jednak, że rynek byka zaczyna się dla nas gdy wskaźnik powracając z ekstremum przecina poziom minus 30% od dołu. Cóż, jak widać na wykresie – za każdym razem testował ponownie poprzedni dołek a po hossie/bessie internetowej w ogóle nie było sygnału. Jeśli barierę powrotu podniesiemy do minus 20 lub 25 procent – sprawa wygląda jeszcze makabryczniej.
Tego typu wskaźniki nigdy nie gwarantują 100% trafności (ale może nie powinienem nigdy mówić nigdy?) Ich autorzy zazwyczaj nie udzielają porad w sytuacji ?gdy tym razem będzie inaczej” czyli wskaźnik nawali.
W takiej sytuacji najczęściej cytuję czwartą z 40stu zasad Johna Cartera:
?Amatorzy stają się profesjonalnymi traderami wtedy, gdy przestają szukać „kolejnego wspaniałego wskaźnika” i zaczynają kontrolę ryzyka każdej transakcji.”
—*Kat*—



Dodaj komentarz