W poprzednim wpisie zwróciłem uwagę na cztery sygnały ostrzegawcze, który powinny skłonić inwestora do powtórnego przeanalizowania sensu inwestycji w konkretny fundusz inwestycyjny:
- radykalne poglądy ideologiczne lub nastawienie do rynku zarządzającego determinujące jego decyzje inwestycyjne
- skupianie się na ścisłym odzwierciedlaniu benchmarku przez aktywnie zarządzany fundusz
- zmiana strategii funduszu lub zmiana zarządzającego
- istnienie czynników (aktywność medialna, inne przedsięwzięcia, hobby) odrywających uwagę zarządzającego od zarządzania funduszem
Wszystkie te sygnały związane były z osobą zarządzającego funduszem inwestycyjnym. To zrozumiałe jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że inwestowanie w aktywnie zarządzane fundusze inwestycyjne polega na ‘kupowaniu’ zdolności zarządzającego funduszem do osiągania oczekiwanych przez inwestorów stóp zwrotu.
Chciałbym omówić kolejne cztery sygnały ostrzegawcze.
W felietonie The mutual funds and managers to avoid Barry Ritholtz zaleca zachowanie ostrożności przy inwestowaniu w fundusze inwestycyjne (tę wskazówkę można rozciągnąć na inne produkty inwestycyjne), który wyglądają jakby zostały skonstruowane nie przez komitet inwestycyjny lecz przez dział marketingu. Takie produkty inwestycyjne mogą opierać się na konkretnym haśle marketingowym (na przykład na idei społecznej odpowiedzialności) albo eksploatować konkretną modę inwestycyjną. W tej drugiej kategorii można wymienić wiele funduszy powstałych po upowszechnieniu się pewnych motywów inwestycyjnych: Chin, rynków granicznych (frontier markets), zielonej energii i tak dalej. Moim zdaniem, istnieje spore ryzyko, że tego typu fundusze pojawiają się na rynku zbyt późno i ich promowanie można nawet odebrać jako sygnał kontrariański.
Ritholtz sugeruje także uważne przyglądanie się kosztom związanym z inwestowaniem w aktywnie zarządzane fundusze. Koszty inwestowania w fundusze inwestycyjne, na które składają się opłaty za zarządzanie (w przypadku funduszy akcyjnych może to być nawet 4% rocznie) oraz opłaty manipulacyjne, dystrybucyjne (pobierane przy zakupie/sprzedaży jednostek funduszu – mogą sięgać nawet 4%) mogą się bardzo od siebie różnić.
Średnioroczna stopa zwrotu WIG w ostatnich 10 latach wyniosła około 8%. Biorąc pod uwagę poziomu rozwoju gospodarczego i poziom rozwoju rynku akcyjnego w Polsce oraz globalną sytuację makroekonomiczną tylko optymiści mogą się spodziewać znacząco wyższej stopy zwrotu w najbliższej dekadzie. W tej sytuacji opłata za zarządzanie oraz opłaty manipulacyjne mogą stanowić nawet więcej niż połowę potencjalnych zysków. Dlatego moim zdaniem, najprostszym sposobem zwiększenie efektywności inwestowania w fundusze inwestycyjne jest zmniejszenie kosztów takiej inwestycji – poprzez wybór ‘taniego’ funduszu oraz ‘taniej’ platformy, na przykład Bossafund, która umożliwia inwestowanie w fundusze bez opłat manipulacyjnych. W mojej opinii, ignorowanie kosztów, to jeden z podstawowych błędów popełnianych przez inwestorów (także na rynku akcyjnym czy derywatów). W podobnym tonie pisał w Wall Street Journal profesor Burton Malkiel.
Zwracanie uwagi na koszty inwestycji w poszczególne fundusze inwestycyjne jest tym bardziej istotne, że istniejące badania nie pokazują istotnego związku pomiędzy opłatami pobieranymi przez fundusze a osiąganymi przez nie wynikami.
Obserwacja polskiej sceny funduszy inwestycyjnych w ostatnich kilku latach pozwala mi także na wskazanie dwóch kolejnych sygnałów ostrzegawczych.
Doświadczenia dwóch spektakularnych porażek, związanych z flagowymi funduszami Investors TFI i Opera TFI powinny skłonić inwestorów do sprawdzenia czy aktywa funduszu, w który inwestują nie są alokowane w pozbawionych płynności instrumentach finansowych, na przykład akcjach małych i średnich spółek na WGPW albo niepłynnych obligacjach korporacyjnych. Z opublikowanej przez GPW statystyki za rok 2011 wynika, że wiele małych i średnich (choć zdarzają się spółki o kapitalizacji liczonej w miliardach) posiada turnover ratio, czyli stosunek skumulowanych rocznych obrotów na giełdzie do kapitalizacji rynkowej, na poziomie kilku lub kilkunastu procent. Jeśli fundusz inwestycyjny posiada istotną część aktywów ulokowanych w takich spółkach (jeden z fundusz ma na przykład 20% akcji spółki o turnover ratio na poziomie 7,7%) to elastyczność zarządzających w przypadku niekorzystnej dla funduszu sytuacji rynkowej jest bardzo ograniczona.
Maciej Samcik tak skomentował problemy jednego z funduszy w maju 2012 roku: Ale nawet po tej rozmowie nie przewidywałem, że na początku czerwca fundusz ogłosi przeszacowanie wartości aktywów aż o 25%! Dopiero to pokazuje w jak dramatycznej sytuacji był porrtfel inwestycyjny, jak wiele jego składników okazało się w praktyce niepłynnych i z jak wielu pozycji trzeba było wychodzić akceptując gigantyczne straty. Chyba nie ma większego grzechu zarządzającego funduszami, jak doprowadzenie do sytuacji, że portfel inwestycji jest niepłynny w czasach, gdy każde dziecko wie, że „cash is the king”. Niestety, zwrócenie uwagi na ten sygnał ostrzegawczy wymaga trochę pracy i konieczności zapoznania się z okresowym sprawozdaniem finansowym.
Drugą kwestią, na którą warto zwrócić uwagę po ostatnich wydarzeniach na polskim rynku finansowym jest problem zaangażowania się przez fundusz w inwestycje, w których udziały mają inne podmioty z grupy kapitałowej, do której należy TFI. Jeśli fundusz kupuje pakiet akcji w spółce, której udziałowcem jest bank lub dom maklerski, do którego grupy kapitałowej należy TFI, to inwestorzy powinni zadać sobie pytanie czy są przekonani, że o tej inwestycji w 100% zdecydował interes klientów funduszu inwestycyjnego.


Dodaj komentarz