Jak większość Państwa słuchałem konferencji szefa Europejskiego Banku Centralnego. Jak większość wczytywałem się w komunikat Rezerwy Federalnej. Pewnie wszyscy mieliśmy okazję obserwować reakcje rynków i komentarze tłumaczące spadki cen akcji rozczarowaniem. Pytanie, czy naprawdę jest czym się rozczarować?
Najpierw drobne odniesienie do spadków. Przy całym szacunku dla oczekujących cudu, rynki szukały zwyżek na bazie spekulacji, iż Fed i EBC rzucą na rynek nowe programy pomocowe i niezależnie od działań, spadki były właściwie oczywistością. Zwyczajnie ceny akcji musiały spaść właśnie dlatego, że rosły wyprzedzając wydarzenie. Do znudzenia można powtarzać, iż na giełdach stale popularny jest mechanizm kupowania plotek i sprzedawania faktów. Banał, ale pozostaje niezmiennie aktualny.
Ciekawsze są działania, czy raczej ich brak, ze strony EBC i Fed. Uważnie wczytanie się w to, co wysyłają w świat przedstawiciele banków centralnych nie pozostawia wątpliwości, iż polityka monetarna opiera się dziś głównie na słownym sterowaniu nastrojami rynku. Zwyczajnie, w środowisku niskich stóp procentowych akcenty zostały przesunięte. W przypadku Fed komunikat był naprawdę ciekawy, bo zawieszający uwagę rynku na każdych danych makro, które zostaną opublikowane do 15 września. Nie od dziś wiadomo, iż ilu graczy, tyle interpretacji.
W przypadku EBC wyrażone zostało wprost przekonanie, iż bank przygotowuje się do interwencji na rynku obligacji, w domyśle hiszpańskich. Możemy spekulować, czy brak decyzji dziś jest próbą wzmocnienia kalibru poprzez wspólne z rządami działania, czy też kupieniem czasu na uzgodnienie sprzeczności w ramach państw-członków unii walutowej, ale nie możemy mieć wątpliwości na temat obietnicy działania. To prawda, konkretów było mało, ale czy naprawdę potrzeba konkretów w świecie, gdzie operuje się wyobrażeniami na temat przyszłości?
W wielu przypadkach wystarczy powiedzieć, że jakieś działania będą miały miejsce, by rynek sam pilnował poziomów potrzebnych do ustabilizowania sytuacji. Nie będę zaskoczony, jeśli kolejnym krokiem ze strony EBC będzie zupełnie niezapowiedziana interwencja, by zredukować pewność rynku, co do kierunku, w jakim poruszają się ceny hiszpańskich obligacji. Wydaje się, że w bliskiej przyszłości rynek długu w Europie czeka seria wydarzeń analogicznych do tych, jakie mają miejsce na rynkach walutowych, na których wystarczy plotka o możliwej interwencji, by ceny ruszyły w stronę pożądaną przez władze.
Oczywiście – kolejny banał – interwencje na rynku walutowym mają swoje ograniczenia na poziomie efektów i tak będzie również na rynku długu w Europie, bo plaster nie jest lekarstwem, ale czas pełnej dowolności kształtowania rentowności jest już przeszłością. Od dziś wystarczy plotka, iż Niemcy są bliżej zgody na skup długu z rynku, by rentowność hiszpańskich obligacji spadała. Dlatego, nie potrafię zrozumieć komentarzy, iż EBC strzelił z pistoleciku na wodę, gdy rynek oczekiwał salwy z 10-calowego działa. Salwy bywają głośne, ale na giełdach ważniejsze są przekonania. Rynek bardziej niż huku boi się możliwości nadziania się na kontrę w przyszłości.


Dodaj komentarz