Tytuł tej notki, to cytat ze strony mojego ?ulubionego? pośrednika finansowego od kredytów. W sumie w kontekście zmian na rynku walutowym w ostatnich miesiącach można powiedzieć, że to zdanie jest nadal prawdziwe ? wybrana waluta może być najlepsza dla kredytu. Nikt nie pisze, że musi być najlepsza dla Ciebie.
W sieci można znaleźć mnóstwo wypowiedzi ?doradców kredytowych? sprzed kilku lat. Ba, myślę, że każdy z nas widział jak wyglądało ?naciąganie? zdolności kredytowej klienta przez przedstawicieli firm sprzedażowych. Najlepiej wychodziły symulacje we franku szwajcarskim (nieliczni „szczęściarze” z ubiegłego roku mają kredyt w jenie japońskim). W 2008 roku według informacji NBP 80 procent kredytów mieszkaniowych była udzielana we franku szwajcarskim. Wartość udzielonych w ub. roku kredytów to blisko 11 mld PLN. Firma Open Finance, którą mam na myśli od początku tego tekstu sprzedała w 2008 roku kredytów za 5,1 mld PLN (trudno mi uwierzyć, że mają aż połowę rynku, ale takie informacje faktycznie znalazłem).
Czytam właśnie felieton pracownika OF ? Mateusza Ostrowskiego i przecieram oczy ze zdumienia.
?Mam wrażenie, że przeciętny polski kredytobiorca może i wiedział co nieco o ryzyku kursowym, ale nie zadawał sobie do końca sprawy z jego skutków. Podobnie było z postrzeganiem zdolności kredytowej, czyli że to, co policzył nam bank, wcale nie musiało oznaczać, że będziemy w stanie bez problemów spłacać aż tak duże zadłużenie.
Gdyby przeciętny Polak wiedział nieco więcej o finansach, może nie zaciągałby kredytu z ratą sięgającą 70 proc. jego dochodów. Skoro więc państwo nie zadbało o profilaktykę, teraz musi leczyć skutki choroby.?
To znaczy, że OF przyznaje wprost, że jego doradcy nie poinformowali swoich klientów biorących kredyty w walucie, w taki sposób, by ?do końca zdawali sobie sprawę? ze skutków tej decyzji. To miłe. Szkoda tylko, że obłudne.


Dodaj komentarz